Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Ludwig Göransson

Oppenheimer

(2023)
4,6
Oceń tytuł:
Paweł Stroiński | 06-08-2023 r.

W najnowszej biografii, J. Robert Oppenheimer, wybitny fizyk i dyrektor Projektu Manhattan, który opracował bombę atomową zrzuconą później na Hiroszimę i Nagasaki, został określony mianem amerykańskiego Prometeusza. Właśnie tę biografię postanowił zekranizować, ponoć nieco pod wpływem rozmów z Robertem Pattinsonem, Christopher Nolan. Wcześniejszy jego film, inspirowany serią o Jamesie Bondzie, Tenet, nie był aż tak wielkim sukcesem, jak oczekiwano. Nacisk na premierę kinową w środku pandemii COVID-19 był głównym powodem komercyjnego niepowodzenia. Reżyser kłócił się, by nie dystrybuować filmu od razu na streamingu. Konflikt ten doprowadził do odejścia z Warner Bros. i przejścia do studia Universalu. Oppenheimer jest pierwszym filmem zrealizowanym w ramach nowego kontraktu. Napisany częściowo w pierwszej osobie scenariusz zachwycił wielu aktorów. Nota bene, nie jest to jedyny tak napisany skrypt, choć zapewne pierwszy w Hollywood, by wspomnieć tylko słynne Tam, gdzie rosną poziomki Ingmara Bergmana. Tytułową rolę zagrał wielokrotny współpracownik Nolana, Cillian Murphy, a pomagają mu takie gwiazdy jak Robert Downey Jr., Matt Damon, Emily Blunt, coraz bardziej popularna Florence Pugh, Kenneth Branagh, a nawet Rami Malek i reżyser Benny Safdie (współtwórca „Nieoszlifowanych diamentów”). Po raz kolejny operatorem jest absolwent łódzkiej Filmówki Hoyte van Hoytema i po raz kolejny film kręcono kamerami IMAX. Na prośbę reżysera Kodak stworzył nawet specjalną czarno-białą taśmę w tym formacie.

Od pierwszego filmu o Batmanie do Dunkierki kompozytorem Nolana był Hans Zimmer, któremu dwukrotnie pomagał James Newton Howard. Wyjątkiem był Prestiż, gdzie Niemiec jedynie produkował album soundtrackowy. Oficjalnym powodem przerwy we współpracy była trasa koncertowa i fakt, że Zimmer postanowił spełnić swoje życiowe marzenie i napisać muzykę do adaptacji Diuny Denisa Villeneuve’a. Nieoficjalnie jednak wiadomo, że współpraca przy wojennym thrillerze była trudna i przedłużające się prace spowodowały, że kompozytor musiał wyjechać na trasę koncertową, a film kończył jego zaufany asystent, Lorne Balfe. Wtedy pojawił się szwedzki laureat Oscara, Ludwig Göransson, który zilustrował Tenet. Wrócił także do Oppenheimera. Wzorem Zimmera, nad muzyką zaczął pracować jeszcze przed zdjęciami. Tak jak do poprzedniego filmu nagrał i zmanipulował elektronicznie oddech reżysera (motyw złoczyńcy), tutaj posłużył się brzmieniem wielu liczników Geigera, mierników promieniowania. Ponad półtoragodzinny album wydał Back Lot Music.

Rozpoczyna go Fission. Ciekawe, że z początku brzmi on podobnie do otwarcia Teneta, gdzie szwedzki kompozytor odtworzył strojenie się orkiestry w sekwencji operowej. Tytuł nawiązuje nie tylko do rozszczepienia atomów, procesu wymaganego do reakcji łańcuchowej stanowiącą podstawę wybuchu nuklearnego, lecz także do podziału filmu na dwie części. Pierwsza z nich, kolorowa, nazywa się właśnie „rozszczepienie”, druga, czarnobiała nazywa się „fuzją” (Fusion). Taki utwór też pojawia się na płycie dużo później. Otwarcie filmu jest refleksyjne i w brzmieniach elektroniki może przypominać nieco Vangelisa. Partie skrzypiec budzą zaś skojarzenia z twórczością Maxa Richtera. Göransson niejednokrotnie stosuje zabiegi minimalistyczne, co już słychać w drugim utworze albumu. Szybkim przebiegom smyczków towarzyszy majestatyczna elektronika. Ta inspiracja wspomnianym już Vangelisem może także odsyłać do wcześniejszego współpracownika Nolana.

