„Szyfry wojny” mia艂y by膰 jednym z najwi臋kszych wydarze艅 sezonu kinowego 2002. Mistrz kina akcji John Woo zwo艂a艂 dwie gwiazdy swoich film贸w „Bez twarzy” i „Tajna bro艅”, odpowiednio Nicolasa Cage’a i Christiana Slatera, by wspom贸c go w jego wizji II Wojny 艢wiatowej prowadzonej na Pacyfiku. Ko艅cowy produkt to filmowy koszmar, w kt贸rym jeste艣my zasypywani kiczowatymi, na艂adowanymi koszmarn膮 propagand膮 scenami z udzia艂em ameryka艅skich wojsk, kt贸re 艣cieraj膮 na proch „偶贸艂tk贸w” (tak, dok艂adnie tak nazywa si臋 w tym filmie Japo艅czyk贸w…). Zalatuje to kiczowat膮 tandet膮, szczeg贸lnie gdy widzi si臋 jeszcze manieryczn膮 gr臋 aktorsk膮 Cage’a odgrywaj膮cego cz艂owieka „cierpi膮cego” a ca艂o艣膰 „podrasowana” jest ekwilibrystycznymi scenami akcji w stylu Woo (na froncie!) i gadkami o honorze i patriotyzmie… Nie za bardzo wiadomo, co w tym towarzystwie robi James Horner, swego czasu filmowy kompozytor wybitny, kt贸ry niestety dostraja si臋 do poziomu filmu wyre偶yserowanego przez Woo.
Ameryka艅ski kompozytor ponownie prezentuje nam album, kt贸ry jest stanowczo za d艂ugi. Stanowczo, to za ma艂o powiedziane. Prawie 70 minut muzyki, kt贸r膮 stworzy艂 na potrzeby „Windtalkers” to ponowna pomy艂ka wydawnicza i chyba nale偶y obwinia膰 za to tylko samego autora/producenta w jednej osobie. Tw贸rca wyprodukowa艂 tym razem ilustracj臋 bardzo ascetyczn膮, wybitnie ilustracyjn膮, a co za tym idzie niemal偶e 艣miertelnie nudn膮. Je偶eli kto艣 spodziewa艂 si臋, 偶e kompozytor p贸jdzie t膮 sam膮 drog膮 co etnicznie zabarwiona 艣cie偶ka z „Thunderheart”, kt贸ra wykorzystywa艂a elementy zwi膮zane z kultur膮 india艅sk膮, ten r贸wnie偶 si臋 tutaj srodze zawiedzie. Ju偶 w samym filmie sprawa wykorzystywania Indian Navajo do 艂amania tytu艂owych kod贸w jest zepchni臋ta na ca艂kowity margines i tak偶e w tym stopniu mamy wykorzystanie element贸w etnicznych w muzyce Hornera. Jest kilka chwil india艅skich wokaliz oraz naprawd臋 nieliczne wykorzystanie etnicznych flet贸w, ale to chyba troszk臋 za ma艂o.
Muzyka Jamesa Hornera jest zaskakuj膮co anty-tematyczna i wykazuje pewien (nie wiem czy aby dobry) kierunek, w kt贸rym idzie ten tw贸rca na pocz膮tku nowego millennium. Co za tym idzie, mamy tu ca艂e sekwencje atonalnego, czasami niezwykle chaotycznego underscore’u, w kt贸rej to rzeczy przyznajmy to otwarcie, Horner nie jest nawet dobry. Je偶eli jeszcze sekwencje wykorzystuj膮ce „brudne”, niemal eksperymentatorskie brzmienie orkiestry mog膮 w jakim艣 ma艂y stopniu zainteresowa膰 s艂uchacza, o tyle momenty totalnie bezosobowego, cichego t艂a (przewa偶nie w osobie smyczek) s膮 niezwykle trudne do przej艣cia. Najgorsze jest to, 偶e taka muzyka w wykonaniu Hornera jest zupe艂nie pozbawiona emocji. Mo偶e wyj艣ciem z sytuacji by艂oby zaimplementowanie w to jakiego艣 tematycznego pod艂o偶a, kt贸re wyrwa艂o by te horrendalnie d艂ugie momenty z swoistego marazmu. A tak muzyka jest strasznie przypadkowa i w i艣cie ekspresowym tempie ulatuje z naszej pami臋ci. Tego typu underscore przypomina cho膰by „The Four Feathers” czy pocz膮tkowe utwory „Braveheart”, ale nie musz臋 dodawa膰 偶e jakiekolwiek por贸wnania z „Szyframi wojny” uw艂acza艂yby szczeg贸lnie tej drugiej kompozycji.
Napisa艂em, 偶e muzyka nie jest tematyczna, ale jednak nie ca艂kiem, poniewa偶 przez wi臋kszo艣膰 partytury przewija si臋 troch臋 tragiczny w wyrazie temat g艂贸wny, kt贸ry jest wykorzystywany tak w muzyce opisowej jak i muzyce akcji. Najlepsze jego wykonania to w pe艂ni dynamiczne aran偶acje, szczeg贸lnie w Taking the Beachhead. I jest to jedyny oryginalny temat w „Windtalkers”. Wiadomo o czym b臋dzie teraz mowa – auto-kopiowanie oczywi艣cie… Naprawd臋 nie chcia艂bym o tym pisa膰, ale po prostu s艂uchaj膮c muzyki Hornera inaczej si臋 ju偶 nie da… Ju偶 na samym pocz膮tku pierwszego utworu mamy s艂ynny cztero-nutowiec „zagro偶enia” a zaraz po nim liryczn膮 wariacj臋 tematu z „Braveheart”, nie wspominaj膮c o pr贸bach zdyskontowania geniuszu pi臋knego tematu Ludlow’贸w z „Legends of the Fall”. No tak, jak si臋 nie ma pomys艂u na co艣 nowego, bierze si臋 to co ma si臋 w zanadrzu najlepsze… Jest te偶 szeroko utylizowany inny, mroczny motyw pojawiaj膮cy si臋 w „Aliens” i min. Electronic Battlefield z „Czasu patriot贸w”. Ile偶 razy mo偶na to samo wa艂kowa膰?! Orkiestracjom te偶 mo偶na pozostawi膰 sporo do 偶yczenia, szczeg贸lnie w muzyce „akcji”.
