Szukaj: w


recenzje

Spider-Man: Homecoming



Pajączek wrócił do domu.
Tak można podsumować całe filmowe przedsięwzięcie, jakim jest Spider-Man: Homecoming, a zrealizowane pod wspólnym szyldem Sony Pictures i Marvel Studios. Nie jest to kolejne „origin story” wałkujące transformację Petera Parkera w Człowieka-pająka. Takowego poznajemy w sytuacji, kiedy prowadzi już swoją heroiczną działalność. Wpatrzony w Avengersów jak w obrazek, otrzymuje od Tony’ego Starka propozycję nie do odrzucenia… O tym wszystkim dowiadujemy się z końcówki trzeciej części Kapitana Ameryki: Wojny bohaterów. Najnowsza produkcja Marvela kontynuuje te wątki, ukazując młodego, nieukształtowanego herosa w jego codziennym życiu. A poza szkołą i lakonicznymi znajomościami, okupowane jest ono ciągłym wyczekiwaniem na telefon od swojego idola. W końcu sfrustrowany bezczynnością i brakiem zainteresowania ze strony miliardera, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Kiedy na jego drodze staje bezwzględny Vulture, młody Parker na własnej skórze przekonuje się, że bycie superbohaterem nie jest wcale takie proste. Tego samego nie można powiedzieć o fabule Spider-Man: Homecoming ocierającej się o podręcznikowy banał. No ale po ciężkiej Wojnie bohaterów jest to jak najbardziej pożądana chwila oddechu. Oddechu przed kolejną porcją trudnych zagadnień poruszanych w szumnie zapowiadanych, trzecich Avengersach. Już dzisiaj wiadomo, że nie zabraknie tam również sympatycznego pajączka, a finansowy sukces solowego filmu, z pewnością skłoni decydentów studia do wyprodukowania kolejnych sequeli. Czekam na nie z wielką niecierpliwością!

Z takim samym entuzjazmem wypatruję angażu Michaela Giacchino, który bez najmniejszego problemu poradził sobie z umuzycznieniem Spider-Man: Homecoming. O angażu do tego filmu dowiedzieliśmy się zaraz po premierze Doctora Strange’a, którego ilustrował przecież Giacchino. Przypadek? Absolutnie nie! Zwerbowanie tego kompozytora było nie tylko pokłosiem zaufania, jakim Marvel i Disney darzył Amerykanina, ale i osobistych starań samego zainteresowanego. Przekonał producentów i reżysera, Jona Wattsa, że jest najbardziej odpowiednią osobą na to stanowisko i zaraz po zakończeniu prac nad Rogue One zabrał się za ilustrowanie Spider-Mana.

Produkcja Marvela odcięła się zupełnie od poprzednich filmów tworzonych pod szyldem Sony Pictures. Nie było więc absolutnie żadnej potrzeby, aby odwoływać się do tematów stworzonych przez Danny’ego Elfmana, Jamesa Hornera, czy chociażby Hansa Zimmera. Kompozytor nie omieszkał jednak nawiązać do telewizyjnego klasyka z lat 60. Na potrzeby animacji logotypu studia Marvel zaaranżował na nowo kultowy motyw Roberta Harrisa i Paula Francisa Webstera, aczkolwiek nie była to jedyna okazja do zacytowania znanych motywów. Pojawienie się wątku Avangersów, a w szczególności przemawiającego w ich imieniu, Tony’ego Starka, dały sposobność do sięgnięcia po melodię skojarzoną z tą grupką superbohaterów. W filmie Wattsa wybrzmiewa ona kilkakrotnie, ale w dosyć ubogim aranżacyjnie wydaniu. Schowane w ilustracyjnym tle nie roszczą sobie więcej przestrzeni aniżeli potrzebują do zarzucenia pewnego pomostu między flagową serią Marvela, a tą „skromną” superprodukcją.

Niemniej jednak partytura Giacchino nie wydaje się skromna sama w sobie. Choć z początku bardzo niepozorna, skupiająca się na młodzieńczym, szkolnym życiu tytułowego bohatera, wraz z rozwojem wydarzeń zaczyna nabierać charakteru. Do tego momentu dojrzewać będziemy wraz z filmowym Peterem Parkerem, którego codzienność zdobią dwie muzyczne rzeczywistości: ogrom piosenek z kanonu muzyki popularnej oraz barwne ilustracje Michaela Giacchino. Z wiadomych powodów naszą uwagę przykują te drugie.


