Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Trent Reznor, Atticus Ross

The Killer (Zabójca)

(2023)
2,8
Oceń tytuł:
Maciej Wawrzyniec Olech | 21-12-2023 r.

„Przewiduj. Nie improwizuj. Empatia to słabość. Słabość to wrażliwość…”. „Jeśli nie znosisz nudy, to nie jest to…” soundtrack dla ciebie.

The Killer (Zabójca) to najnowszy film Davida Finchera wyprodukowany dla platformy Netlix. Oparty on jest na serii francuskich powieści graficznych i przedstawia życie płatnego zabójcy, jak sam tytuł dobitnie sugeruje. Po nieudanej akcji w Paryżu główny bohater sam staje się celem zamachowców. Jednak zamiast czekać, postanawia zająć się zleceniodawcami, dużo przy tym rozmyślając.

Fabuła The Killer nie jest jakoś wielce oryginalna i można wręcz uznać, że jak na film Davida Finchera jest zaskakująco prosta. Niektórzy mogą to uznać za siłę tego obrazu, który zrywa z „romantyczną” wizją zabójców i ukazuje profesję jako bezduszną, ale w pierwszej linii… nudną. W ten wyprany z emocji i ludzki uczuć klimat wpisuje się ścieżka dźwiękowa Trenta Reznora i Atticusa Rossa, dwukrotnych zdobywców Oscara, laureatów wielu prestiżowych nagród, ulubieńców krytyków i stałych muzycznych współpracowników Davida Finchera.

W sumie znając dobrze filmografię/dyskografię Reznora i Rossa, można łatwo przewidzieć jak będzie brzmieć ten soundtrack. I zaskoczenia nie ma, gdyż dostarczają kompozycję utrzymaną w stylu ich większości filmowych prac, ze szczególnym uwzględnieniem dwóch innych obrazów Finchera: The Girl With The Dragon Tattoo i Gone Girl. Oznacza to dominację ambientowego brzmienia, czasami przerywanego industrialnymi dźwiękami. Niektóre z nich mogą się kojarzyć z odgłosami wiercenia, szlifowania, lutowania i innych czynności remontowo-budowlanych. W skrócie trudno je zaliczyć do miłych i przyjemnych w odsłuchu. Przy czym znowu, dla osób dobrze znających filmową twórczość Reznora i Rossa, a także albumy Nine Inch Nails, te wszystkie zgrzyty i piski nie powinny wielce zaskakiwać. Minęło tyle czasu od kiedy zadebiutowali nagrodzoną Oscarem ścieżką dźwiękową do The Social Network, że w świecie muzyki filmowej nie powinny już zaskakiwać brzmieniami. Co więcej, na tle ich filmografii The Killer należy zaliczyć do jednej ich najmniej oryginalnych i ciekawych prac.

Powielanie tych samych pomysłów, schematyczność i drażliwe dźwięki, nie są niestety jedynymi wadami tego score’u. Przede wszystkim można się poważnie zastanawiać, czy w ogóle sprawdza się on jako muzyka filmowa? I może dla niektórych będzie to dziwny zarzut wobec tak uhonorowanych kompozytorów, jak Trent Reznor i Atticus Ross, którzy mogą pochwalić się większą ilością nagród niż na przykład Thomas Newman, Danny Elfman, Christopher Young, James Newton Howard, czy John Powell…. Ale nie jest to ich pierwsza praca, która w obrazie pod względem narracji nie odgrywa większej roli. Niby u Davida Finchera, jako nielicznego ze współczesnych filmowców, wciąż mamy napisy początkowe, które normalnie powinny być dobrą okazją dla kompozytorów do zaprezentowania tematyki. Trent Reznor i Atticus Ross, tylko połowicznie wykorzystują tę okazję. W otwierającym kawałku The Killer słyszymy charakterystyczny beat, który powraca w filmie, kiedy główny bohater szykuje się na vendettę. I teoretycznie można go uznać za motyw przewodni, ale kompozytorzy już więcej z niego nie korzystają, stad też trudno doszukiwać się jakiejś większej struktury w tej ścieżce. Można wręcz napisać, że słuchane przez zabójcę piosenki The Smiths (a jest ich w filmie całkiem sporo) odgrywają ważniejszą rolę od muzyki ilustracyjnej.

 

… Trent Reznor i Atticus Ross dostarczają kompozycję utrzymaną w stylu ich większości filmowych prac, ze szczególnym uwzględnieniem dwóch innych obrazów Finchera: The Girl With The Dragon Tattoo i Gone Girl. Oznacza to dominację ambientowego brzmienia, czasami przerywanego industrialnymi dźwiękami.

Doszukując się jakichś plusów, muszę przyznać, że kawałek o wdzięcznym tytule Fuck, tworzy całkiem przyjemny, ambientowy klimat. Ilustruje on nocną ucieczkę ulicami Paryża po nieudanej akcji. Także na albumie może się on podobać, jeśli ktoś gustuje w takiej wyciszającej muzyce z delikatnym, efemerycznie brzmiącym chórkiem. Nieźle wypada jeszcze utwór The Hideout, gdzie mamy kwintesencję stylu Trenta Reznora i Atticusa Rossa, charakteryzującego się połączeniem ambientowego tła (wiem, często pada tutaj to słowo) i felt piano. W sumie od czasów The Social Network stało się to trochę ich znakiem rozpoznawczym i kawałek ten spokojnie można byłoby podłożyć pod tamten film, czy też The Girl With The Dragon Tattoo lub Gone Girl i nie odczułoby się różnicy. Zresztą ten „myk” można byłoby też odwrócić i zamiast The Hideout podłożyć jakiś fortepianowo-ambientowy kawałek ze wspomnianych wyżej ścieżek, co nie wpłynęłoby znacząco na ten obraz. Można więc zarzucić tutaj pewien brak oryginalności, ale przynajmniej jakoś sprawdza się ta muzyka i nie drażni w filmie oraz na soundtracku. Niestety reszta materiału ze wspomnianymi trzaskami, zgrzytami oraz nieangażującymi ambientowymi (znowu pojawia się to określenie) pasażami, jest do szybkiego zapomnienia. Ze szczególnym uwzględnieniem, czy też bardziej „ostrzeżeniem”, przed kawałkiem The Brute, Pt 2, który ilustruje naprawdę dobrze i realistycznie nakręconą scenę walki dwóch zabójców. I tylko ze zrozumiałych dla Reznora i Rossa powodów postanowili oni wykorzystać wszystkie odgłosy tej bijatyki z filmu i umieścić je na soundtracku, jako osobny utwór.

Po obejrzeniu obrazu Davida Finchera i zapoznaniu się z wydanym soundtrackiem na poważnie można się zastanowić, czy ta ścieżka dźwiękowa była w nim w ogóle potrzebna? Nie pomaga ona szczególnie w opowiadaniu tej historii, gdzie piosenki The Smiths zdają się przejmować tę rolę. Nawet budowanie klimatu wypada jej średnio, delikatnie mówiąc. Co prawda jak na Trenta Reznora i Atticusa Rossa otrzymaliśmy bardzo krótki, gdyż „zaledwie” 50-minutowy album. Ale trudno, aby był on dłuższy, gdyż więcej tej muzyki nie ma w obrazie. Mimo przystępnego czasu trwania, anonimowość tego soundtracku oraz dominujący na nim marazm jest w stanie wynudzić i wykończyć niejednego słuchacza.

Najnowsze recenzje

Komentarze