Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.

Gustavo Santaolalla: „Ta podróż była niezwykle satysfakcjonująca” [WYWIAD]

Tomasz Ludward | 11-05-2024 r.

Globalna pandemia wywołana przez grzyba Cordyceps przekształca większość ludności w agresywne, zombie-podobne istoty. Joel, pogrążony w żałobie, cyniczny przemytnik, otrzymuje zadanie eskortowania Ellie, nastoletniej dziewczyny, która jest odporna na wirusa. Razem muszą przebyć podróż przez postapokaliptyczne Stany Zjednoczone, napotykając na różne zagrożenia ze strony zarażonych i wrogich ocalałych. Ich relacja ewoluuje z biegiem czasu, stając się coraz bliższą.

The Last of Us in concert: The Sounds of the Fireflies organizowany przez Game Music Festival to wydarzenie bez precedensu dla Gustavo Santaolalli. Dwukrotny zdobywca Oscara za Brokeback Mountain oraz Babel, laureat Złotego Globu i nagród Grammy miał skrupulatnie zaplanowany grafik od momentu lądowania we Wrocławiu. Pośród prób i konsultacji, tych na scenie, ale także w salach NFMu, kompozytor znalazł czas, by porozmawiać z nami o muzyce i wyjątkowym projekcie, jakim okazał się The Last of Us.

fot: Łukasz Rajchert

“Praca nad The Last of Us była niesamowitą przygodą. Zacznijmy od tego, że nie jestem zapalonym graczem. Zawsze skupiałem się przede wszystkim na muzyce. Kiedy zacząłem pracować nad The Last of Us, mój syn był już nastolatkiem i uwielbiał gry komputerowe. Oglądanie, jak grają inni, sprawiało mi przyjemność. Jestem także częścią zespołu Bajofondo Tango Club i zawsze lubiłem patrzeć, jak członkowie bandu grają w FIFĘ. To jak oglądanie meczu piłki nożnej w telewizji; lubię siedzieć i oglądać, kiedy inni grają, zwłaszcza z moim synem”.

Santaolalla znany jest z tego, że pracuje nad kilkoma projektami naraz, a muzykę filmową komponuje na podstawie scenariusza – tak też było z Brokeback Mountain, które Gustavo widział przede wszystkim jako historię miłosną, traktującą o rozstaniu, co wystarczyło, by umiejętnie przełożyć ją na język kompozycji. Wydaje się, że przejście do nowego medium, jakim są gry, będzie wiązało się z nowymi wyzwaniami, ale dla Gustavo zawsze najważniejsza jest historia i to, jak jego wyczucie, a także cały proces kreatywny może ją wzbogacić.

“Zawsze wierzyłem, że moment, w którym ktoś nawiąże emocjonalną więź z graczem, poza typowymi elementami walki i survivalu obecnymi w grach takich jak The Last of Us, zrewolucjonizuje branżę. Po wygraniu dwóch Oscarów kilka firm, w tym duża europejska firma, zwróciło się do mnie z propozycją pracy przy grach. Odrzuciłem te oferty, ponieważ czekałem na odpowiedni moment”.

Ten moment, jakby od samego początku pisany multiinstrumentaliście, przyszedł kilka lat później, wraz z poznaniem Neila Druckmanna, twórcy gry: “[Neil] opowiedział mi historię The Last of Us. Jego celem było nawiązanie głębszej relacji z graczami. Jeśli chodzi o mnie, Neil podziwiał moją pracę z Alejandro Iñárritu i muzykę do Dzienników motocyklowych. Zaczęliśmy pracować, a reszta to już historia. Stworzyliśmy pierwszą część, a potem drugą, a teraz mamy udany serial HBO, który również zmierza do drugiego sezonu. To, w jaki sposób fani gry wiążą się z muzyką jest niesamowite”.

Podziw dla filmowych prac Santaolalli i jego współpracy z Iñárritu jest w pełni zrozumiały. Obydwaj zadebiutowali na ekranie filmem Amores Perros, gdzie Gustavo zaadresował swój unikalny styl oparty na solowych partiach gitarowych, które splecione z losem filmowych bohaterów, często dodają psychologicznego ciężaru ich wyborom.

Były tam dwa kluczowe momenty

Muzyka obecna jest w jego życiu, odkąd skończył 5 lat. Jak sam mówi: “miałem szczęście grać przed publicznością od najmłodszych lat, rozpoczynając karierę muzyczną w wieku 17 lat z zespołem Arcoiris w Argentynie. Wyprodukowałem ponad 100 albumów, zdobyłem wiele nagród, w tym Grammy, zawsze starając się docierać do różnych grup odbiorców”. Nie inaczej jest z serią od Naughty Dog: “relacja, jaką fani mają z muzyką w The Last of Us, pozostaje bezkonkurencyjna”.

Wrażenie i wpływ na grę okazał się większy niż Gustavo mógł przewidywać: “Myślę, że ta silna relacja doprowadziła do mojego zaangażowania również w drugą część gry i jest ważnym elementem sukcesu serialu HBO”.

To faktycznie rzadkość, żeby przekład gry na wielki ekran zachowywał wszystkie jego właściwości muzyczne: “często, gdy gry są adaptowane na filmy lub seriale, muzyka się zmienia, ale Neil Druckmann i Craig Mazin, którzy stworzyli serial (Craig był również odpowiedzialny za Czarnobyl), podkreślili, że moja muzyka jest częścią DNA The Last of Us” – podkreśla Santaolalla.

“Ta podróż była niezwykle satysfakcjonująca i zgodna z moją wizją tworzenia muzyki do gier – aby łączyć się z graczami na poziomie emocjonalnym. Po 10 latach nieprzerwanego sukcesu to naprawdę niesamowite, gdzie teraz jesteśmy”.

A jesteśmy w momencie wyjątkowym – bo dokładnie 25 lata temu Gustavo nagrał swoją debiutancką płytę Ronroco. To medytacja zainspirowana tradycyjną muzyką argentyńską, Japonią, Europą Wschodnią i krajami afrykańskimi. Wówczas Gustavo daje się poznać, jako multiinstrumentalista, grając na charango, andyjskiej fletni pana i ronrocco, tradycyjnym boliwijskim instrumencie. Ten ostatni wybrzmiewa temacie głównym do The Last of Us, ale również w jednym z najważniejszych utworów w karierze Gustavo, Iguazú.

Hollywood bardzo szybko odkryło Iguazú, bo już rok po premierze utwór pojawił się w Informatorze Micheala Manna. Słychać go również w oscarowym Babel, Alexandro Innaritu. Santaolalla wspomina ten czas z ekscytacją w głosie. “Były tam dwa kluczowe momenty: jeden dotyczący punktu zwrotnego, gdy Jeffrey Wigand zdecydował się zeznawać, a drugi w scenie z helikopterem. Oba momenty były podkreślone przez muzykę, to tak zwane „featured cues”, fragmenty dominujące sceny, żadnych dialogów, tylko muzyka”.

Czy maestro spodziewał się, że Ronroco i Iguazú urosną do takie rangi, mając tak duży wpływ na kino?

“Nie, nigdy nie spodziewałem się, że [muzyka] będzie tak znacząca. W jakiś sposób zawsze czułem, że ten utwór jest wyjątkowy. Mój przyjaciel Osvaldo Golijov, znany kompozytor, powiedział mi, że to współczesny utwór klasyczny. Wyprodukowałem jedno z jego dzieł, zatytułowane „Aire”. Jego opinia potwierdziła moje własne przeczucia co do Iguazú.”

Przeczucie podzielało również środowisko filmowe: “Przewodniczący Towarzystwa Kompozytorów w Los Angeles powiedział mi, że to jeden z najmniej lubianych utworów przez kompozytorów, ponieważ wszyscy używali go jako temptracku podczas montażu filmów. Często mówiono: „O nie, znowu Iguazú„”.

“To jedno z tych dzieł, które są mi bardzo bliskie. Jest wiele utworów, które tak odczuwam, ale wpływ Iguazú był niesamowity. Zapoczątkował również moją charakterystyczną technikę gry, którą niektórzy próbowali naśladować, ale nie zawsze wychodziło im to dobrze. Wierzę, że w końcu im się to uda [śmiech]”.

Tutaj pojawia się anegdota, która dobrze obrazuje wyjątkowe podejście Santoalalli do tworzenia muzyki. To nie tylko bowiem sama gra, ale również doszukiwanie się dźwięków, czasem całych instrumentów, które nierzadko Gustavo rozstraja, żeby tylko osiągnąć upragniony efekt.

“Pamiętam swoje przemówienie na festiwalu filmowym w Nashville. Zazwyczaj lubię zakończyć wystąpienie muzycznym kawałkiem, więc zagrałem Iguazú na moim ronroco. Po konferencji ludzie przyszli się przywitać, była wśród nich para, która podeszła do mnie. Rozpoznałem mężczyznę i powiedziałem: „Znam tego gościa!” Przedstawił się jako Béla Fleck, znany amerykański banjonista. Zapytał, na czym polega moja technika grania. Towarzyszyła mu jego żona, równie znakomita banjonistka. Oboje są wirtuozami”.

„Bela Fleck wyjaśnił, że gra trzema palcami, podczas gdy ja używam czterech. Czasami przełączam się między trzema a czterema palcami, ale moja podstawowa metoda opiera się na użyciu czterech palców. Iguazú było pierwszym utworem, w którym zastosowałem ten styl gry. Teraz napisałem kilka utworów, używając tej techniki. Widziałem muzyków, którzy próbowali to naśladować, ale nie zawsze im się to udawało. Jednak Juan [Juan Luqui] który ze mną pracuje, radzi sobie z tym bardzo dobrze i jest bardzo bliski opanowania tej techniki”.

*Z Gustavo Santaolallą rozmawialiśmy we Wrocławiu w Narodowym Forum Muzyki z okazji koncertu The Last of Us in concert: The Sounds of the Fireflies organizowanego przez Game Music Festival.

Najnowsze artykuły

Komentarze