Szukaj: w


recenzje

Mission: Impossible - Ghost Protocol



Money, money, money
Always sunny
In the rich man's world


Ciekawi mnie, czy decydenci studia Paramount nucili sobie ten szlagier pod nosem, gdy podejmowali decyzję nakręcenia kolejnej, czwartej już części przygód Ethana Hunta? Jak sądzicie? Nie ulega wątpliwości, że podpisując zobowiązania finansowe na kwotę rzędu 145 mln $ mieli świadomość, że seria chyli się już ku upadkowi i tylko dobry scenariusz z dobrą ekipą realizującą mógłby uratować ten projekt. Za kamerą stanął więc Brad Bird – młody amerykański filmowiec specjalizujący się w... animacjach. Już sama decyzja studia o obsadzeniu krzesła reżyserskiego mogła dać nam przeświadczenie o tym, w jakim kierunku popchnięty zostanie Ghost Protocol. Miał być fun i... widownia zdaje się nie narzekać na to, co otrzymała. Legendy głoszą, że jest to najlepsza część serii i na pewnych płaszczyznach zazębia się to z prawdą. Film z Tmem Cruisem w roli głównej rzuca wyzwanie najnowszym Bondom, a jednocześnie proponuje niezobowiązującą przygodę. I pomimo uciekania się do hochsztaplerskich kinematograficznych sztuczek, Birdowi ostatecznie udało się związać koniec z końcem i zaserwował nam dobre kino szpiegowskie, a zarazem rozrywkę pisaną przez duże R. Cytując zatem jednego z najsłynniejszych polskich sportowców przebywających na emigracji:
Nie ma lipy!

Aż chciałoby się użyć podobnych słów w stosunku do muzyki Michaela Giacchino, któremu po raz drugi przypadło w udziale pracować nad serią Mission: Impossible. Początek filmu wywołuje wręcz euforię, a kultowa czołówka ze świetnym aranżem tematu Lalo Shifrina, przekonuje nas święcie, że oto po raz pierwszy od dłuższego czasu mamy genialną wręcz ilustrację filmu szpiegowskiego. Długo nie będziemy musieli czekać, aby otrzymać solidnego kopniaka w ten nasz rozentuzjazmowany tyłek. Hiperdramatyzm sytuacji, w której Ethan Hunt przemierza sobie spacerkiem korytarze Kremla, a w tle przewija się mocny „radziecko-brzmiacy” athem, osłabił moje chęci do dalszego nucenia pod nosem gloria in excelsis Mission: Impossible 4. Tym bardziej, że na przestrzeni całej partytury znajdziemy jeszcze kilka podobnych „failów” – ot na przykład początkową scenę burżujskiej imprezy w Bombaju, gdzie tańce roznegliżowanych panienek rozwlekano w nieskończoność, a dokładnie do momentu, kiedy Giacchino niespiesznie kończył swoją frazę tematyczną. Pomijając i te wtopy na linii montażowej, Ghost Protocol Michaela Giacchino radzi sobie z filmem całkiem dobrze, znacznie chyba lepiej niż oprawa do części trzeciej. Bez wątpienia ma na to wpływ bardziej szpiegowski (niekiedy suspensowy) wymiar nowej ścieżki dźwiękowej, większy koloryt brzmień i stylów po jakie sięga tutaj kompozytor, a nade wszystko jeszcze lepsza praca w zakresie operowania tematyką.

I nie chodzi bynajmniej o fakt, że Giacchino wspina się tutaj na wyżyny geniuszu i oryginalności. Jeżeli bowiem pod tym względem rozpatrzymy Ghost Protocol... Cóż, okaże się, że twórcy tego „original motion compiled score” należałoby się solidne manto za lenistwo. Czemu? Ano temu, że gdyby odjąć te wszystkie nawiązania do kultowego już motywu Shifrina i tematów z poprzedniej części Mission: Impossible, kompozycja do Ghost Protocol mogłaby ze wstydem przycupnąć u progu drzwi braku oryginalności i zaintonować słynną religijną pieśń „Oto stoję u drzwi i kołaczę”. Nie otrzymujemy praktycznie żadnego nowego motywu odnoszącego się do bohaterów filmowych, a muzyczna akcja bazuje na systematycznie powtarzanych frazach. Jedynym przejawem melodyjnej kreatywności Giacchino są charakterystyczne antrakty między scenami. Antrakty sięgające najczęściej do wyobrażeń kulturowych miejsc, gdzie toczy się obecnie akcja – Moskwy, Dubaju, czy też Bombaju. W połączeniu z obrazem tworzy to rzecz jasna bardzo przyjemny audiowizualny kolaż, ale na płycie... Daje nam odetchnąć od nie zawsze absorbującej uwagę, ilustracji.


