Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Loading
Ramin Djawadi

African Safari 3D

(2013/2014)
-,-
Oceń tytuł:
Maciej Wawrzyniec Olech | 22-11-2014 r.

Na przestrzeni ostatnich lat niemiecki kompozytor z irańskimi korzeniami Ramin Djawadi wyrobił sobie nazwisko w Hollywood. Naturalnie kwestią dyskusyjną pozostaje sama jakość muzyki jaką tworzy. Co nie zmienia faktu, że dzięki wielce popularnemu serialowi Game of Thrones z charakterystycznym tematem jaki Djawadi na jego potrzeby skomponował, większość osób kojarzy to nazwisko. Dochodzi do tego też niezwykle popularny serial Person of Interest, takie znane filmy jak Iron Man, Clash of The Titans czy Pacific Rim i już mamy pokaźną filmografię.

Równolegle do amerykańskiej, przebiega druga mniej znana europejska kariera Djawadiego. Związana jest ona ściśle z belgijskim reżyserem Benem Stassenem, z którymi niemiecki kompozytor współpracuje regularnie od animacji Fly Me To The Moon. Właściwie cała filmografia Belga to animacje dla najmłodszych przerywane filmami dokumentalnymi krótko i pełnometrażowymi. Łatwo się domyślić pod którą kategorią podchodzi African Safari 3d.

Jest to pierwszy nieanimowany soundtrack do filmu Stassena jaki Djawadi stworzył. Jednak pod względem stylu nie różno się on wiele od tego co Niemiec skomponował do obydwu części animacji o zółwiku Sammym, czy The Magic House. Czyli jest to score z gatunku miły, łatwy i przyjemny. Niestety podobnie jak w przypadku wymienionych animacji, tak i soundtrack do tego dokumentu jest krótki, ulotny i nie zapadający na długo w pamięci.

Jeżeli chodzi o dokumenty to tacy kompozytorzy jak George Fenton, czy Bruno Coulais zawiesili poprzeczkę niezwykle wysoko. Zresztą będąc w klimatach afrykańskich, to warto przypomnieć naprawdę dobra pracę Africa za który odpowiadała Sarah Class. Co prawda Raminowi Djawadiemu nie zbliża się do tego poziomu, ale to nie znaczy, że African Safari 3D jest złą kompozycją. Jest to skromy score, ale właśnie też tym najbardziej on urzeka.

Pod względem brzmienia wizja Afryki wedle Djawadiego nie różni się wielce od znanej w Hollywood. Tak też co nie powinno dziwić można w tej muzyce doszukać się mocnych wpływów Hansa Zimmer, czy też Jamesa Newtona Howarda. Afrykańskie perkusje, trochę afrykańskich śpiewów, parę piszczałek i jeszcze kilka kompozycyjnych zabiegów i mamy gotowy soundtrack. Oczywiście wszystko to brzmi dość schematycznie, ale nie można odmówić, że nie słychać afrykańskich klimatów. Plus już w otwierającym album utworze Beach of Namibia możemy zasmakować głównego tematu, który właściwie nie opuści nas przez cały album. Znowu jest to bardzo prosta, ale jakże przyjemna i miła dla ucha melodia. Szczególnie jego aranżacje w utworach Danny’s Balloon (jest ich parę) posiadają swój specyficzny urok. Szkoda tylko, że czasami ten miły nastrój psują utwory, jakby wyjęte z filmów animowanych pierwszej połowy 20. wieku. Rhinos and the Hide czy Hippos & Elephs on the Beach to już mickeymousing w najczystszej, wręcz archaicznej postaci. Wiadomo jak mamy słonie, to są i trąby, a więc i muzyce mamy trąby i trąbki. W obrazie jeszcze jakoś się to sprawdza, ale ta muzyczna imitacja fizjonomii niektórych zwierząt nie wszystkim musi przypaść do gustu.

Choć Afryka małym kontynentem nie jest to podróż w jaką zabiera nas po niej Ramin Djawadi nie trwa zbyt długo. Przy czym krótki czas trwanie tej ścieżki należy zaliczyć na plus. Właśnie ta lekkość tego soundtracku poza samymi melodiami i rytmami bierze się także z tego, że nie jest on załadowany zbyt dużą ilością muzycznego materiału. Tym bardziej, że Djawadi podobnie jak w wielu swoich pracach opiera cały score na jednym temacie. I choć motyw przewodni z African Safari 3D jest naprawdę przyjemny, to jednak przewodzi przez prawie całą ścieżkę. I tak też jedynymi urozmaiceniami są wspomniane zwierzęto-naśladowcze utwory i afrykańsko-rockowy kawałek Lions in Camp wieńczący album.

Mimo pewnej monotonni, obcowanie z tą muzyką może sprawiać przyjemność. Wiadomo Ramin Djawadi nie zabiera nas w jakąś niezwykłą podróż, pełną przygód. Ale w sumie muzyka ta pasuje bardzo do takiego safari dla masowego turysty. Jesteśmy w Afryce, widzimy dziką zwierzynę, czujemy jej ducha, ale trudno mówić o jakimś niebezpieczeństwie, adrenalinie, czy ekscytacji. Ot miła i przyjemna wycieczka i to samo można powiedzieć o tym soundtracku.

Najnowsze recenzje

Komentarze