Żartobliwie można powiedzieć, że Interstellar i Oppenheimer stanowią rodzaj artystycznej teorii wszystkiego. Najnowszy film Nolana jest kwantowym prequelem wcześniejszego filmu, który za to oparty był w dużej mierze na fizycznej teorii względności. Udało mu się więc pogodzić dwie teorie, które są do pogodzenia trudne, jeśli możliwe. Wątpliwości co do takiego pojednania wygłaszał na przykład Stephen Hawking. Trzeba tutaj dodać, że meandry bardzo trudnej teorii kwantowej, zmieniającej (podobnie zresztą jak teoria Einsteina, która z góry odrzuciła klasyczną euklidesową geometrię) zupełnie myślenie o fizyce, Nolan omawia w sposób bardzo przystępny i prawdziwy. Próby jej wizualizacji są udane. To właśnie z nimi związane są najbardziej minimalistyczne próby szwedzkiego kompozytora, co dobrze odnajduje się w tradycji takiej właśnie ilustracji genialnego umysłu.

Tytułowy bohater był osobą skomplikowaną i reżyser wcale tych komplikacji nie ukrywa. Relacje z kobietami (tak z Jean Tatlock, jak iz jego małżonką Kitty) są jednym z ich przykładów. Bardzo prosty i ładny, wielokrotnie powtarzany w filmie i na albumie motyw ma żona. Można podejrzewać, że muzyki ze scen z kochanką Oppenheimera nie ma. A to w jednej ze scen pierwszy raz słychać słynny cytat z Bhavagad Gity, który fizyk miał sobie przypomnieć zaraz po udanym teście Trinity.

Muzyka do Oppenheimera jest bardziej organiczna niż do Teneta, ale nie znaczy to, że elektronika odgrywa małą rolę. Jak się zdaje, do tej pory najbardziej klasycznie brzmiącą ścieżką do filmu Christophera Nolana pozostaje Interstellar. Z żywych instrumentów dla kompozytora najważniejsze były solowe skrzypce, które oddawały emocjonalną złożoność sytuacji głównego bohatera. Elektronika w dużej mierze odpowiada za naukową stronę fabuły. Nie przypadkiem jednym z pierwszych bardziej opartych na syntezatorach utworów jest Manhattan Project. Duża część napięcia filmu wynika nie tylko z samych prób stworzenia bomby atomowej, ale też z problemu odpowiedzialności za to osiągnięcie. Można się też zastanawiać, czy takie brzmienie nie buduje swoistego psychologicznego kontrastu. Jak mówi jedna z postaci filmu: geniusz nie oznacza wcale mądrości. Genialny fizyk w wielu sprawach się nią nie wykazywał, choć zachowywał zdrowy dystans intelektualny. Jego poszukiwania poza fizyką, od filozofii i polityki, po lektury religijne czy duchowe, były szerokie, acz pamiętać należy, że znajomość pism Marksa nie oznaczała przyłączenia się do partii komunistycznej tak samo jak znajomość Bhavad Gity w sanskrycie nie uczyniła go hinduistą.

Choć Christopher Nolan i Hans Zimmer tworzyli doskonały duet kompozytorsko-reżyserski, trzeba powiedzieć, że Ludwig Göransson podołał wymogom reżysera i filmu. Oppenheimer nie jest typowym filmem biograficznym. Aktorzy (zwłaszcza Emily Blunt) reklamowali go jako raczej thriller niż dramat i jest to prawdą. Szwedowi udało się znaleźć balans między pozornie przeciwnymi zadaniami: z jednej strony musiał oddać emocje bohatera, a jak mówiłem, dominującym aspektem stylu filmu jest psychologizacja, i jego intelekt. Musiał oddać nadzieje i lęki, ekscytację z powodu tworzenia bomby atomowej (a było to zadanie trudne naukowo, wymagające wielkiej koordynacji) i wielkiej odpowiedzialności za efekt jej działania. Trzeba powiedzieć, że kompozytor wybrnął z zadania skutecznie. Sam album mógłby być nieco krótszy, choć trzeba powiedzieć, że poza filmem jest bardziej przystępny niż wcześniejszy Tenet. Jedna z najważniejszych ścieżek tego roku bez wątpienia.

Najnowsze recenzje

Komentarze