Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.

The Sounds of the Fireflies – Gustavo Santaolalla [RELACJA]

Tomasz Ludward | 18-05-2024 r.

W Narodowym Forum Muzyki bywałem wielokrotnie, ale nigdy wcześniej nie widziałem, żeby publiczność co chwilę serwowała artyście owacje na stojąco, wzbudzając niepohamowaną falę entuzjazmu, która wypełniała przestrzeń koncertowej hali. Bo sam The Sounds of the Fireflies – symfoniczny koncert muzyki z gier The Last of Us, za który odpowiada niezawodna ekipa Game Music Festival – był niezwykły, nie tylko ze względu na głównego wykonawcę wieczoru, ale również dzięki oddaniu fanów Gustavo Santaolalli, którzy ustawili się w kilkudziesięciometrowej kolejce, aby móc uczestniczyć w tym wyjątkowym wydarzeniu.

 

Udział Gustavo w tak szerokim stopniu – maestro nawet na chwilę nie opuścił sceny – nie był przesądzony. Tym bardziej wydarzenie urosło na swojej randze, a NFM, wśród wielu filmowych kompozytorów, by wspomnieć Terence’a Blancharda czy Olafura Arnaldsa, mógł cieszyć się obecnością gwiazdy największego formatu, artysty, który wywarł ogromny wpływ na muzyczną kulturę Ameryki Południowej i jako jeden z czterech kompozytorów w historii, zdobył dwa Oscary, odbierając statuetkę rok po roku.

Sam Gustavo przygotował kilka niespodzianek repertuarowych, ale ta najbardziej poruszająca – A Love That Will Never Grow Old, w oryginale wykonywana przez Emmylou Harris – pozwoliła fanom odkryć Gustavo nie tylko jako wokalistę, lecz także jako tekściarza. Piosenkę, za którą Santaolalla otrzymał Złoty Glob w 2006 roku, napisał na potrzeby Brokeback Mountain razem z legendarnym Berniem Taupinem, który od zawsze współpracuje z Eltonem Johnem i jest autorem takich przebojów jak Candle in the Wind czy Rocket Man. Dla tych, którzy nie znali Gustavo jako wokalisty, jego wykonanie mogło być niezwykle emocjonującym zaskoczeniem. To był zresztą punkt kulminacyjny, choć zaraz potem argentyński artysta wrócił do świata Naughty Dog, kontynuując muzyczną podróż po apokaliptycznych Stanach Zjednoczonych.

Orkiestra NFM Filharmonii Wrocławskiej pod batutą Marka Wroniszewskiego świetnie wywiązała się z tego, głównego przecież, zadania, dając przestrzeń solistom – wśród nich Juanowi Luquiemu, gitarzyście towarzyszącemu Santaolalli na scenie i przy niedawnych filmowych projektach, takich jak Finch, ale również przy samym The Last of Us – czym podkreśliła nie tylko piękno samego tematu, ale także jego zmienność. Temat główny był na zmianę romantyczny i zadziwiająco zadziorny, niebezpieczny i pełny poetyckiego uroku. Wydobycie tej intensywności nie należało do najłatwiejszych zadań, ale orkiestra spisała się doskonale. Podobnie przy oryginalnym, złowieszczym i odegranym na blasze, I Know What You Are.

Nie zabrakło charakterystycznego minimalizmu, znaku firmowego Santaolalli, który bardzo sprawnie zmieniał instrumenty; prezentując całą gamę swoich niezwykłych umiejętności. A zatem publiczność w NFMie usłyszała nie tylko ikoniczne ronroco ale też olbrzymie, specjalnie spreparowane flety oraz niezastąpione gitary, które w duecie – razem z Luquiem – dynamizowały aranżacje, zapewniając całości rockowy sznyt. Warto wspomnieć, że już po koncercie, kilka dni potem, Gustavo wziął udział w biciu Gitarowego Rekordu Guinnessa na wrocławskim rynku, gdzie wraz z kilkutysięcznym tłumem odegrał słynne „Hey Joe” z repertuaru Jimiego Hendrixa. I wtedy i w czasie The Sounds of the Fireflies Santaolalla zachowywał optymizm, podnosił na duchu słuchaczy, a każdy dźwięk, każdy bis wywoływał szczery uśmiech na jego twarzy.

Niezapomnianym wydarzeniem, nawet po kilku tygodniach od koncertu, był kolejny filmowy akcent, i jednocześnie wzruszający finał, kiedy Santaolalla powrócił do początków swojej kariery, komponując muzykę do Dzienników motocyklowych. W tym miejscu zabrzmiało De Usuahia a la Quiaca, utwór pojawiający się również na przełomowej dla artysty płycie – Ronroco. Tym samym Santaolalla symbolicznie zamknął ten niezwykły koncert, podczas którego przed sceną unosiła się argentyńska flaga, przypominając o korzeniach artysty i jego muzycznym dziedzictwie.

fot: Łukasz Rajchert

Najnowsze artykuły

Komentarze