Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Michał Lorenc

Przedwiośnie

(2001)
-,-
Oceń tytuł:
Tomek Rokita | 15-04-2007 r.

Przełom XX i XXI wieku był świadkiem swoistej inwazji polskich „superprodukcji”. Kręconych na podstawie lektur szkolnych, będących jak się później okazało spełnieniem wygórowanych ego naszych wybitnych reżyserów, którzy pragnęli przypomnieć się współczesnej publiczności tworząc kino epickie, reklamowane tak silnie przez media iż przekraczało to granice dobrego smaku. Jedne okazały się dość udanymi produkcjami, inne śmieszyły w kontekście rozbuchanej reklamy. Troszkę mniejszą produkcją (choć jak na polskie warunki i tak dużą) była ekranizacja Przedwiośnia Stefana Żeromskiego, nakreślona kamerą Filipa Bajona. Reżyser zebrał na planie iście bajońską stawkę aktorską, jednak główne role powierzając młodym i mniej znanym aktorom. Muszę przyznać, że udało mu się stworzyć film dość dobry, podkreślony pięknymi zdjęciami i wspaniałą muzyką, którą napisał często współpracujący z reżyserem Michał Lorenc.

Muzyka Lorenca „snuje się” pomiędzy dwoma światami przedstawionymi w filmie. Młodością Cezarego Baryki w dalekim Azerbejdżanie oraz powrotem do sielskiej, emocjonalnej, polskiej rzeczywistości. Album wydany przez Pomaton zawiera 22 utwory ilustracyjne z filmu oraz piosenkę śpiewaną przez Kayah, która kolejny raz współpracuje z Lorencem. Twórca powraca do porywającej, rytmicznej muzyki, którą napisał do słynnego Bandyty, jeszcze bardziej bogato zorkiestrowanej przy pomocy instrumentów zarówno etnicznych jak i pełniejszego, symfonicznego brzmienia. Pulsująca, arabska perkusja utrzymuje tempo w dużej większości utworów, wzbogacona takimi etnicznymi instrumentami jak rigg, zabar, daf, klarnet grecki czy tar. Ta paleta instrumentalna jest naprawdę doskonale zaaranżowana. Solowe partie w znakomity sposób wychodzą nad melancholijne i emocjonalne, typowe dla Lorenca, orkiestrowe tło Sinfonni Varsovia. Kompozytor w tych momentach korzysta z usług zespołu „Des Orient”, składającego się z jego stałych współpracowników, min. Marty Stanisławskiej, Mariusza Puchłowskiego i Bogdana Kupisiewicza (świetna gitara). Oprócz gorących, bałkańskich rytmów, jest nam zaserwowany również sensacyjny temat wojenny oparty o ekspresowe smyczki i potężne uderzenia talerzy. Chyba obok Prowokatora to najpotężniejsza muzyka Lorenca jaką napisał.

Równie znakomita muzyka charakteryzuje pobyt Baryki w Nawłoci, szczególnie w postaci sielskiego, subtelnego, trochę hornerowskiego tematu opartego o flety i poruszającą sekcję smyczkową zabiera nas w refleksyjne i rzewne klimaty. Jest w pewnym sensie momentem oddechu od intensywnych, etnicznych sekwencji. Słynna scena przekraczania granicy polskiej natomiast opisana jest uroczystą i wzniosłą, lecz na pewno nie patetyczną muzyką (utwór 16 – Granica). Przedwiośnie jest z pewnością jednym z najlepiej zaaranżowanych albumów kompozytora. Czasami jego albumy pozostawiają wrażenie niedosytu ze względu na dość dziwnie ułożony materiał, np. gdy wszystkie najlepsze, bądź przedstawiające główne zamysły kompozytorskie utwory zostają zepchnięte na początek albumu. Na szczęście Przedwiośnie zapewnia doskonały odsłuch. Ścieżki co prawda nie są ułożone chronologicznie, ale różnorodność brzmieniowa i instrumentalna zapewnia niemal godzinę spędzoną ze wspaniałą, oryginalną muzyką filmową. Na samym końcu płyty zaprezentowane zostały jeszcze dwie ciekawostki. Utwór Shmi to urocza, jazzowa, big-bandowa kompozycja na miarę tego typu utworów Ennio Morricone z Dawno temu w Ameryce. Bardzo dobra jest również piosenka Kayhi, oparta o brzmienie partytury. Aż dziwię się, że nie zdobyła większej popularności.

Michał Lorenc Przedwiośniem pokazuje iż jego talent to klasa światowa. Nie ma sensu wspominać tutaj o jakichś najlepszych czy najciekawszych utworach, właściwie wszystkie stoją na bardzo wysokim poziomie. Mimo, że niektóre mogą się powtarzać, przeważnie odróżniają się od siebie delikatnie aranżacją a co najważniejsze przedstawiają doskonałą bazę tematyczną, która nie pozwala nudzić się ani na chwilę. Utwory, jak to już tradycja przy wydaniach Lorenca, składają się najczęściej z jednego wyrazu, ale to oczywiście żaden zarzut… Świetna muzyka filmowa, tak jak Bandyta może bez najmniejszego problemu istnieć poza obrazem. Klasa światowa.

(tekst opublikowany na Score Aficionado)

Najnowsze recenzje

Komentarze