Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Jerry Goldsmith

First Blood (Rambo: Pierwsza krew)

(2000)
-,-
Oceń tytuł:
Paweł Stroiński | 15-04-2007 r.

John J. Rambo. Słynny weteran z Wietnamu, bohater trzech (czwarty w produkcji) filmów akcji. Każdy z nich opowiada historię związaną z bardzo aktualną problematyką polityczną swoich czasów, chociaż grający główną rolę Sylvester Stallone zarzeka się, że jako wypowiedzi politycznej nie należy tej serii traktować. Pierwszy z cyklu, Rambo: Pierwsza krew (w oryginalnym tytule bez nazwiska bohatera), opowiada o Ameryce po wojnie wietnamskiej, kiedy weteranów przyjmowano, delikatnie mówiąc, nie tak jakby sobie tego życzyli. Wiele nakręcono filmów na temat (nie)radzenia sobie z rzeczywistością po wojnie, żeby wymienić chociażby Urodzonego czwartego lipca i Między niebem a ziemią Olivera Stone’a. Rambo jest jednak inny, bowiem mamy tu do czynienia z czystą akcją. Projekt Teda Kotcheffa jest adaptacją powieści Davida Morrella, uważanego za jednego z mistrzów literatury sensacyjnej. Kończy się ona zupełnie inaczej i, jak tłumaczy sam autor, ma przez to zupełnie inne przesłanie. Za takim zakończeniem opowiadał się mający zagrać rolę pułkownika Trautmanna Kirk Douglas, ale Stallone się nie zgodził i legendarnego aktora zastąpił zmarły niedawno Richard Crenna.

W tym czasie kompozytor Jerry Goldsmith był na fali. Cztery lata wcześniej dostał jedynego Oscara za Omena i miał za sobą traumatyczną współpracę z Ridleyem Scottem przy Obcym: ósmym pasażerze Nostromo. Tworzył partytury uznawane za najwybitniejsze w karierze, takie jak seria Omen, Poltergeista, świetny (chyba nawet najlepszy) temat z Masady. Twórca miał już wykształcony styl, a Rambo utwierdziło jego coraz większą reputację świetnego kompozytora muzyki akcji.

Rozpoczynające album Home Coming jest bardzo ciepłe. Główny temat zaaranżowany na trąbkę i akustyczną gitarę należy do czołowych w karierze Goldsmitha. Takiego ciepła w tej partyturze już nie uświadczymy. Kameralny utwór opisuje scenę, w której samotny Rambo odwiedza rodzinę swojego przyjaciela. Potem mamy już budowania napięcia i akcję. Twórca Pamięci absolutnej zrobił to w charakterystycznym dla siebie stylu. Można by się zastanawiać, czy jeden z częściej powtarzanych motywów na syntezator (potem także w Rambo 2), nie zainspirował w jakiś sposób Jamesa Newtona Howarda, który w podobny sposób konstruuje np. Ściganego.

Muzyka do filmu o byłym amerykańskim żołnierzu nie mogłaby się obyć bez militarystycznych konotacji. W tym przypadku mamy specyficzne partie na dęte blaszane, odnoszące się do twórcy koncepcji tzw. Americany, czyli Aarona Coplanda. Nawet w bardzo rytmicznej, szybkiej i dynamicznej muzyce akcji często Goldsmith stosuje werbel, jeden z prawie kliszowych instrumentów reprezentujących wojsko. Można by powiedzieć, że pod tym względem jest to klasyczna partytura kompozytora. Dynamiczna rytmika, wręcz nieregularna, i świetnie buduje napięcie. W porównaniu z innymi partyturami z serii gorzej jednak wypada underscore, jak chociażby w Mountain Hunt.

Tempo muzyki budującej napięcie, bo ona stanowi właściwie całe underscore, jest oczywiście wolniejsze od muzyki akcji. Stosowane jednak są te same koncepcje rytmiczne i to one, poza cząstkowymi powtórzeniami tematu głównego, stanowią o spójności partytury. Trzeba powiedzieć, że ta konwencja naprawdę wspomaga tworzenie suspensu, dzięki pewnej specyfice stosowanego przez twórcę rytmu. Chodzi o to, że takty jakby się urywają. W poprzednich recenzjach twórczości Goldsmitha miałem w zwyczaju podawać metra, w jakich kompozyor pisał muzykę akcji. Najbardziej znane i regularne to tradycyjne 4/4 i „walcowe” 3/4. Twórca Omenu preferował rzadziej spotykane. Bez wchodzenia w niepotrzebne szczegóły, dzięki temu, że takty się nagle „urywają”, wywołuje to małe zaskoczenie u nieprzyzwyczajonego do takiego obrotu spraw słuchacza. Warto jeszcze zwrócić uwagę na specyficzne wykonanie. Goldsmith w muzyce akcji jest zawsze bardzo intensywny, często po prostu żądając od orkiestry wściekłości. Pasuje to w szczególności do historii weterana wojennego, którego ktoś próbuje pozbawić godności. Pod tym względem zresztą między wszystkimi partyturami serii istnieją bardzo ciekawe różnice.

Można powiedzieć, że Goldsmith znalazł metodę na muzykę akcji, dzięki czemu należy go uznać za mistrza w tym gatunku, jednego z niewielu. Obok niego postawiłbym Johna Williamsa (mimo wszystko), Jamesa Hornera (Legends of the Fall, Apollo 13 czy Gniew oceanu), Danny’ego Elfmana, Jamesa Newtona Howarda i, mimo wszelkiej krytyki, Hansa Zimmera, ale z okresu, nim tzw. styl Media Ventures stał się uniwersalną metodą na wszystko i się niejako zużył (Piraci z Karaibów, Król Artur). Warto te nazwiska pamiętać zwłaszcza dzisiaj, kiedy muzykę filmową komponuje się trochę na jedno kopyto, kopiując przy tym do woli któregoś z przedstawionych tu twórców. Cała szóstka mówi zdecydowanie własnym głosem (nawet jeśli w mniej lub bardziej bezpośredni sposób odnosi się do tradycji) i wykształciła przez lata własny styl.

Nie znaczy to jednak, że Rambo: Pierwsza krew to tylko i wyłącznie muzyka akcji. Względnie krótki album jest całkiem zróżnicowany. Mamy do czynienia z budowaniem napięcia, nie pozbawionym lekkiego patosu patriotyzmem (wspomniane nawiązania do Coplanda) i emocjonalnym dramatyzmem. Właściwie jedynym przykładem tego ostatniego jest będąca wariacją na główny temat końcówka utworu My Town. Trochę inny niż zwykle charakter ma akcja w The Razor, gdzie Goldsmith musiał zilustrować także retrospektywy z okresu wietnamskiej niewoli Rambo. Ciekawe pod względem orkiestracyjnym jest zaaranżowanie początku głównego tematu na kotły w No Power.

Album kończą dwa utwory pod tytułem It’s a Long Road. Drugi z nich jest piosenką w wykonaniu Dana Hilla. Trzeba powiedzieć, że, jest to naprawdę dobra filmowa piosenka oparta na temacie z Home Coming. Aranżacji Davida i Marty’ego Paicha (ten drugi będzie przez pewien czas dyrygentem u Jamesa Newtona Howarda) nie można nic zarzucić. Ścieżka Goldsmitha jest dobra i chyba w jakiś sposób przełomowa dla jego dalszej kariery. Tu pojawiają się metody i techniki, które będzie stosował przez następne niespełna ćwierć wieku. Pełna wściekłości, emocjonująca wyprawa z cokolwiek niezadowolonym weteranem wojny w Wietnamie.

Najnowsze recenzje

Komentarze