Jak już wspomniałem wyżej, jest barwnie i żywiołowo, choć niekoniecznie oryginalnie. Lekkość Spider-Mana tkwi w slapstickowym sposobie opisywania filmowej rzeczywistości, ale daleko tej muzyce do randomowej ilustracji kina familijnego. Uwagę skupiają przede wszystkim finezyjne aranże ocierające się o takie perełki w dorobku Amerykanina, jak Iniemamocni, czy Speed Racer (głównie w motoryce i świetnej pracy dęciaków) oraz Doctor Strange z całym zapleczem eksperymentów na perkusjonaliach i gitarach elektrycznych. Warto również zwrócić uwagę na stylistyczne nawiązania do warsztatu Danny'ego Elfmana - szczególnie w pracy sekcji dętej. Odbywa się to wszystko przy akompaniamencie łatwo wpadającego w ucho motywu, przypisanego głównemu bohaterowi. Kompozytor nie rozdziela tutaj prywatnego życia Parkera od jego pajęczego alter-ego. Takie podejście budzić może wiele obiekcji, zwłaszcza w kontekście postawy chłopaka, który z żądnego wrażeń młodzieńca ewoluuje do odpowiedzialnego superbohatera – pełnoprawnego członka Avengers.

Owa transformacja dosyć trafnie odzwierciedlona została tak w tonie całej kompozycji, jak i poszczególnych utworów. Wystarczy przyjrzeć się konstrukcji partytury, aby bez konieczności oglądania filmu prześledzić losy Petera Parkera. I tak oto, kiedy podejmuje się pierwszych samodzielnych działań, muzyczna akcja tworzona jest w duchu przygody i nieskrępowanej niczym rozrywki – tak jak pewnego rodzaju rozrywką jest dla Spider-Mana zwalczanie drobnych przestępców. Kiedy jednak na arenie wydarzeń pojawiają się ludzie Vulture, a w końcu sam złoczyńca, action score przechodzi gruntowną reorganizację w zakresie stylistycznym. Z kart partytury stopniowo ulatniają się chwytliwe frazy i melodie – czasami wyprowadzane tylko na potrzeby konkretnych scen – a na ich miejsce wchodzą niespokojne, pozornie chaotyczne orkiestracje. W sprzężeniu z minorowym, pięcionutowym motywem Vulture, tworzą siermiężną, upstrzoną dysonansami, architekturę muzyczną. O ile więc w połączeniu z obrazem sprawdza się ona nad wyraz efektownie, to już w oderwaniu od swojego kontekstu wizualnego ma prawo męczyć.

Nie tyle męczący, co wtórny jest natomiast temat głównego antagonisty, jak żyw przypominający motyw Nero z jedenastej, kinowej odsłony Star Treka. Na kopiowaniu pomysłów melodycznych się nie kończy. Pretensjonalne wydają się również sprawdzone formuły, w które Giacchino wylewa swoją muzyczną akcję. Niestety, ilustracja finalnego aktu, tudzież pojedynku pajączka z Vulture, poza techniczną maestrią nie ma wiele do zaoferowania. Nie fascynuje już w takim samym stopniu, jak muzyka z początku filmu, a i chemia pomiędzy tematami jakby się ulatnia. W takim właśnie poczuciu lekkiego rozczarowania docieramy do końcówki widowiska okraszonej już większym ładunkiem emocjonalnym. Po raz kolejny przypominamy sobie temat Avengersów, ścieląc grunt pod patetyczną, „dostojną” aranżację melodii Człowieka-pająka. Szkoda tylko że końcową animację postanowiono ozdobić szlagierem z kanonu muzyki rozrywkowej. Na spektakularną suitę tematyczną trzeba zatem poczekać do właściwiej części napisów końcowych. Moim zdaniem warto, bo zgrabnie podsumowuje ona cały potencjał ścieżki dźwiękowej do Spider-Man: Homecoming.

