Szukaj: w


recenzje

007 - The Living Daylights (W obliczu śmierci)



W 1987 roku seria filmów o Jamesie Bondzie miała swój jubileusz. W obliczu śmierci, pierwszy film z Timothym Daltonem w roli agenta 007, pojawił się w kinach równo 25 lat po Doktorze No. Dalton został wybrany w jak zwykle pieczołowitym castingu. Brany był pod uwagę już przy okazji Diamenty są wieczne. Film Johna Glena był niejako granicznym, ponieważ pierwsza wersja scenariusza powstawała dokładnie w momencie, kiedy Roger Moore rezygnował z roli. Dlatego film łączy humor poprzednich części z dużo poważniejszymi elementami, które do roli wprowadził nowy aktor. Tym razem wrogami słynnego agenta stają się handlarz bronią Whitaker (Joe Don Baker) i radziecki generał Koskow (Jeroen Krabbe), który udaje zdradę, by chronić współpracę. Dalton, choć kilka scen ma ewidentnie powiązanie z poczuciem humoru charakterystycznym dla filmów z Moorem, zagrał Bonda poważniej i, zgodnie ze swym zamiarem, bliżej oryginalnych pomysłów Iana Fleminga. Film odniósł sukces, a angielski aktor wcielił się w legendarnego agenta jeszcze raz, nim po sześciu latach przejął ją oryginalnie planowany do tego filmu Pierce Brosnan.

Kompozytorem muzyki nie mógł zostać nikt inny jak John Barry. Na piętnaście dotychczasowych filmów (pomijam wyłączone z oficjalnej serii Casino Royale z 1967 roku i Nigdy nie mów nigdy) zilustrował jedenaście, a jego przygoda z serią zaczęła się od wprost legendarnej aranżacji głównego tematu. Jedenasty film okazał się jego ostatnim w serii. Pęknięcie krtani, które prawie go zabiło, uniemożliwiło mu powrót do Licencji na zabijanie, gdzie zastąpił go Michael Kamen. Odmówił powrotu do Goldeneye, a potem z jego błogosławieństwem serię przejął David Arnold. Album z W obliczu śmierci wydano dwukrotnie, raz przy okazji premiery filmu, drugi raz w serii 007 Remastered i to tą rozszerzoną edycją zajmę się w tej recenzji.

Każdy film o słynnym agencie stoi piosenkami. Tym razem postawiono na aż trzy i za wszystkie odpowiadał sam John Barry. O tytułowym The Living Daylights powiedziano już wiele, jest to znakomita piosenka wykonywana przez norweski zespół a-ha. Po raz drugi angielski kompozytor postawił na popularną w tym czasie grupę rockową. Przy Zabójczym widoku było to Duran Duran. Barry blisko współpracował z zespołem i wypadło to wprost znakomicie. Bardzo ciekawe są dwie inne piosenki, które się pojawiają w filmie. Kompozytor stwierdził, że ciekawie by było, gdyby na napisach końcowych zaśpiewano temat miłosny, co uczyniła grupa The Pretenders. Był to pierwszy taki przypadek w historii serii, do którego później niezgorzej odniósł się David Arnold. Alternatywną, instrumentalną wersję można usłyszeć w kończącym płytę Alternate End Titles. Zupełnym ewenementem jest natomiast wykonywany przez ten sam zespół Where Has Every Body Gone, oparte na temacie czarnego charakteru, będące bardzo ciekawym połączeniem muzyki źródłowej i ilustracyjnej. Morderca o imieniu Necros słucha go na słuchawkach przed jednym ze swoich zadań. Kolejna znakomita melodia w historii serii.

Właśnie Necros Attacks jest pierwszym ilustracyjnym utworem na albumie. Poza świetną, ekscytującą aranżacją jego tematu, warto zwrócić uwagę na zupełne novum w serii. O ile elektronika, zwłaszcza dla Johna Barry'ego, nie jest niczym nowym, o tyle tak udane zastosowanie brzmień charakterystycznych dla lat osiemdziesiątych już tak. Trzeba powiedzieć, że współproducentem, czyli zapewne współaranżerem, tych utworów jest Paul O'Duffy. Mariaż syntezatorów i żywej orkiestry jest tak dobry jak w rewolucyjnym dla gatunku W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości. W ścieżce jest tego więcej - na przykład Ice Chase to w dużej mierze elektroniczna aranżacja słynnego tematu głównego bohatera. Do tego orkiestra gra zupełnie nową melodię, która świetnie wpisuje się we wcześniej wpisaną stylistykę i strukturę serii. Tematem akcji staje się także tytułowa piosenka. Hercules Takes Off należy do najlepszych utworów na albumie.


Muzyka akcji, jak zwykle u Barry'ego wolniejsza w tempie od jego kolegów po fachu, nie jest jednak jedynym elementem tej ścieżki. Liczba melodii, zarówno tych powtarzających się jako tematy, jak i tych, które pojawiają się tylko raz, jest wprost powalająca. Kara Meets Bond wprowadza przepiękny temat miłosny. Piękna melodia, jak zwykle aranżowana na flet (jeden z ulubionych instrumentów kompozytora, który sam był trębaczem), porusza przede wszystkim swoją prostotą. Jej najlepsza wersja nie pojawia się niestety w filmie, a jest to cudowne wprost Into Vienna, gdzie Barry zastosował popową aranżację. Drugim znakomitym tematem jest temat Afganistanu (pierwszy raz w Mujahadin and Opium), co każe się zastanowić nad romantyczną wizją konfliktu z Sowietami w Hollywood. Dwa lata później podobnie to miejsce potraktuje Jerry Goldsmith w Rambo III. Czy był jakiś wpływ, trudno powiedzieć, jednak fakt, że obaj kompozytorzy potraktowali w Afganistan w podobny sposób, jest bardzo ciekawe. W drugiej części możemy usłyszeć zapowiedź materiału Paunisów z Tańczącego z Wilkami, bowiem Barry bardzo podobnie wykorzystuje perkusję. Trzeba powiedzieć, że te niby chaotyczne partie naprawdę dobrze działają, biorąc pod uwagę, że muzyka akcji kompozytora działa na wolniejszym tempie niż innych kompozytorów.

Wszystko to dało się powiedzieć na podstawie zawartego na albumie programu oryginalnego albumu. Niektóre braki mogą naprawdę dziwić. Takowym jest rozpoczynające film Gunbarrel/Exercises at Gibraltar. Słynny temat w wersji z tzw. gunbarrel, czyli postaci Bonda widzianej przez lufę pistoletu jest znakomity, a i następujący potem utwór akcji też niczego sobie. Dziwne jest to, że te fragmenty pozostawały niewydawane na oryginalnych albumach, by przypomnieć W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości. Może też trochę boleć fakt, że nie pozwolono producentom na ułożenie materiału chronologicznie, ale w przypadku tej akurat ścieżki nie jest to aż tak wymagane, jak we wspomnianej wcześniejszej partyturze. Tematy, które pojawiają się w bonusowych utworach są oczywiście znane, ale ciekawie spojrzeć na ten materiał z perspektywy powtarzalności melodii. Mamy więc temat miłosny, motyw suspensowy z The Sniper Was a Woman (także Approaching Kara). W Murder at the Fair wraca temat Necrosa, choć tylko na chwilę, a także niesłyszany wcześniej w instrumentalnej wersji fragment tytułowej piosenki. Wszystko to w charakterystycznym stylu melodyjnym i aranżacyjnym Johna Barry'ego.

Ostatnia ścieżka do Bonda w wykonaniu angielskiego kompozytora pozwala spojrzeć na rozwój stylistyki muzyki Bondowskiej. W zasadzie w całej historii serii tylko dwóch kompozytorów zupełnie odcięło się od założonej przez Barry'ego struktury i stylistyki. Nawet George Martin czy Bill Conti pisali dość podobnie, choć idąc w nieco inny gatunek muzyki popularnej. Odcięli się tylko Michael Kamen (który jednak zaprosił do pracy Vica Flicka, który za 6 funtów (!) grał oryginalny temat w 1962 roku) i Eric Serra, który w Goldeneye pisał w swoim elektronicznym stylu. Chciałoby się dołączyć do tej grupy odpowiedzialnego za Skyfall Thomasa Newmana, jednak ja osobiście się z tym nie zgadzam. Amerykanin dokonuje czegoś, czego w serii od dawna nie było - łączy nowe trendy muzyki akcji z tradycją i charakterystycznymi elementami własnego stylu. Dlatego ja uważam Skyfall za nową jakość w serii. Podsumujmy jednak stylistykę Barry'ego, bo o nim tak naprawdę mowa. Od początku Anglik łączył jazz z tradycyjną orkiestrą. Było to domeną jego twórczości już od lat sześćdziesiątych. O ile w Pozdrowieniach z Moskwy ten mariaż był jeszcze czasem dość nieśmiały, tak Goldfinger ukształtował brzmienie filmów o Jamesie Bondzie na lata. Nie jest jednak tak, że w pełni się pogodził z jednolitą stylistyką. Bywało lepiej i gorzej, jednak zdarzało się, że nawet rewolucjonizował muzykę filmową. Wspominałem w recenzji W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości, wprost znakomitą muzykę, która wplata syntezatory jako element wręcz organiczny dla całości. Nikt nie spodziewał się, że W obliczu śmierci będzie stanowiło ostatnią jego przygodę z serią o agencie 007. Polski tytuł stał się prawie przerażającą przepowiednią dla jego własnego życia. Sama ścieżka natomiast po raz kolejny wplata coś nowego i można bić tylko brawa za odwagę.

