Wojna! Wojna nigdy się nie zmienia. I w sumie to samo można powiedzieć o drugim sezonie Fallouta. I to zarówno jeżeli chodzi o sam serial, jak i ścieżkę dźwiękową do niego – za wiele się nie zmieniło. Żeby nie powiedzieć, że nic się nie zmieniło!
Serial Fallout udowodnił, że przy odpowiednim podejściu można stworzyć udaną adaptację gry komputerowej. Ważne jest, aby respektować materiał źródłowy, ale też rozumieć różnice między grą a filmem/serialem. Fallout, ale też The Last of Us, wpisują się w produkcje, które przełamują wieloletnią klątwę adaptacji gier wideo. Po sukcesie serialu Amazon Prime wiadome było, że otrzymamy drugi sezon – tym bardziej, że mieliśmy do czynienia z otwartym zakończeniem. I w sumie o kolejnym otwartym zakończeniu możemy mówić w przypadku drugiego sezonu Fallouta. Więcej – można powiedzieć, że pod koniec drugiego sezonu znajdujemy się dokładnie w tym samym punkcie wyjścia, co po pierwszym sezonie. Mimo że realizacyjnie produkcja Jonathana Nolana stoi na dobrym poziomie, trudno nie odnieść wrażenia, że w tych ośmiu odcinkach spędziliśmy większość czasu na wykonywaniu misji pobocznych – jeśli chcemy pozostać w żargonie ze świata gier.


