Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Loading

TOUR DE FRANCE # 12: Świat się śmieje. Komedie Louisa de Funèsa

Marek Łach | 21-04-2022 r.


Prawdopodobnie każdy, kto dzieciństwo przeżył w latach 80. lub 90. ubiegłego wieku, pamięta popołudnia spędzone przed telewizorem z oczami wlepionymi w wesołe przygody żandarma Cruchota, komisarza Juve, czy opętanego manią wielkości poborcy podatkowego Don Salluste de Bazan. Filmy te łączył oczywiście Louis de Funès, człowiek-instytucja, prawdziwy symbol francuskiego kina rozrywkowego i jeden z najbardziej charakterystycznych komików w dziejach dziesiątej muzy. Filmografia aktora pełna jest ikonicznych tematów przewodnich, których naszym czytelnikom zapewne nie trzeba przypominać. Na wyrywki zobaczmy więc, co poza tym do zaoferowania mieli kompozytora De Funèsa.


Wielka kariera francuskiego komika rozpoczęła się tak naprawdę dopiero po kilkunastu latach od jego ekranowego debiutu. Wcześniej De Funès pracował jako pianista barowy, a następnie – z sukcesami – grywał na deskach teatru. Przez wiele lat lekceważony, należne sobie honory zebrał grubo po pięćdziesiątce: w 1973 roku otrzymując Order Legii Honorowej, a w 1980 roku nagrodę Cezara za całokształt osiągnięć. Nazywano go „człowiekiem o czterdziestu twarzach na minutę”, gdyż znany był z niesamowicie bogatej mimiki, która dawała na ekranie komiczne efekty. De Funès był poniekąd aktorem jednego emploi: grywał zwykle postaci nerwowych, niecierpliwych furiatów, którym partnerowali spokojniejsi, niezgułowaci bohaterowie w osobach Bourvila czy Michela Galabru.

Filmy z De Funèsem przed długie lata koncentrowały wiele kompozytorskiego talentu, a ich regularne emisje telewizyjne utrwaliły w zbiorowej pamięci tematy napisane przez francuskich muzyków. Odcinków poświęconych filmografii aktora mogłaby być cała masa. Na uwagę miłośnika muzyki filmowej zasługuje bowiem chociażby seria przygód Żandarma z Saint Tropez ze słynnym marszem Raymonda Lefevre, utworem doskonale znanym chyba wszystkich polskim telewidzom. Kolejnych hitów nie trzeba szukać daleko: za pierwszy odpowiada François de Roubaix ze swoim funkowym Człowiekiem orkiestrą, za drugi Michel Polnareff – ekscentryczny gwiazdor pop – który do rozgrywającej się w XVII-wiecznej Andaluzji Manii Wielkości napisał przebojowy temat inspirowany dorobkiem spaghetti-westernu. Nie można również zapominać o pracach Vladimira Cosmy, w tym pomysłowych Przygodach Rabina Jakuba, które naznaczyły filmografię De Funèsa w latach 70-tych. Jednym słowem: cała masa interesującej muzyki. Dodatkowo z dzisiejszym odcinkiem zbiega się premiera 4-płytowej kompilacji Louis de Funès, Musiques de Films 1963-1982, wydana 9 czerwca tego roku nakładem Universal France.


Do czołówki tematów napisanych dla francuskiego komika należy z pewnością Fantomas, z cyklu komedii kryminalnych okraszonych muzyką jednej z najjaśniejszych gwiazd soundtrackowej sceny lat 60-tych, Michela Magne. Poza Fantomasem Magne spotykał się z De Funèsem kilkakrotnie, co w gruncie rzeczy nie dziwi, jeśli mieć na uwadze tempo pracy kompozytora w szczytowym okresie jego twórczości (do kilkunastu filmów rocznie). Arcyłotr w charakterystycznej niebieskiej masce zainspirował Magne do stworzenia bardzo bogatej, różnorodnej stylistycznie muzyki, która skalą przedsięwzięcia przewyższa większość komedii z epoki. O serii tej poczytacie w recenzji pod TYM linkiem.


Do najpopularniejszych filmów De Funèsa należą Gamoń oraz Wielka włóczęga, kasowe komedie wyreżyserowane przez Gerarda Oury’ego, które ugruntowały pozycję aktora na firmamencie rodzimej kinematografii. O ile obrazy te zna chyba każdy, o tyle pod względem muzycznym nie zrobiły one takiej kariery co Żandarm… czy Mania wielkości. Pod Gamoniem podpisał się jednak nie byle kto, bo sam Georges Delerue, który w połowie lat 60-tych chętnie jeszcze sięgał po nietypowe dla swojego późniejszego stylu brzmienia muzyczne (w tym przypadku pop). Dla Delerue nie było to ani pierwsze (Wąchać kwiatki od spodu, 1964), ani ostatnie (Hibernatus, 1969) spotkanie z De Funèsem. O tym, jak kompozytor poradził sobie z ukochaną przez Francuzów opowieścią Oury’ego, przeczytacie TUTAJ.


Wielką włóczęgą z koleidebiutuje w naszym cyklu inny wielki kompozytor francuskiego kina, Georges Auric, jeden z ostatnich przedstawicieli generacji, która ze swoją muzyką debiutowała jeszcze w latach 30-tych. Największymi dokonaniami Aurica pozostają prace pisane przez niego dla Jeana Cocteau, w szczególności wspaniała symfoniczna oprawa do Pięknej i bestii z 1946 roku, prawdziwa perła impresjonizmu w muzyce filmowej lat 40-tych. Dwie dekady później, kiedy premierę miała Wielka włóczęga, kariera Aurica dobiegała już końca, jego twórczość była „pieśnią przeszłości” i z tej zresztą przyczyny kompozytor został zaangażowany do rozgrywającego się w czasach II wojny światowej filmu Oury’ego. Opinię o tej staroświeckiej ścieżce dźwiękowej znajdziecie TUTAJ.

RECENZJE NA DZIŚ:



Najnowsze artykuły

Komentarze