Świetną formą prezentacji potencjału tej partytury jest również album soundtrackowy wydany nakładem Sony Music. Niespełna 70-minutowy materiał w zupełności wyczerpuje możliwości tej ilustracji, serwując słuchaczom zgrabnie ułożone słuchowisko przy zachowaniu filmowej chronologii. Krążek otwierany jest więc wspominaną wyżej fanfarą z telewizyjnego periodyku, a zamykany siedmiominutową suitą tematyczną wyciskającą z całej kompozycji wszystko to, co najlepsze. Dosyć zbędne, choć na pewien sposób intrygujące, wydają się natomiast dwa ukryte tracki źródłowe zdobiące sceny rozgrywające się w murach szkolnych. Największym mankamentem, z jakim słuchacz będzie się musiał mierzyć podczas słuchania Spider-Man: Homecoming jest kwestia nagrania. Po raz kolejny Amerykanin idzie na wojnę z powszechnie panującymi standardami, stawiając przed nami suche, hermetyczne brzmienie. Zabieranie przestrzeni tak wybornie pracującej orkiestrze, to największy problem większości soundtracków autorstwa Giacchino i nic na to nie wskazuje, aby w najbliższej przyszłości miało się to zmienić. Oczywiście kwestia ta dotykać będzie tylko wybraną grupę odbiorców. Większość skoncentruje się na intrygującej treści słuchowiska.

Wiem, że nie powinno się porównywać tej pracy z poprzednimi ilustracjami do filmów o Człowieku-pająku, ale zróżnicowanie tematyczno-stylistyczne tych sześciu partytur niejako z urzędu każe ustawiać je w szeregu. W dalszym ciągu niedoścignionym wzorcem pozostają tutaj kompozycje Danny’ego Elfmana, które nie dość, że świetnie radziły sobie z opisywaniem niezbyt udanych filmów Sama Raimiego, to na dodatek dostarczały wiele wrażeń na świetnie skrojonych albumach soundtrackowych. Interesującą wizję przygód Spider-Mana zaprezentowali również Christopher Young, James Horner i Hans Zimmer i to właśnie gdzieś między tymi kompozycjami umieściłbym niebanalne rzemiosło Giacchino. Rzemiosło, bo jednak wszystko wydaje się tutaj skrojone na miarę filmowych potrzeb.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Spider-Man Television Theme (00:39)
  • 2. The World is Changing (04:10)
  • 3. Academic Decommitment (01:57)
  • 4. High Tech Heist (01:26)
  • 5. On a Ned-To-Know Basis (01:45)
  • 6. Drag Racing/An Old Van Rundown (04:06)
  • 7. Webbed Surveillance (04:40)
  • 8. No Vault of His Own (02:27)
  • 9. Monumental Meltdown (05:23)
  • 10. The Baby Monitor Protocol (01:37)
  • 11. A Boatload of Trouble Part 1 (03:09)
  • 12. A Boatload of Trouble Part 2 (02:16)
  • 13. Ferry Dust Up (02:50)
  • 14. Stark Raving Mad (01:54)
  • 15. Pop Vulture (03:05)
  • 16. Bussed a Move (01:43)
  • 17. Lift Off (05:25)
  • 18. Fly-By-Night Operation (02:23)
  • 19. Vulture Clash (04:07)
  • 20. A Stark Contrast (04:41)
  • 21. No Frills Proto COOL! (00:34)
  • 22. Spider-Man: Homecoming Suite [zawiera dwa ukryte fragmenty: "Queens Community Bank" i "The Real Reason Peter Quit the Band"] (07:29)
Czas trwania: 67:46
Komentarze
Mystery 2017-08-15
13:17
Dobry rozrywkowy score, jeden z lepszych u Marvela, różnorodny i potężny, z wyrazistą tematyką i świetną akcją, gdzie każdy jej reprezentant posiada własny unikalny motyw, także nudzić się tu nie idzie, a muzyka skutecznie zajmuje słuchacza od pierwszej od ostatniej minuty.

Spider-Man: Homecoming

Kompozytor:

  • Michael Giacchino

Dyrygent:

  • Tim Simonec

Orkiestrator:

  • Tim Simonec
  • Robert Elhai
  • Jeff Kryka
  • Chris Tilton
  • Curtis Green
  • Mick Giacchino

Wydawca:

  • Sony Classical (2017)

Producent:

  • Michael Giacchino

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl

 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2017 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie