Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Akira Ifukube

Uchû daikaijû Dogora (Dogora)

(1964/1996)
-,-
Oceń tytuł:
Dominik Chomiczewski | 30-01-2019 r.

Co by nie powiedzieć, Dogora Ishiro Hondy, film kaiju-eiga, całkiem wyróżnia się na tle swoich licznych gatunkowych kuzynów. Przede wszystkim nie ma tutaj aktorów przebranych w gumowych stroje, a tytułowy potwór, czyli wielka meduza, zasysająca wszystko, co napotka, została stworzona za pomocą efektów praktycznych. Do tego gigantyczny parzydełkowiec był pierwszym kaiju, który przybył z kosmosu. I choć sam film nie jest zbytnio udany, należy zresztą do najmniej popularnych dzieł Ishiro Hondy, to jednak obecność dość nietuzinkowego antagonisty w kontekście rozmaitych deliberacji na temat tego specyficznego gatunku warta jest odnotowania.

Muzykę do filmu Hondy tradycyjnie skomponował Akira Ifukube. Kosmiczny rodowód przerośniętej meduzy skierował Japończyka w stronę ciekawego rozwiązania. Sięgnął on bowiem po piłę muzyczną, której brzmienie jest dość zbliżone do thereminu, instrumentu często używanego w ścieżkach dźwiękowych z hollywoodzkich filmów science fiction lat 50. i 60. Usłyszymy ją oczywiście w temacie Dogory, który złożony jest przede wszystkim z dwóch elementów: typowych dla Ifukube, gromkich i posępnych partii sekcji blaszanej oraz właściwego motywu na piłę. Wykorzystanie tego nieszablonowego instrumentu nie tylko dobrze podkreśla pozaziemską genezę potwora, ale także dzięki sporym możliwościom do artykułowania glissand, całkiem sprawnie ilustruje jego galaretowatą budowę.

Niestety praktycznie cała partytura opiera się jedynie na temacie Dogory. W dodatku większość aranżacji jest bardzo zbliżona do siebie, przez co ma się nieodparte wrażenie, że ciągle mamy styczność z tymi samymi utworami. Być może, pisząc pół żartem pół serio, stworzenie zupełnie nowego motywu wyczerpało chęci i ambicje Ifukube, który choć był wybitnym kompozytorem, to muzykę filmową lubił traktować po macoszemu i często repetował swoje starsze melodie w kolejnych filmach. Nie muszę chyba tłumaczyć, że owa monotonia szybko odbija się na wrażeniach z odsłuchu soundtracku.

Od tematu Dogory nie ma zbyt wielu odstępstw. Ifukube skomponował specjalny kawałek akcji dla sekwencji przygotowywania operacji unicestwienia potwora za pomocą… pułapki os. Dogora’s Natural Enemy, bo o nim mowa, opiera się na podniosłym motywie waltorni i drapieżnych ostinatach, które pod podobną postacią mogliśmy usłyszeć na ścieżce dźwiękowej z filmu Varan the Unbelievable. Jeszcze jednym wyjątkiem od entych repetycji motywu Dogory, jest kulminacyjna walka, zilustrowana za pomocą nowego i niesłyszanego w żadnym wcześniejszym filmie kaiju marszu bitewnego. Szkoda, że stanowi on jedynie dwuminutowy fragment całej partytury, bo to doprawdy efektowna i bardzo energiczna kompozycja. Zresztą powracała ona w twórczości Ifukube kilkukrotnie. Najpierw Japończyk wykorzystał ją w napisanej kilka tygodni później ścieżce dźwiękowej z filmu Last Women of Shang, następnie w przygodówce Adventure in Kigan Castle (swoją drogą, chyba najlepsza wersja tego tematu), a dekadę później podczas pracy nad wystawą przygotowaną na Mitsubishi Expo Pavillon 75′. Co ciekawe, nie trafiła ona jednak na popularną Symphonic Fantasię, choć weszła za to w skład suity Ostinato.

Recenzowane tutaj wydawnictwo wytwórni Toshiba Emi uzupełnia całkiem sporo dodatków, zapewne z tego powodu, że właściwa ścieżka dźwiękowa jest względnie krótka (około 25 minut). Pozwoliłem sobie nie omawiać tych bonusów, bo są to jedynie losowe fragmenty innych partytur filmowych Akiry Ifukube. Dogora natomiast sama w sobie jest dość problematyczna. Z pewnością punktuje chwytliwym marszem bitewnym, do tego ciekawie wykorzystuje brzmienie piły muzycznej. W stosunku do wielu prac Ifukube wydaje się zatem względnie mało wtórna, niemniej niemalże nieustanne męczenie widza i słuchacza tematem tytułowego potwora nasuwa wrażenie, że Japończyk nie był zbytnio zainteresowany głębszym wnikaniem w strukturę ścieżki dźwiękowej filmu Hondy. Ocena środka będzie chyba zatem najodpowiedniejsza.

Najnowsze recenzje

Komentarze