John Williams

Disclosure Day (Dzień objawienia)

(2026)
Disclosure Day (Dzień objawienia) - okładka
Paweł Stroiński | 19-08-2026 r.

Po swoim bodaj najbardziej osobistym filmie, komediodramacie Fabelmanowie, Steven Spielberg postanowił wrócić do swojego ukochanego gatunku, jakim jest science-fiction. Dzień objawienia, bo tak nasi tłumacze postanowili oddać oryginalny tytuł filmu – Disclosure Day, opowiada historię dwójki osób – Daniela, pracownika firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem, wykradającym jej sekrety oraz Margaret, pogodynki z Kansas City, która nagle zaczyna się dziwnie zachowywać. Film powstawał w tajemnicy, o jego produkcji dowiedzieliśmy się po publikacji pierwszych zdjęć z planu. Gotowy już obraz spolaryzował publiczność, ale to wciąż porządnie opowiedziana gatunkowa historia, która chce być o czymś. Niestety scenariusz nie jest pozbawiony głupot i na pewno nie jest to film tak dobry, jak ostatni Fabelmanowie.

Wraz z dużą częścią stałej spielbergowskiej ekipy (Michael Kahn już nie montował tego filmu – to pierwszy taki przypadek od ET – ale wciąż był przy filmie), jak choćby operator Janusz Kamiński, wróciła także żywa, już 94-letnia legenda muzyki filmowej, John Williams. Wrócił on, trzeba przyznać, niechętnie. Po poprzednim filmie Spielberga oświadczył, że odchodzi na filmową emeryturę po ostatniej przygodzie Indiany Jonesa (Artefakt przeznaczenia). Później się z tego powoli wycofywał, bo przyznał też, że Spielbergowi nie można odmówić. Wielka radość przyszła, kiedy kompozytor został potwierdzony. Jest to ich trzydziesta współpraca. Choć film podaje trzech orkiestratorów i dyrygentów (sam John Williams, Randy Kerber i William Ross), jeden z członków ekipy poinformował, że tak naprawdę Williams napisał i dyrygował ścieżką osobiście, a obaj pozostali twórcy pomagali, kiedy trzeba było dostosować muzykę do zmian montażowych. Album ukazał się cyfrowo w dzień premiery filmu w wytwórni Back Lot Music.

Wszystkie tytuły utworów zawartych na soundtracku pisane są małą literą i składają się, co dla Williamsa nietypowe, z jednego słowa zakończonego wielokropkiem. Pierwszy utwór – listen… – zawiera już w tytule całe przesłanie filmu. Solowa waltornia wprowadza główny temat, który potem przechodzi w typowo dla Williamsa dramatyczną aranżację na smyczki. To pokazuje, że Disclosure Day nie będzie typową ścieżką science-fiction. Dość powiedzieć, że za wzorzec dla tematu można raczej uznać Prochy Angeli czy nawet temat Cinque z Amistad, a nie, na przykład Bliskie spotkania trzeciego stopnia czy E.T. Następny utwór nawet odsyła bardziej do A.I.: Sztucznej inteligencji niż wymienionych wcześniej fantastyczno-naukowych filmów reżysera.

Może to się początkowo wydać dziwne. W końcu Spielberg bardzo wyraźnie nawiązuje w Dniu objawienia do wcześniejszych swoich filmów o obcych cywilizacjach. Najbardziej widać tu jednak Bliskie spotkania trzeciego stopnia, które sam reżyser określił jako „Watergate z kosmitami”. Co oznacza to stwierdzenie? Film z 1977 roku dość jednoznacznie odnosi się do jednego z ulubionych gatunków Nowego Hollywood – thrillera spiskowego. Mówiąc o Dniu objawienia chętnie się przypomina wcześniejsze filmy o kontaktach z istotami pozaziemskimi – Bliskich spotkaniach, E.T., Wojnie światów czy Indianie Jonesie i królestwie Kryształowej Czaszki (choć tam istoty były bodaj z innego wymiaru, to wyglądają jak typowe szare ludzki znane nawet z Z Archiwum X), ale mało się mówi, że jest to przy tym jego czwarty (po Bliskich spotkaniach, Monachium i Czwartej władzy) thriller spiskowy. Jest to przy tym jedyny projekt w tym gatunku, w którym nie nawiązuje (bądź nie stosuje go bezpośrednio) do stylu lat siedemdziesiątych. Nie brakuje tu oczywiście klasycznych dla Williamsa rozwiązań. Choć chase… ustępuje przebojowością jego wcześniejszym osiągnięciom, to wciąż świetny i dynamiczny — choć przewidywalny — utwór akcji. Podobny charakter ma unseen... W celestial… natomiast zostaje wprowadzony delikatny chór, dzięki czemu kompozytor przypomina nam o cudowności, tak bardzo ważnej dla spielbergowskiego kina.

Tematycznie Dzień objawienia jest filmem o empatii i Williams traktuje ją wręcz z rewerencją. Ważny jest dla filmu wątek religijny i nie jest przypadkiem, że kiedy kompozytor mówi o wczuciu się w innych ludzi, muzyka staje się prawie sakralna. Poważne, acz stonowane w pierwszej połowie believe… zaczyna się od pięknego, delikatnego motywu na smyczki, który odsyła do twórczości Ralpha Vaughana Williamsa i przez to, podobnie jak listen…, do Prochów Angeli.

Bardziej nowoczesną elektronikę wprowadza memory… Można też usłyszeć współczesne ostinata i wokal (solowe partie wykonuje tu Holly Sedillos, prywatnie małżonka Johna Powella). Wydaje się, że to nawiązanie do nowocześniejszych trendów ilustracyjnych odnosi się do stylu wizualnego filmu Spielberga. Nie jest to bynajmniej novum w karierze Williamsa: pulsującą elektronikę bliższą współczesnym thrillerom zastosował już w Czwartej władzy. Podobnie jest z ostinatami, choć we wcześniejszym filmie mają one charakter bardziej minimalistyczny. Najlepiej słychać to chyba w kcxe…, gdzie można nawet wyczuć pewne wpływy cenionego przynajmniej kiedyś przez Spielberga, Hansa Zimmera. Wskazuje na to pulsująca elektronika i sposób wykorzystania waltorni. Co ciekawe, jeśli coś pojawiło się jako sugestia czy inspiracja, byłby to uwielbiany przez reżysera Karmazynowy przypływ. Podobnie można powiedzieć o disclosure…, utworze opartym nie tylko na delikatnie pulsującej basowej elektronice i faktycznie bardziej nowoczesnym ostinatom, którym jednak tym razem bliżej jest do twórczości Alexandre’a Desplata niż Hansa Zimmera.

reprise… podsumowuje brzmienie całości i kończy album. Czy jest to najlepsza ścieżka w karierze Johna Williamsa? Nie, tak jak i nie jest to zdecydowanie najlepszy film Stevena Spielberga. Ale bez wątpienia jest w tej muzyce coś, co zasługuje na nieco głębszą refleksję. Sam fakt, że film science-fiction będący podsumowaniem pewnego wątku w karierze reżysera ma muzykę zdecydowanie mniej przygodową, a bardziej dramatyczną, czasem wręcz refleksyjną, wskazuje na to, w jakim kierunku poszedł reżyser. Jest to oczywiście film komercyjny i rozrywkowy, ale temat empatii traktowany jest, jeśli nawet naiwnie, to jako poważny materiał do refleksji etycznej. Trzeba też powiedzieć, że to film ponad osiemdziesięcioletniego reżysera z muzyką kompozytora ponad dziewięćdziesięcioletniego. Nie możemy już od nich obu oczekiwać czegoś głęboko rewolucyjnego, ale możemy docenić ich kunszt w realizacji. I zgodnie z ostatnim słowem padającym z ekranu i tytułem pierwszego utworu albumu: posłuchajcie.

Najnowsze recenzje

Komentarze

Jeżeli masz problem z załadowaniem się komentarzy spróbuj wyłączyć adblocka lub wyłączyć zaawansowaną ochronę prywatności.