Daniel Pemberton

Project Hail Mary (Projekt Hail Mary)

(2026)
Project Hail Mary (Projekt Hail Mary) - okładka
Maciej Wawrzyniec Olech | 02-04-2026 r.

Ścieżki dźwiękowe do filmów science-fiction są zawsze sporym wyzwaniem, ale też polem do popisu dla kompozytorów. A te, gdzie większość czasu akcja dzieje się w kosmosie, pozwalają nadać tej nieziemskiej i nieskończonej przestrzeni dźwięk. Dzieje się to mimo faktu, że – jak powszechnie wiadomo – w kosmosie nie ma dźwięku. Wszystko to odnajdziemy w ścieżce dźwiękowej Daniela Pembertona do filmu Project Hail Mary, która poza kosmicznymi dźwiękami oferuje także bardzo ludzkie, przyziemne brzmienie.

Project Hail Mary w reżyserii Phila Lorda i Christophera Millera jest adaptacją niezwykle popularnej książki Andy’ego Weira (inna jego książka to także zaadaptowany The Martian [Marsjanin] Ridleya Scotta). I już na wstępie mogę zaznaczyć, że będzie to dość osobista recenzja. Albowiem jestem wielkim miłośnikiem tej książki i miałem wielkie oczekiwania wobec tego filmu. I mogę stwierdzić, że zostały one w pełni spełnione, i to z nawiązką! Przede wszystkim mamy do czynienia z bardzo wierną adaptacją, co może być dla wielu osób w Hollywood wielkim zaskoczeniem. Ale czasami trzymanie się wiernie materiału wyjściowego może dać bardzo dobry film, który nie odrzuci, a zachwyci fanów (w tym wypadku) książki. Przy czym nie powinno być też zaskoczenia, że powstał bardzo dobry film. Książka jest bardzo dobra i posiada wręcz filmowy charakter, a Phil Lord i Christopher Miller (21 i 22 Jump Street, Lego: Przygoda) są niezwykle utalentowanymi filmowcami, którzy idealnie łączą elementy emocjonalne i akcję z niewymuszonym humorem. Dochodzi do tego jeszcze charyzmatyczny i sympatyczny Ryan Gosling w głównej roli (jest też producentem tego filmu), jak i bardzo dobra Sandra Hüller w roli drugoplanowej. Świetne i czasami olśniewające zdjęcia Greiga Frasera (Dune, The Batman) sprawiają, że otrzymujemy świetny film science-fiction, który może niedługo zajmie godne miejsce obok takich produkcji jak Gravity, The Martian czy nawet sam Interstellar.

Naturalnie muzyka Daniela Pembertona jest bardzo ważnym elementem, obok tych wymienionych wyżej, odpowiadającym za sukces Project Hail Mary. Ale o niej już za chwilę, bo na razie przyjrzyjmy się krótko fabule, która ma ogromny wpływ na to, jak ta ścieżka dźwiękowa brzmi. Jak wspominałem, mamy do czynienia z bardzo wierną adaptacją. Podobnie jak w książce, tak i w filmie poznajemy naszego głównego bohatera Rylanda Grace’a (Ryan Gosling), który budzi się z amnezją z kriogenicznego snu. Orientuje się, że jest jedynym ocalałym na statku kosmicznym. Z czasem wraca mu pamięć i za sprawą retrospekcji dowiadujemy się o jego misji, która w skrócie polega na ratowaniu świata! Słońce zagrożone jest ze strony kosmicznych pasożytów, które pochłaniają jego energię. Naukowcy odkrywają jednak, że jeden układ jest odporny na te pasożyty. Z nadzieją, że tam znajdą ratunek, wysyłają misję kosmiczną, której nasz bohater staje się jedynym ocalałym uczestnikiem. Jednak to dopiero początek! W tajemniczym układzie nasz bohater natrafia na obcy statek kosmiczny, a w nim na kosmitę, którego nazywa Rockym (bo wygląda jak chodzący pająkowaty kamień). Oboje muszą przezwyciężyć barierę językową i wspólnymi siłami znaleźć ratunek dla swoich planet. To, co temu filmowi tak dobrze wychodzi, to odpowiedni balans między powagą ratowania świata a międzygwiezdną przyjaźnią, jaka zawiązuje się między Grace’em a Rockym. W efekcie powstał obraz, który trzyma w napięciu, wzrusza, oferuje dużo humoru i ciepła, przeplatanego z naukowymi badaniami. Wszystkie te elementy odnajdziemy w muzyce Daniela Pembertona.

