Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.

TOUR DE FRANCE # 15: Kino kostiumowe raz jeszcze

Marek Łach | 21-04-2022 r.


Tematu muzyki do filmów kostiumowych jak dotąd nie wyczerpaliśmy. Naszej uwagi domagają się poeta-awanturnik Cyrano de Bergerac, legendarny banita Robin Hood, oraz nierozłączni muszkieterowie Atos, Portos, Aramis i D’Artagnan – oznacza to, że czeka nas spotkanie z francuską muzyką w wydaniu najbardziej bombastycznym i ekscytującym. W dzisiejszym odcinku wspomnimy też o kilku zakulisowych perypetiach Michela Legranda i Jean-Claude’a Petita: pierwszemu odrzucono muzykę do Powrotu Robin Hooda, drugiego zaś po sądach chcieli ścigać prawnicy Danny’ego Elfmana.


Z pewnością największym nieobecnym poprzednich etapów naszego Tour de France był Michel Legrand, żywa legenda francuskiej sceny jazzowej i soundtrackowej, laureat trzech Oscarów, dwukrotnie wyróżniony na festiwalu w Cannes, nazwany przez Jacquesa Demy’ego „fontanną muzyki”. Legrand, który pierwotnie chciał zostać aranżerem, na przełomie lat 50-tych i 60-tych odkryty został przez reżyserów Nowej Fali (m. in. Jean Luca Godarda oraz Agnes Vardę) i w 1964 roku odniósł oszałamiający sukces ze słynnym musicalem Parasolki z Cherbourga. 10 lat po swoim kinowym debiucie czmychnął do Ameryki i sytuacja powtórzyła się: Francuz podbił tym razem Fabrykę Snów. Wybitny tematyk, obdarzył srebrny ekran jednymi z najpopularniejszych melodii swoich czasów. Szukając tematu przewodniego lub tematu dla określonego bohatera filmowego, Legrand pisze po kilkadziesiąt melodii; potem w drodze selekcji odrzuca kolejne, aż pozostaną mu do wyboru dwie lub trzy – do odrzuconych nigdy już nie wraca. Nie ogląda też powtórnie raz ukończonych filmów: „Nie wstydzę się niczego, co zrobiłem. Wszystkie moje filmy – a pracowałem przy mniej więcej 250 – są jak moje dzieci. Każdy jest specjalny z innych powodów. Ale podoba mi się wszystko co zrobiłem. Zawsze robiłem to z przyjemnością i dlatego, że tego chciałem. Zawsze był powód, i to ma dla mnie znaczenie.” [1]

Gdy brytyjski reżyser Richard Lester, autor dwóch obrazów o The Beatles, skontaktował się z Legrandem w sprawie Trzech muszkieterów, Francuz był u szczytu filmowej sławy, świeżo opromieniony Oscarem za Lato 1942 roku oraz wyróżnieniem z Cannes za wspaniałego Posłańca. Ekranizacja powieści Dumasa, mogąca się poszczycić doborową obsadą (Oliver Reed, Raquel Welch, Faye Dunaway, Geraldine Chaplin, Richard Chamberlain, Michael York, Charlton Heston… wymieniać można długo!) była sukcesem kasowym reżysera, ale i przedmiotem licznych kontrowersji: producenci sztucznie bowiem wydzielili z nakręconego materiału sequel (Czterej muszkieterowie), obchodząc jednocześnie podpisane z aktorami kontrakty obejmujące tylko jeden film. Skończyło się to sprawą sądową, sam zaś Legrand zrezygnował z udziału w nowym przedsięwzięciu (jego obowiązki przejął Lalo Schifrin). Francuski kompozytor spotkał się ponownie z Lesterem dwa lata później, przy okazji Powrotu Robin Hooda z Seanem Connerym i Audrey Hepburn. Projekt ten skończył się jednak dla Legranda pechowo: jego ambitna muzyka została odrzucona, a producenci, po tym jak nie zdołali dojść do porozumienia z Mauricem Jarrem, zatrudnili Johna Barry’ego – efekt tych przetasowań w postaci ścieżki dźwiękowej Anglika jest fanom muzyki filmowej doskonale znany. Recenzję obu prac Legranda przeczytacie natomiast TUTAJ.

Poprzez postać Richarda Lestera docieramy do drugiego z bohaterów dzisiejszego odcinka, Jean-Claude’a Petita. Obecny prezes prestiżowego stowarzyszenia SACEM został przez Lestera zaangażowany do trzeciej części przygód muszkieterów (Powrót muszkieterów) i odwdzięczył się reżyserowi barwną ilustracją z pogranicza baroku i współczesnej muzyki symfonicznej. Również w późniejszych ścieżkach pisanych na potrzeby kina kostiumowego Petit dał się poznać jako wytrawny melodysta: „Jestem bardzo przywiązany do tematów, więc boli mnie [ich rzadkość we współczesnym kinie – przyp. MŁ]. Ponadto uwielbiam, gdy temat jest obecny w napisach początkowych, co pozwala widzowi wczuć się w muzyczną atmosferę filmu.” [2] Francuz należy oczywiście do „starej szkoły”: sam orkiestruje i dyryguje skomponowaną muzyką.


Swój największy sukces Petit odniósł w 1990 roku przy okazji obsypanego Cezarami – w tym statuetką za najlepszą muzykę – Cyrano de Bergeraca. Film reżyserował weteran francuskiego kina Jean-Paul Rappeneau – artysta, dla którego kilka ścieżek skomponował w przeszłości Michel Legrand. Artystyczny triumf Petita zbiegł się z dość kuriozalną sytuacją – otóż Francuzowi zarzucono plagiat. Jak się okazuje, w toku produkcji Rappeneau zażyczył sobie, by na potrzeby sceny zasadzki na Cyrano, kompozytor spróbował napisać coś zbliżonego do… Batmana, a dokładniej do słynnego marszu tytułowego, będącego wizytówką kultowej ścieżki Danny’ego Elfmana. Petit ugiął się pod tym żądaniem i napisał sekwencję w ewidentny sposób ukształtowaną na wzór utworu Amerykanina (choć opartą o temat Cyrano). Prawnicy Elfmana zareagowali szybko i zagrozili powództwem o ochronę praw autorskich; Francuz zdołał się jednak wybronić i do sprawy sądowej nigdy nie doszło. [3] Powyższa kontrowersja nie powinna jednak przesłaniać faktu, że Cyrano de Bergerac to solidna pozycja w swoim gatunku i warto poświęcić jej – bez niepotrzebnych uprzedzeń – chwilę uwagi. Na marginesie wypada jeszcze nadmienić, że ścieżka Petita jest najmłodszą kompozycją spośród wszystkich zebranych na potrzeby naszego Tour de France.

RECENZJE NA DZIŚ:



Przypisy:


[1] http://www.timeout.com/london/film/michel-legrand-interview-1

[2] http://www.ucmf.fr/interview-jean-claude-petit/

[3] http://www.underscores.fr/index.php/2011/07/interview-jean-claude-petit/

Najnowsze artykuły

Komentarze