Na koniec uwaga bardziej osobista. Taką muzykę jak W obliczu śmierci opisuje się jednocześnie bardzo przyjemnie i bardzo trudno. Bardzo przyjemnie, bo jest po prostu świetna, trudno, bo nie jest łatwo wymyślić, co jeszcze można na jej temat powiedzieć. Połączenie elektroniki z orkiestrą wypada doskonale. Jeśli ktoś byłby zainteresowany muzyką do kina Bondowskiego z okresu przed Davidem Arnoldem, chyba polecałbym zacząć właśnie od tego albumu, a dopiero później odkryć, co seria ma do powiedzenia w jej wcześniejszych muzycznych inkarnacjach. Wtedy polecałbym Goldfingera jako ścieżkę definiującą brzmienie i W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości, by usłyszeć potencjał tej konwencji. A i fanom Davida Arnolda powiedzieć trzeba, że to właśnie W obliczu śmierci wspólnie z Żyje się tylko dwa razy stanowiło dla niego największą inspirację przy jego udziale w serii. Trudno się dziwić. To nie tylko jeden z najlepszych Bondów. To jeden z najlepszych score'ów akcji lat osiemdziesiątych.




Autor recenzji:  Paweł Stroiński
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. The Living Daylights (04:16) -- a-ha
  • 2. Necros Attacks (02:04)
  • 3. The Sniper Was A Woman (02:30)
  • 4. Ice Chase (04:05)
  • 5. Kara Meets Bond (02:47)
  • 6. Koskov Escapes (02:23)
  • 7. Where Has Everybody Gone (03:37)-- The Pretenders
  • 8. Into Vienna (02:50)
  • 9. Hercules Takes Off (02:17)
  • 10. Mujahadin And Opium (03:13)
  • 11. Inflight Fight (03:12)
  • 12. If There Was A Man (02:53) -- The Pretenders
  • 13. Exercise At Gibraltar (06:22)
  • 14. Approaching Kara (02:21)
  • 15. Murder At The Fair (02:22)
  • 16. "Assassin" And Drugged (02:43)
  • 17. Airbase Jailbreak (04:37)
  • 18. Afganistan Plan (03:34)
  • 19. Air Bond (01:46)
  • 20. Final Confrontation (01:58)
  • 21. Alternate End Titles (03:20)
Czas trwania: 65:10
Komentarze
Adam Krysiński 2018-03-26
22:45
Warto dodać celem uzupełnienia, że ten score został napisany, nagrany i zmiksowany do filmu w zaledwie 3 tygodnie. Dla mnie to najlepszy muzycznie Bond ze wszystkich i - prawdopodobnie - jeden z 10 scorów wszechczasów, które zabrałbym na bezludną wyspę, gdybym miał już z niej nie wrócić więcej. ;-)
Wawrzyniec 2018-03-28
13:40
Geniusz! To i mnie nie zostaje nic innego jak najwyższa ocena dla tej jednej z najlepszych ścieżek do Jamesa Bonda. Czysta przyjemność słuchania :)

007 - The Living Daylights (W obliczu śmierci)

Kompozytor:

  • John Barry

Dyrygent:

  • John Barry

Wykonawcy:

  • a-ha (piosenka tytułowa)
  • The Pretenders (pozostałe piosenki)

Wydawca:

  • EMI-Capitol (1987-2003)

Producent:

  • John Barry
  • Ian Gilchrist
  • Lukas Kendall

R E K L A M A






NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl

 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2018 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie