Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Max Richter

Spaceman (Astronauta)

(2024)
4,0
Oceń tytuł:
Maciej Wawrzyniec Olech | 25-03-2024 r.

Jak wiadomo, w kosmosie nie ma dźwięku. Mimo to możemy powiedzieć, że Max Richter jest w pewnym sensie ekspertem od „dźwięków kosmosu”. Dlatego też nie powinno dziwić, że w filmie o samotnym astronaucie możemy usłyszeć właśnie jego muzykę, która miejscami brzmi, jakby pochodziła z odległej mgławicy.

Spaceman (Astronauta) to ekranizacja powieści Jaroslava Kalfara „Czeski astronauta”, która poza elementami science-fiction jest też próbą poradzenia sobie z komunizmem w Czechosłowacji. Zabrał się za nią Johan Renck (reżyser serialu Czarnobyl), zaś  w tytułowej roli pojawił się Adam Sandler. Gra on Jakuba Prochazka, który samotnie podróżuje w kosmos, aby w ramach czeskiej misji kosmicznej zbadać tajemniczą mgławicę na granicy naszego układu słonecznego. Tymczasem pozostała na Ziemi jego ciężarna żona nagle zrywa z nim kontakt. Nie jest on świadomy tego, że tak naprawdę postanowiła ona od niego odejść. Przełożeni nie informują go o tym, obawiając się jak ta wiadomość wpłynie na jego stan psychiczny, oraz powodzenie tej prestiżowej misji. Bez kontaktu z żoną, astronaucie coraz bardziej doskwiera samotność, aż tu niespodziewanie na pokładzie jego statku pojawia się nowy towarzysz. Tajemnicza mówiąca po angielsku (w filmie nikt nie mówi po czesku), istota, przypominająca ogromnego pająka, której nasz główny bohater nadaje imię Hanus. Oboje zaczynają prowadzić długie filozoficzne konwersacje.

Mimo ciekawego i miejscami zwariowanego pomysłu wyjściowego, Spaceman nie okazuje się być aż tak oryginalny, jakby można było sądzić. Koniec końców mamy kolejną historię o samotnym podróżniku, który dopiero na krańcach galaktyki uświadamia sobie, co w jego ziemskim życiu jest najważniejsze. Niewykorzystany wydaje się być też cały „czeski” wątek, gdzie można się zastanawiać, jak wyglądałaby ta adaptacja, gdyby zabrali się za nią wyłącznie Czesi z czeską obsadą? Muzyka również nie jest „czeska”, chociaż tutaj producenci postawili na sprawdzonego w materii science-fiction i kosmosu kompozytora. Kompozycję Maxa Richtera, On the Nature of Daylight wykorzystał Denis Villeneuve (jak i wielu innych filmowców) przy Arrival. Jego score mogliśmy usłyszeć w The Congress czy Ad Astra (pomijając część od Lorne Balfe), czy w Last Days on Mars. Przy czym Spaceman nie dorównuje poziomem kompozycji filmowi Jamesa Graya, podobnie jak Adam Sandler nie jest Bradem Pittem.

Na samym początku reżyser Johan Renck chciał, aby muzyka brzmiała jak najmniej „ludzko” i miała coś z muzyki elektronicznej lat 70. Warto też zaznaczyć, że sam film utrzymany jest w klimatach retro i trudno powiedzieć, czy akcja dzieje się w przyszłości, czy też w latach 80. ubiegłego wieku. Max Richter sięga po odpowiednie instrumenty i syntezatory, aby stworzyć zażyczone przez reżysera brzmienie. Jednak w trakcie prac nad muzyką stwierdził, że film posiada bardzo ważny ludzki element: rozpadający się związek oddalonych od siebie lata świetlne małżonków. Udało mu się przekonać Rencka, aby połączyć elektroniczne brzmienie z niedużą orkiestrą, opartą głównie o instrumenty smyczkowe i fortepian. W efekcie cały score posiada to niezwykłe „nieziemskie”, „kosmiczne” brzmienie, gdzie granica między muzyką elektroniczną, a „żywymi” instrumentami zostaje zatracona. Podobnie zresztą jak nieraz trudno usłyszeć „granicę” pomiędzy pojedynczymi utworami. Większość score’u zlewa się w jedną hipnotyzującą całość, która zdaje się nieskończona jak i sam wszechświat.

… cały score posiada to niezwykłe „nieziemskie”, „kosmiczne” brzmienie, gdzie granica między muzyką elektroniczną, a „żywymi” instrumentami zostaje zatracona.

Jest to równocześnie największa zaleta i wada tej ścieżki dźwiękowej. Max Richter jako w pewnym sensie „kosmiczny ekspert”, wie jak stworzyć odpowiedni „nieziemski” klimat. Jego hipnotyzująca, często monotonna muzyka dobrze wpisuje się do powolnej narracji filmu. Nie mamy tutaj kosmicznej przygody, a bardziej psychoanalizę tytułowego bohatera, gdzie kosmita Hanus robi za terapeutę. Czasami możemy się zastanawiać, czy to się dzieje naprawdę, czy też mamy do czynienia z halucynacjami samotnego człowieka? Ścieżka dźwiękowa Richtera doskonale oddaje to poczucie, łącznie z sennym klimatem, bardzo sennym klimatem.

W sumie nie ma tu nic nowego i w ramach swojej poza filmowej działalności Max Richter już eksperymentował ze snem. W 2016 roku podczas berlińskiego festiwalu muzycznego Maerz Musik (przy którym nawiasem mówiąc, miałem okazję pracować) zaprezentował ponad 8-godzinny utwór „Sleep”, który zagrano w budynku elektrowni („Kraftwerk”). Widzów/słuchaczy poproszono, aby podczas tego występu wzięli ze sobą śpiwory, poduszki i piżamy, gdyż celem tej muzyki było wyciszenie, oraz jak sam tytuł sugerował, sen. Spaceman co prawda nie trwa aż 8 godzin, ale podczas tych 70 minut Max Richter potwierdza, że jest dobry w wyciszaniu, uspokajaniu, jak i „usypianiu”. Bez wątpienia jest to przemyślana muzyka, która posiada odpowiedni klimat i dobrze sprawdza się w obrazie. Kilka utworów i momentów jak najbardziej może zauroczyć, jak  chociażby ładny i hipnotyzujący kawałek Memory Is A Voyager. Ale jej monotonny charakter i brzmienie, może też niejednego słuchacza zmęczyć, by nie powiedzieć, zanudzić. I właściwie jej najciekawszym elementem okazuje się końcowa piosenka Don’t Go Away stworzona przez Maxa Richtera i wykonana przez zespół Sparks. Podobnie jak reszta score’u posiada ona pewien usypiający klimat, połączony z przejmującym wokalem opartym o melancholijny i smutny tekst. Piosenka pojawia się podczas napisów końcowych i jest ciekawym zwieńczeniem tej ścieżki dźwiękowej, która bez wątpienia znajdzie swoich słuchaczy. Szczególnie tych, którzy lubią wyciszające, medytacyjne kompozycje Maxa Richtera. Jednak ci, oczekujący podobnych wrażeń, jak przy słuchaniu Ad Astry, mogą poczuć tutaj pewien niedosyt. Chociaż pewnie lepszym określeniem było powiedzenie, że poczują oni senność.

Najnowsze recenzje

Komentarze