Za sprawą takich tytułów z XXI wieku jak Gravity, Interstellar, The Martian, Ad Astra, The Passengers czy Solaris wykrystalizowało się brzmienie „kosmicznych” ścieżek dźwiękowych. Wpłynęły one też na to, jakiej muzyki jako widzowie oczekujemy od takich produkcji. I muszę przyznać, że muzyka skomponowana przez Daniela Pembertona do filmu Project Hail Mary to jedno z ciekawszych i bardziej intrygujących osiągnięć w obrębie współczesnej muzyki filmowej science-fiction. Brytyjski kompozytor, znany z niezwykle eklektycznego stylu, może nie wychodzi aż tak bardzo poza pewne schematy gatunkowe, ale i tak tworzy muzykę na swój wymiar oryginalną, która nie tylko bezbłędnie ilustruje obraz, ale aktywnie buduje jego emocjonalny i narracyjny wymiar.

Już od pierwszych minut uwagę zwraca charakterystyczne dla Pembertona połączenie orkiestry z elektroniką i eksperymentalnymi brzmieniami. Połączenie orkiestry i elektroniki staje się wręcz pewnym wymogiem w tego typu ścieżkach. Przy czym Brytyjczyk pozostaje wierny swojemu stylowi, sięgając nie raz po różnorodne rozwiązania. Co jednak nie oznacza, że sam score jest mocno eklektyczny – Pemberton w ramach swojego specyficznego stylu tworzy bardzo spójną pracę o własnym głosie. Od początku można odrzucić oczywiste porównanie z Interstellar Hansa Zimmera – pracą, która w pewnym sensie zdefiniowała, jak postrzegamy kosmiczne ścieżki. Pemberton raczej nie idzie w „kosmiczny patos”, jaki słyszymy u Zimmera czy w końcówce Gravity Stevena Price’a. Nie brakuje tutaj podniosłych momentów, ale kompozytor stawia na bardziej intymne, momentami wręcz kameralne podejście, które dobrze oddaje samotność w przestrzeni kosmicznej, ale też nietypowy wątek przyjaźni. Jak wskazują opisy produkcji, muzyka miała oddać zarówno „ogrom samotności kosmosu, jak i ciepło relacji między bohaterami” — i ten dualizm udało się Pembertonowi bardzo dobrze osiągnąć. Gdybym miał się silić na porównania, wskazałbym raczej na kosmiczne prace Thomasa Newmana (Passengers, Wall-E) albo na wspomnianego The Martian Harry’ego Gregsona-Williamsa. Przy czym Daniel Pemberton przemawia tutaj w pełni swoim własnym muzycznym głosem.

… Pemberton w ramach swojego specyficznego stylu tworzy bardzo spójną pracę o własnym głosie.

Jedną z głównych sił tej ścieżki jest jej emocjonalna rozpiętość. Pemberton płynnie przechodzi od minimalistycznych, niemal ambientowych faktur do monumentalnych rytmicznych kulminacji. Szczególnie wyróżniają się utwory o charakterze refleksyjnym i melancholijnym — to one nadają filmowi głębi i pozwalają widzowi wejść w psychikę głównego bohatera. Ważnym elementem jest tutaj chór, który w wręcz liturgicznym stylu wyśpiewuje główny motyw przewodni. Jego religijny charakter jest zrozumiały przez sam tytuł filmu, – Hail Mary (Zdrowaś Maryjo). Dochodzi do tego element ratowania ludzkości, a całe to przesłanie idealnie odnajduje się w tym pięknym, opartym na chórze temacie, który z gracją przewija się przez cały score. Drugim ważnym elementem jest poczucie humoru. W filmie nie brakuje humorystycznych elementów związanych z przyjaźnią Grace’a i Rocky’ego. Pemberton nie ma tu żadnych hamulców i ten humor słychać w jego oryginalnej, zwariowanej muzyce. Aż chciałoby się wiedzieć, za sprawą jakich instrumentów i oprogramowania tworzy te wszystkie szalone dźwięki.

Mamy czas na wygłupy, ale stawka jest wysoka. Trzeba ratować światy, dlatego muzycznie otrzymujemy dynamiczne fragmenty, które budują napięcie bez popadania w banał. Na szczególną wzmiankę zasługuje ponad 7-minutowy utwór „Time to Go Fishing”. Towarzyszy on niezwykle emocjonalnej scenie akcji, od której zależy powodzenie misji. Chociaż wspominałem, że to nie Interstellar, trudno tej sceny nie porównywać ze słynnym „dokowaniem” Christophera Nolana i utworem „No Time For Caution”. Tematyka i brzmienie są inne, ale oba te momenty chwytają za serce i trzymają na krawędzi fotela. Ta scena ukazuje idealną symbiozę muzyki z obrazem. Score Pembertona jest bardzo dobrze, głośno podłożony pod obraz i pomaga kreować tę historię. W filmie wykorzystane są też piosenki, które jednak nigdy nie spychają oryginalnego score’u na drugi plan. Przez większość filmu najważniejszym momentom towarzyszy nam wyraziście podłożona muzyka Pembertona.

Wydana przez Milan Records oraz Made By Mutant ścieżka dźwiękowa liczy aż 38 utworów i trwa około 2 godziny. Co ciekawe, doczeka(ła) się także fizycznego wydania na dwóch płytach CD. Możemy mówić o kompletnym wydaniu materiału zawartego w filmie. Z jednej strony cieszy ładne wydanie, ale nie dla każdego może on być łatwy w odbiorze jako całość — jego długość sprawia, że lepiej funkcjonuje jako integralna część filmu niż samodzielne doświadczenie. Przeglądając Internet, natrafiałem na krytyczne opinie: że soundtrack jest za długi, zbyt eklektyczny czy „komediowy”. Większość tych opinii pochodziła od osób, które nie widziały filmu. Powtarzam jak mantrę: mamy do czynienia z muzyką FILMOWĄ, gdzie kontekst jest kluczowy. Soundtrack do Project Hail Mary nabiera zupełnie innego wyrazu, kiedy wiemy, jak sprawuje się w filmie. Wtedy też wiemy, że to inny film niż Interstellar czy E.T. mimo, że mamy misję ratowania ludzkości i słodkiego przyjaciela kosmitę. Cieszę się, że Daniel Pemberton wybrał swoje własne brzmienie. Choć muzyka traci nieco po oderwaniu od obrazu na długim albumie, nie zmienia to faktu, że jest to praca kosmicznie dobra.

Bez wątpienia ścieżka dźwiękowa do Project Hail Mary to dzieło ambitne i niejednoznaczne. Nie jest to może soundtrack, który natychmiast zainteresuje nas chwytliwymi tematami, których jednak tutaj nie brakuje. On wymaga przede wszystkim skupienia i – choć znowu powtarzam ten banał – najlepiej działa w połączeniu z obrazem. Aby w pełni zrozumieć tę ścieżkę dźwiękową, należy znać film, na rzecz którego została stworzona. Jest to bardzo profesjonalna i złożona praca, która tak jak film oraz książka, posiada elementy fantastyczne, ale i ludzkie. Nawet jeżeli tyczą się one przyjaźni między człowiekiem a innym gatunkiem z odległej galaktyki. Ale to właśnie jest w tym filmie i także w muzyce skomponowanej do niego, jest piękne. I tak jak wcześniej w tej recenzji  gdybałem i wymieniałem parę głośnych tytułów ze świata science-fiction, jak Interstellar, Graviy, The Martian, The Passengers, Wall-E, Ad Astra, Solaris, czy też takie klasyki od Stevena Spielberga i Johna Williamsa jak Close Encounters of the Third Kind i E.T. . Tak,  tak pod koniec tej recenzji, jestem pewniejszy i zaryzykuję stwierdzenie, że za parę lat film Project Hail Mary jak i soundtrack Daniela Pembertona, będzie wymieniany z nimi w jednym zdaniu i zajmie godne miejsce wśród znanych kosmicznych produkcji i soundtracków.

Najnowsze recenzje

Komentarze

Jeżeli masz problem z załadowaniem się komentarzy spróbuj wyłączyć adblocka lub wyłączyć zaawansowaną ochronę prywatności.