Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
John Williams

Harry Potter & the Philosopher’s Stone (Harry Potter i Kamień Filozoficzny)

(2001)
-,-
Oceń tytuł:
Łukasz Wudarski | 15-04-2007 r.

Hogwart

Gdy na światowych listach bestsellerów ni z gruszki ni z pietruszki pojawiła się książka, nikomu nie znanej J. K. Rowling, opiewająca losy małego czarodzieja, było tylko kwestią czasu, aż wielki przemysł filmowy spod znaku amerykańskiej fabryki snów, zainteresuje się tym dającym tak pokaźne możliwości materiałem. Nic więc dziwnego, że w rytmie wzbierającej fali potteromani, znany ze swej świetnej współpracy z młodymi aktorami reżyser, Chris Colombus, rozpoczął kręcenie pierwszej części przygód dzielnego czarodzieja.

Dumbledore

Aby ten tak specyficzny film uczynić bardziej magicznym, Colombus nie tylko sięgnął po świetnych specjalistów od efektów specjalnych, dekoratorów wnętrz (Hogwart robi rzeczywiście piorunujące wrażenie), lecz także zaproponował, aby ilustrację do produkcji skomponował „Dumbledore muzyki filmowej”, człowiek z doświadczeniem, talentem i pasją: John Williams. Kompozytor oczywiście przyjął lukratywne zlecenie, tworząc ilustrację do tego wielce prestiżowego (z komercyjnego punktu widzenia) filmu.

Qudditch

Co ciekawe podczas gdy w Wielkiej Brytanii kręcono Harry Pottera, na drugiej stronie ziemi Peter Jackson tworzył pierwszą część swojej Trylogii. Za muzykę do tego przedsięwzięcia odpowiedzialny był Howard Shore. Nic więc dziwnego, że światek muzyki filmowej, skuszony skalą obu projektów, ostrzył sobie pazury na konfrontację. I stało się. Przyszły premiery i werdykt był prosty. To Shore stworzył partyturę bardziej magiczną, monumentalniejszą, zgarniającą nagrody, partyturę zachwycającą swoim brzmieniem, które mimo iż było oparte na doświadczeniach wielkich twórców gatunku, wnosiło powiew świeżości w skonwencjonalizowany świat kina epickiego. John Williams inaczej podszedł do swojego zadania. Nie stworzył arcydzieła, ale o puchar walczył dzielnie…

Miodowe Królestwo

Niewątpliwie należy pochwalić kompozytora za udaną próbę opisania świata czarodziejów i generalnie dobre pomysły na ilustracje rozgrywających się wydarzeń: mgielno-tajemniczy temat Hedwigi (Hedwig’s Theme), zawadiacko – folkowe pobrzdękiwania ulicy Pokątnej (Diagon Alley and Gringotts Vault), niepokojące Christmas In Hogwart. Williams umiejętnie manipuluje widzem i słuchaczem i mimo iż w wielu wypadkach stosuje swoje stałe, ograne pomysły orkiestracyjno-muzyczne (szczególnie w niemal całym materiale drama-action), to jednak nie można mu odmówić skuteczności w otaczaniu widza niewidzialnym pejzażem wzmacniającym obraz.

Zaklęcia niewybaczalne

Niestety kompozytor tworząc Pottera nie ustrzegł się wielu błędów. Oczywiście nie wynikają one w żadnym razie z perfekcyjnej techniki kompozytorskiej, świetnego wykonania, lecz winna jest tutaj sama filozofia tworzenia muzyki. Williams nie chce się wyłonić zza obrazu. Skrywa się za nim i zamiast powalić widza i słuchacza on woli delikatnie pociągać za sznurki muzycznymi zaklęciami Imperus. Takie myślenie nie doprowadza nas do niczego poza standard i konwencję. Najbardziej boleśnie widać to w partiach dramatycznych. Dające takie wielkie możliwości ilustracyjne sceny misji po Kamień i walki z Sami Wiecie Kim, są najlepszym przykładem, że Williams nie myśli o słuchaczu. Szczególnie boli mnie fakt, iż tak plastyczny moment, jakim jest partia szachów (The Chess Game) została potraktowana po macoszemu, w sposób banalny i zupełnie nieoryginalny. Ten brak inspiracji widoczny jest także w wielu innych momentach partytury. Czasami mam wrażenie, że kompozytor po stworzeniu, pięknego i magicznego tematu głównego (w pełnej krasie słyszalnego w Hedwig’s Theme) spoczął na laurach. Weźmy choćby taki utwór jak Fluffy’s Harp. Choć w filmie spisuje się dobrze na soundtracku wyraźnie drażni swą banalnością. Zupełną porażką jest również The Quidditch Match (a w szczególności jego druga część). Utwór ten jest dowodem na to, że maestro John ma coraz mniej pomysłów na przekonujące i nowatorskie zilustrowanie pełnych dynamizmu scen. Znów żal ściska za serce, albowiem pełne przestrzeni momenty lotu na miotle, zasługują na coś więcej niż drenującą sekcję dętą i sztampowy chór.

Eliksir Wielosokowy

Nie za dobrze jest też jeśli chodzi o oryginalność partytury. Williams już w samej konstrukcji nie pokazuje nam zupełnie nic nowego. Ten sam układ (z klamrą tematyczną), te same orkiestracje, to samo podejście do muzyki drama/action. Sztampa i na dłuższą metę nuda. Jeśli chodzi o nawiązania to bez trudu odnajdziemy paralele (niektóre bardzo bezczelne) z Home Alone, AI, Hook, Plantom Menace, a nawet trzecią częścią Indiany Jonesa. Słowem same hiciory Williamsowskiej dyskografii. Być może na moje zaczepki wielu odpowie, że maestro może sobie pozwolić na kopiowanie, w końcu tyle dokonał… Mogę się zgodzić że Williams to wielki człowiek i wspaniały twórca, bez wątpienia ikona muzyki filmowej. Nie zmienia to jednak wcale faktu, że się powiela.

Veritaserum

Czym zatem tak naprawdę jest partytura Johna Williama? Dziełem sztuki, rewolucją, czy po prostu kolejną rzemieślnicza partyturą wielkiego kompozytora? Moim skromnym zdaniem w kompozycji do pierwszej części Harry Pottera nie ma nic, co mogłoby zachwycić wyjadacza muzyki filmowej. Miłośnikom twórczości kompozytora z pewnością spodoba się Hedwig’s Theme, zaciekawi Diagon Halley and Gringotts Vault, porwie Qudditch Match. Zwykli słuchacze mogą się jednak poczuć znużeni nadmierną ilustracyjnością, która bez obrazu nie posiada już mocy wpływania na wyobraźnie. Niestety ten ostatni zarzut jest najpoważniejszy. Dzisiejsza muzyka filmowa nie może pozwalać sobie na lekceważenie widza. I John Williams powinien o tym pamiętać.

Wydanie soundtracka zawiera też dodatkową płytę na której możemy odnaleźć zwiastuny gier, trailery filmu, kilka nędznych tapet i słabe fotosy. Słowem można spokojnie uznać ten dodatek za zupełnie zbędny.

Najnowsze recenzje

Komentarze