O wyjątkowo luźnym podejściu kompozytora do swojego zadania świadczą chociażby tytuły utworów zawartych na krążku Varese. Giacchino nie stroni od ironii, tak pod względem tytulatury, jak i merytorycznej zawartości niektórych tracków. Żywym tego przykładem jest wspomniany wyżej fragment z rosyjską fanfarą, która na płycie, rzecz dziwna, sprawuje się wręcz genialnie! Oprócz imperialistycznych, arabskich i hinduskich brzmień, kompozytor serwuje nam przede wszystkim wspaniały pastisz soundtracków z kina szpiegowskiego. Dominuje tu więc jazzująca sekcja dęta, której wiernie towarzyszą różnego rodzaju instrumenty perkusyjne oraz gitary. Oczywiście nie mogło zabraknąć klasycznych smyczek, które w przypadku action score Giacchino, dyktują tempo i pełnią rolę przeciwwagi do ciężkich i głośnych dęciaków. Pomimo wybitnie przygodowego charakteru partytury do Ghost Protocol, kompozytor miał sposobność wyprowadzić kilka lirycznych melodii, melodii nie robiących co prawda szału, ale skutecznie rozładowujących kumulowane przez sporą część albumu, napięcie. Interesującym przykładem jest zatem końcówka płyty, gdzie amerykański kompozytor w pięciominutowym utworze udowadnia nam, że gruntownie zapoznał się z lekturą „How to underscore a happy endings”.

Ok, plastikową lirykę jestem jeszcze w stanie przetrawić. Nie należę jednak do zwolenników suspensu i underscore'u w wykonaniu Michaela Giacchino, a w szczególności zabiegów mających na celu budowanie napięcia w Mission: Impossible. Owszem, underscore i suspens doskonale spełniają swoją rolę w filmie, ale poza nim jest tylko godne pożałowania plumkanie. Inaczej mają się sprawy z muzyką akcji. Nie od dziś wiadomo, że partytury Giacchino nie stronią od perfekcyjnego aranżu. Umiejętność budowania skomplikowanych i frapujących faktur muzycznych, to domena ekipy pracującej z Amerykaninem. Otwierająca film sekwencja pościgu w Budapeszcie, efektowna scena uganiania się za Hendricksem podczas burzy piaskowej, czy zamykająca akcję potyczka na wielopoziomowym parkingu... znajdziemy tu wszystko, co w porządnym action score winno zaistnieć. I choć czasami mamy już serdecznie dosyć tego ciągłego dudnienia, Ghost Protocol prezentuje się zdecydowanie lepiej pod tym względem, aniżeli przebrzmiały Mission: Impossible 3. Szkoda tylko, że nie zadbano o inne aspekty strony technicznej ścieżki dźwiękowej.

Wiele razy wyrażałem już swoją opinię na temat miksu i masteringu prac Giacchino, że brzmią one sucho i skrajnie analogowo, jakby realizator dźwięku przyłożył linijkę do konsolety i zrównał wszystko do jednego poziomu, a finalny już miks poddany procesom masteringowym, pozbawiono „przestrzeni” (wtyczki programowe i hardware musiały ziewać z nudów). Nic się pod tym względem nie zmieniło od Mission: Impossible 3 i nic nie wskazuje na to, aby miało się coś zmienić w najbliższym czasie. Ponoć to jedna z unikalnych cech ścieżek dźwiękowych Giacchino. Cech, które mają tyle samo swoich zwolenników, co i przeciwników.

Abstrahując jednak od walorów technicznych tej ścieżki, muszę przyznać, że zaskoczyła mnie ona swoją śmiałością. W przeciwieństwie do sztywnego, jak kij od mopa Mission: Impossible 3, najnowsze dzieło z tej serii wychodzi przede wszystkim z kolorową stylistyką oraz wspaniałymi aranżami ogranych już nieco tematów. Szkoda tylko, że Michael Giacchino ograniczył się właściwie tylko do tych kuglarskich zabiegów. Choć film nie może narzekać na brak solidnie sprawującej się muzyki tła (tylko czasami wybijającej się na wyżyny swojego jestestwa), to słuchacz mierzący się z albumem Varese niejednokrotnie doświadczy znużenia nadmiarem niepotrzebnych treści. 76 minut materiału, to stanowczo za dużo nawet dla tak cierpliwego słuchacza, jak ja.
I tyle.

P.S.: Pisząc muzykę do M:I 4, Michael Giacchino stworzył również nową wersję fanfary dla studia Paramount na 100-tną rocznicę jego powstania.



