Trudno powiedzieć, czy możemy tutaj mówić o filmie animowanym, czy raczej o produkcie filmopodobnym. Nie posiada on konkretnej fabuły. Scenariusz sprawia wrażenie, jakby był sklejony z różnych fragmentów gry, bez większego ładu i składu. Postacie nie mają osobowości… I tak można byłoby długo wyliczać wady. Ale czy mają one znaczenie, skoro mamy finansowy sukces i masę zadowolonych fanów? Do tego dochodzi kolejna udana ścieżka dźwiękowa Briana Tylera, który wyraźnie dobrze odnajduje się w tym świecie.
Po sukcesie pierwszej animowanej adaptacji jednej z najsłynniejszych gier na świecie trudno było mieć wątpliwości, że doczekamy się kontynuacji. Równie oczywiste wydawało się, że powrót do świata hydraulików Nintendo będzie oznaczał również powrót Briana Tylera. I rzeczywiście – w przypadku Super Mario Galaxy Film kompozytor ponownie udowadnia, że rozumie fenomen marki nie tylko jako popkulturowej ikony, ale również jej muzycznego dziedzictwa. Tam, gdzie pierwszy film momentami gubił rytm przez nadmiar licencjonowanych piosenek, tutaj ścieżka Tylera wreszcie może oddychać pełną piersią. Efekt? Soundtrack bardziej spójny, bardziej epicki i zwyczajnie lepiej funkcjonujący w samym obrazie… tylko w obrazie.
Już w poprzednim filmie Brian Tyler imponował umiejętnością żonglowania motywami Koji Kondo (autora muzyki do gier z serii Super Mario Bros.) traktując kultowe melodie z gier niczym pełnoprawny element ścieżki dźwiękowej. I podobną sytuację mamy w Galaxy. I nie należy się dziwić takiemu podejściu. Te muzyczne motywy stały się wizytówką tej serii, czy tej na konsolę, czy jako film. I tak w tej partyturze ponownie znajdziemy cytaty z bogatego archiwum Nintendo. Tyler ponownie z niesamowitą zręcznością wplata motywy Koji Kondo w swoją ścieżkę dźwiękową. Co ważne, nie są to jedynie wrzucone dla fanserwisu fragmenty rozpoznawalnych melodii. Tyler bardzo umiejętnie wplata je w strukturę własnej partytury, dzięki czemu soundtrack nie zamienia się wyłącznie w składankę nostalgicznych cytatów, ale zachowuje własną tożsamość. Tym bardziej, że cała ścieżka nie jest jakoś mocno nimi przeładowana. I jednak za większość robi tu oryginalna muzyka Briana Tylera i jego oryginalne tematy. Co nie zmienia faktu, że dla słuchaczy i miłośników gier, sprawia pewną frajdę wyłapywanie tych wszystkich „easter-eggów”.



