Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Mark Mancina

The Sea Beast (Morska bestia)

(2022)
1,7
Oceń tytuł:
Maciej Wawrzyniec Olech | 10-08-2022 r.

Po wieloletniej pracy na pokładzie działu animacji Disney, Chris Williams (Bolt, Big Hero 6, Moana) został członkiem załogi Netflixa. The Sea Beast (Morska Bestia), to jego pierwsza animacja pod nową streamingową banderą. I widać, że po Moanie dalej zafascynowany jest morską tematyką. Tym razem Amerykanin przenosi nas w świat żeglugi, potworów morskich i polującymi na nie łowców, którzy przypominają piratów. Jednak czy zamieszkujące głębiny bestie są rzeczywiście tak groźne jak mówi się o nich w tawernach?Czy tematyka nie brzmi trochę znajomo? Tak ten film to trochę taka wersja How To Train Your Dragon (Jak wytresować smoka), w której zamiast smoków, mamy morskie stwory, a zamiast Wikingów mamy łowców/piratów. Nawet uroczy wygląd głównego potwora morskiego ma sobie coś ze Szczerbatka. Przy tylu podobieństwach, nasuwa się oczywiste pytanie (i nadzieja), czy i ścieżka dźwiękowa jest podobna i na tym samym poziomie, co ta od Johna Powella?

 

Dobrze, przyznaję się, z takim porównaniem już na początku stawiam poprzeczkę bardzo wysoko. I tak samo jak animacja Netflixa nie jest aż tak dobra, jak ta ze studia Dreamworks, tak samo oprawa dźwiękowa Marka Manciny nie jest na aż takim poziomie i nie stanie się takim klasykiem i hitem jak kompozycja Johna Powella. Nie znaczy to, że mamy w przypadku The Sea Beast do czynienia ze złą animacją, czy też złą ścieżką dźwiękową. Bynajmniej, gdyż score Amerykanina naprawdę może się podobać, chociaż pod względem brzmienia, bliżej mu do żeglarsko-przygodowych ścieżek dźwiękowych, co  jest oczywiście jak najbardziej zrozumiałe.

Angaż Marka Manciny nie powinien w sumie dziwić. Amerykański kompozytor współpracował już wcześniej z Chrisem Williamsem przy Moanie i panowie jak widać postanowili się wybrać na kolejną morską przygodę. Tym razem zależało im, aby muzyka oddawała ducha żeglugi, marynarzy żyjących na statkach, oraz klasycznych filmach o piratach. I rzeczywiście od pierwszej minuty nie mamy wątpliwości, że muzyka zabiera nas na dalekie wody na pokład żaglowca. Mamy skoczną orkiestrę, z dużym naciskiem na instrumenty smyczkowe, flety, czasami wspomagane klasyczną gitarą, a nawet dudami. Użycie tego ostatniego instrumentu, jest stricte podyktowane filmem, w którym jeden z marynarzy używa ich jako sygnału bojowego. Szczególnie przygodowe utwory jak tytułowe The Sea Beast czy The Hunters Code wypadają naprawdę dobrze, że aż samemu chciałoby się wyruszyć w rejs. Na pewno mają one pirackiego ducha (czasami aż samemu chce się potupać do tej muzyki nóżką po pokładzie) i ogólnie cały score jest bardzo barwny i przyjemny w odbiorze. Z wyjątkiem może momentów, gdzie Mancina sięga po elektronikę, która w obrazie spełnia swoje funkcje, ale dla niektórych może też trochę się gryźć z resztą ścieżki.

Na pierwszy rzut oka i ucha, nie można kompozycji Marka Manciny wiele zarzucić. Posiada odpowiednie żeglarsko-przygodowe brzmienie. Ładnie jest rozpisana na orkiestrę i bez zarzutu współgra z obrazem. Tylko podobnie jak animacja tylko częściowo wykorzystuje potencjał drzemiący w tej historii i tym przedstawionym świecie. Mark Mancina pozostaje w sprawdzonych rozwiązaniach, nie wychylając się za mocno za burtę. Score ten posiada wyraźną bazę tematyczną i niektóre z tematów mają się prawo podobać. Jednak brakuje im, jak i całej ścieżce dźwiękowej większej wyrazistości i siły przebicia. Dlatego pod koniec seansu i po przesłuchaniu albumu wydanego przez Milan Records, jedynym co na dłużej pozostaje w pamięci to świetna piosenka Captain Crow. To typowa szanta jaką moglibyśmy spokojnie usłyszeć na statkach i w tawernach XVIII. i XIX. wieku. Jest skoczna, z chwytliwą melodią i tekstem sprawiającym, że aż samemu chce się dołączyć i śpiewać. Mark Mancina jest obok Nella Benjamina oraz Laurence O’Keefe jej współautorem i bez wątpienia jest ona najcenniejszym ładunkiem na tym soundtracku.

Pomijając fabularne podobieństwa z How To Train Your Dragon, można też dostrzec pewne inne analogie z Moaną. Nie powinno to niby dziwić, wszak Chris Williams i Mark Mancina współpracowali przy tych dwóch animacjach. Przy czym chodzi mi bardziej o podobne odczucia towarzyszące tym dwóm soundtrackom. Oba są solidne, mogą się podobać i oddają ducha przedstawionych w nich światów. W skrócie: można spędzić z nimi dobry czas. Ale ostatecznie to, co najbardziej się w nich wyróżnia i pozostaje w pamięci, to nie instrumentalna ścieżka dźwiękowa, a piosenka/piosenki.

Najnowsze recenzje

Komentarze