Inne recenzje z serii:
  • Mission: Impossible
  • Mission: Impossible II
  • Mission: Impossible III
  • Mission: Impossible - Rogue Nation
  • Mission: Impossible - Fallout

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    • 1.  Give Her My Budapest (01:57)
    • 2.  Light The Fuse (02:01)
    • 3.  Knife To A Gun Fight (03:42)
    • 4.  In Russia Phone Dials You (01:40)
    • 5.  Kremlin With Anticipation (04:12)
    • 6.  From Russia With Shove (03:37)
    • 7.  Ghost Protocol (04:58)
    • 8.  Railcar Rundown (01:11)
    • 9.  Hendricks' Manifesto (03:17)
    • 10.  A Man, A Plan, A Code And Dubai (02:44)
    • 11.  Love The Glove (03:44)
    • 12.  The Express Elevator (02:31)
    • 13.  Mission Impersonatable (03:55)
    • 14.  Moreau Trouble Than She's Worth (06:44)
    • 15.  Out For A Run (03:54)
    • 16.  Eye Of The Wistrom (01:05)
    • 17.  Mood India (04:28)
    • 18.  Mumbai's The Word (07:14)
    • 19.  Launch Is On Hendricks (02:22)
    • 20.  World's Worst Parking Valet (05:03)
    • 21.  Putting The Miss In Mission (05:19)
    • 22.  Mission: Impossible Theme (Out With A Bang Version) (00:53)
    Czas trwania: 76:31
    Komentarze
    Mefisto 2012-01-11 05:41
    To już któraś z rzędu recka na fm.pl, która kończy się stwierdzeniem niczym boskim objawieniem - czyżbyśmy cierpieli na narcyzm w ostatnich czasach? A co do reszty recenzji - negatywna już od pierwszych słów, więc trudno było oczekiwać czegoś więcej. Pytaine tylko, czy M:I 4 to niby ten sam kaliber co Cip w Butach i Kwiatki na wojnie, czy jednak coś bardziej emocjonującego, a recenzent narzeka jeno jak stary dziad na dyskotece.
    Pillar 2012-01-11 10:49
    Recka bardzo fajna i się z nią zgadzam. Polecam zapoznać się z opiniami MG na temat współpracy z Danem Wallinem (jego realizatorem i mikserem, od wielu lat), oraz wymagań kompozytora dotyczącego finalnego miksu swojej muzyki. Nakreślę tylko, że MG wychodzi z założenia, iż najlepszą dla niego zmiksowaną muzyką jest ta z lat 70/80, a nie współczesna filmówka, dlatego też chciał by jego muzyka brzmiała jak z tamtych lat (wychowywał się na niej) i wybrał takiego a nie innego realizatora (Dan Wallin jest rocznikiem 1927 i proponuję zapoznać się z filmami jakie realizował :) to żywa legenda). Tam raczej mało współczesnych wtyczek jest wpiętych w stół mikserski, a sami słyszymy, że realizacja jest bardziej akustyczna, co wynika z założenia. Jeśli chcemy posłuchać bardzo współczesnej realizacji, to może to być albo Elfman, albo chłopaki z Remote (score z Incepcji w 5.1 jest rewelacyjnie zmiksowany). Na szczęście jest dużo muzyki do wyboru, ale to nie my jako słuchacze decydujemy o miksie, ale sam kompozytor/producent :) Rozbawiła mnie tylko jedna rzecz. "Młody reżyser" - Brad Bird (rocznik 1957) mający na koncie dwa oskary (kolejne dwa w nominacji) i całą tonę innych ważnych nagród filmowych. Rozumiem, że chodziło o ilość zrobionych filmów (5, w tym jeden fabularny), ale drogi Tomku, nie liczy się ilość, ale jakość (jestem przekonany, że myślisz podobnie :))
    Pillar 2012-01-11 10:54
    Pomyłka ;) Brad zrobił tylko trzy animacje pełnometrażowe, a MI4 jest czwartym filmem i zarazem pierwszym aktorskim :) Tym bardziej należą mu się ukłony :)
    Mefisto 2012-01-11 15:29
    Ocho - końcówka recki już zmieniona :) Bynajmniej jednak dalej jest to zbędne :)
    Koper 2012-01-11 17:10
    Fajne to, ale tak jak Bladu nie ulegam nadmiernym ekscytacjom przy odsłuchu tej ścieżki ;)
    Mystery 2012-01-11 18:02
    Dobra muza.
    Kamil 2012-01-12 11:39
    Najlepszy film roku, muzyka też super, te ruskie chóry mają moc!
    Szymon 2012-09-12 22:13
    Mam pytanko dotyczącej jednej piosenki w filmie. Na początku filmu gł bohater ucieka z więzienia ten drugi przy kompie puszcza jakąś muze .... Jaki mam tytuł ta piosenka? BArdzo ważne!!!
    Goska Tomasz 2012-09-12 22:34
    "Ain't That a Kick in the Head", Dean Martin
    Mieszko 2013-09-23 16:38
    Michael Giacchino troszkę zyskał w moich oczach (uszach). Jest lepiej niż w "trójce". "Mood India" - bardzo fajny kawałek.

    Do tej recenzji istniej? jeszcze 2 komentarze. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
  • Mission: Impossible - Ghost Protocol

    Kompozytor:

    • Michael Giacchino

    Dyrygent:

    • Tim Simonec

    Orkiestrator:

    • Tim Simonec
    • Brad Decher
    • Michael Giacchino
    • Andrea Datzman

    Wykonawcy:

    • The Hollywood Studio Symphony

    Wydawca:

    • Varese Sarabande (2012)

    Producent:

    • Michael Giacchino

    R E K L A M A








    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl

     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2018 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie