Po swoim bodaj najbardziej osobistym filmie, komediodramacie Fabelmanowie, Steven Spielberg postanowił wrócić do swojego ukochanego gatunku, jakim jest science-fiction. Dzień objawienia, bo tak nasi tłumacze postanowili oddać oryginalny tytuł filmu – Disclosure Day, opowiada historię dwójki osób – Daniela, pracownika firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem, wykradającym jej sekrety oraz Margaret, pogodynki z Kansas City, która nagle zaczyna się dziwnie zachowywać. Film powstawał w tajemnicy, o jego produkcji dowiedzieliśmy się po publikacji pierwszych zdjęć z planu. Gotowy już obraz spolaryzował publiczność, ale to wciąż porządnie opowiedziana gatunkowa historia, która chce być o czymś. Niestety scenariusz nie jest pozbawiony głupot i na pewno nie jest to film tak dobry, jak ostatni Fabelmanowie.
Wraz z dużą częścią stałej spielbergowskiej ekipy (Michael Kahn już nie montował tego filmu – to pierwszy taki przypadek od ET – ale wciąż był przy filmie), jak choćby operator Janusz Kamiński, wróciła także żywa, już 94-letnia legenda muzyki filmowej, John Williams. Wrócił on, trzeba przyznać, niechętnie. Po poprzednim filmie Spielberga oświadczył, że odchodzi na filmową emeryturę po ostatniej przygodzie Indiany Jonesa (Artefakt przeznaczenia). Później się z tego powoli wycofywał, bo przyznał też, że Spielbergowi nie można odmówić. Wielka radość przyszła, kiedy kompozytor został potwierdzony. Jest to ich trzydziesta współpraca. Choć film podaje trzech orkiestratorów i dyrygentów (sam John Williams, Randy Kerber i William Ross), jeden z członków ekipy poinformował, że tak naprawdę Williams napisał i dyrygował ścieżką osobiście, a obaj pozostali twórcy pomagali, kiedy trzeba było dostosować muzykę do zmian montażowych. Album ukazał się cyfrowo w dzień premiery filmu w wytwórni Back Lot Music.