Wspomniany atonalizm w tego typu muzyce nie dziwi np. u Elliota Goldenthala czy Dona Davisa, u kt贸rych to pan贸w potrafi by膰 ekscytuj膮cy, ale to co robi James Horner jest po prostu irytuj膮ce. Nie ma tu jakiejkolwiek my艣li przewodniej. Muzyka cz臋sto jest sztucznie synkopowana, by nada膰 og贸lnemu odbiorowi jakich艣 emocji – co r贸wnie偶 zawodzi. Pewne sekwencje ocieraj膮 si臋 o „艢wi臋to wiosny” Strawi艅skiego (utw贸r 8). Najgorzej irytuj膮 „wybuchy” sekcji d臋tej, kt贸rymi tw贸rca cofa si臋 do swego okresu tw贸rczo艣ci w latach 80-ych. Podobnie rzecz ma si臋 z opadaj膮cymi, denerwuj膮cymi progresjami akordowymi. No i jeszcze fetysz Hornera, czyli wszechobecny werbel. Kiedy艣 m贸g艂 inspirowa膰, podnosi膰 bicie serca w „Apollo 13”czy „Chwale”, dzisiaj to ju偶 tylko klisza. Jego wykorzystanie jest r贸wnie p艂askie co w/w „The Four Feathers”, jest wpychany wsz臋dzie, w pewnych momentach dos艂ownie „o艣miesza” pr贸buj膮c膮 by膰 powa偶n膮 muzyk臋 swoim sztywnym, patetycznym wej艣ciem. Szkoda, 偶e tw贸rca nie skorzysta艂 z innych rodzaj贸w perkusji, a tak mamy tylko ten werbel i werbel, kt贸ry wci膮偶 przygrywa jakby nagrano go na jakiej艣 ulicznej paradzie a nie z my艣l膮 o filmie wojennym…
Partytur膮 t膮 James Horner zawodzi na ca艂ej linii. Dawno nie s艂ysza艂em Hornera tak nie zainspirowanego, tak biednie eksperymentuj膮cego. S艂uchaj膮c „Windtalkers” odnosi si臋 wra偶enie, 偶e Horner ca艂kowicie nie wiedzia艂 w jaki spos贸b napisa膰 t膮 muzyk臋. Wiele moment贸w brzmi straszliwie eksperymentalnie, tak jakby tw贸rca pisa艂 muzyk臋 w my艣l: „nie wiadomo co z tego wyjdzie, mo偶e co艣 ciekawego po kilku minutach…”. Nie ma tu emocji, nie ma jakiegokolwiek pierwiastka, kt贸ry m贸g艂by s艂uchacza zaintrygowa膰. Czasami partytura jest bardzo „niestrawna”, pr贸buje by膰 bardzo, bardzo quasi-powa偶na, ale niestety spotyka nas za偶enowanie. Horner chyba za bardzo powa偶nie podszed艂 do tego projektu. Szczeg贸lnie gdy spojrzymy na patetyczne tytu艂y utwor贸w i przypomnimy sobie film, to naprawd臋 cz艂owieka mo偶e wzi膮膰 pusty 艣miech… Jest tutaj klika zno艣nych moment贸w, ale jak je wy艂owi膰 z niemal偶e 70 minut? Tak, 70 minut takiej muzyki to dawka straszliwa, chyba naprawd臋 szkoda tej godziny i dziesi臋ciu minut 偶ycia na tak kiepski album. James Horner zawsze by艂 wielkim tematykiem, dziwi kierunek w kt贸rym zmierza jego muzyka, bo wida膰 偶e underscore mu wybitnie nie le偶y. Pr贸buje r贸wnie偶 艣ladowe ilo艣ci elektroniki w wydaniu mrocznego, g艂臋bokiego akordu syntezatorowego – mo偶e lepiej, gdyby by艂o tego wi臋cej? Trudno w艣r贸d tych zaledwie 11 utwor贸w wybra膰 jaki艣 najlepszy, wszystko jest jakie艣 takie bezosobowe i nieciekawe, szczeg贸lnie gdy spojrzy si臋 na przesz艂o艣膰 kariery Jamesa Hornera. W pewnym sensie ta kompozycja przypomina „Szeregowca Ryana”, ale brakuje jej jakiej艣 harmonii czy wyciszenia. by m贸c j膮 „smakowa膰” t臋 muzyk臋. O arcydziele nurtu anty-wojennego, jakim jest „Cienka czerwona linia” wspomina膰 nie b臋dziemy. To chyba jedna z definitywnie najs艂abszych partytur Jamesa Hornera jakie dane by艂o mi s艂ucha膰. Wybitnie odradzam.
