Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Andrzej Korzyński

Nie ma mocnych

(2021)
-,-
Oceń tytuł:
Tomek Goska | 17-12-2021 r.

Wśród polskich komedii, do których często lubimy wracać, największym powodzeniem cieszy się trylogia zabużańska wyreżyserowana przez Sylwestra Chęcińskiego. Perypetie Kargulów i Pawlaków to inteligentnie ukazana satyra polskiego społeczeństwa, która mimo upływu wielu dekad paradoksalnie niewiele traci na swojej aktualności. I choć uwaga współczesnego widza najczęściej kierowana jest w stronę pierwszej części sagi, Samych swoich, to jednak trudno stawiać ją nad pozostałymi równie ciekawymi historiami ukazanymi przez Chęcińskiegoi, które odniosły nie mniejszy sukces komercyjny w czasach, kiedy trafiały na duże ekrany. Nie ma mocnych na wielu płaszczyznach powiela schematy nakreślone w poprzednim obrazie. I tak oto znów jesteśmy świadkami zatargów pomiędzy dwoma rodami, w które wplatane są różne gagi. Specyficzny sposób prowadzenia narracji uzupełniany świetnymi kreacjami i rozbrajającymi tekstami – wszystko to doskonale znane z Samych swoich sprawdza się również w przypadku Nie ma mocnych. Czego więcej chcieć? Chyba tylko analogicznych wrażeń, jakie dostarczać mogłaby towarzysząca tej rozrywce ścieżka dźwiękowa.



Za muzykę do Samych swoich odpowiedzialny był Wojciech Kilar. Choć stworzona przez niego ilustracja nie grzeszyła wylewnością, to jednak potrafiła w sposób niemalże idealny uchwycić satyryczny ton produkcji Chęcińskiego. Kompozycja jednego tematu – bo tak można byłoby określić to dzieło – w gruncie rzeczy stała się wizytówką polskiej komedii. Mimo tego Wojciech Kilar nie powrócił do Nie ma mocnych, a na jego miejsce zaangażowano rozpoczynającego wówczas swoją wielką karierę, Andrzeja Korzyńskiego. Nie zdecydował się on zaaranżować tematów Kilara, tworząc nowe – pod wieloma względami bardziej rozbudowane i łatwiejsze w odbiorze. Podczas gdy w muzyce Wojciecha królowała wykonawcza asceza, Korzyński postawił na wielobarwne i różnorodne brzmienia. Wszystko tworzone z przymrużeniem oka i wielkim dystansem, co zresztą było pokłosiem zaleceń reżysera. Ten pragnął, aby muzyka była po prostu przedłużeniem humorystycznej wymowy filmu.


Pogodny i radosny jest na pewno motyw przewodni, którym otwierany jest film Chęcińskiego. Jego funkcja nie kończy się na tej jednej scenie. Temat pojawia się również w dalszej części ścieżki dźwiękowej jako ilustracja czynności wykonywanych przez wybranych bohaterów. Miłe dla ucha, smyczkowe melodie kojarzone są również z malowniczymi obrazami polskiej wsi, jakich w Nie ma mocnych nie brakuje. Ale orkiestrowe instrumentarium to tylko jedno oblicze kompozycji Korzyńskiego. W aparacie wykonawczym nie mogło również zabraknąć charakterystycznych dla tego artysty syntezatorów poszerzających paletę brzmień. Dźwiękowe eksperymenty skutecznie radzą sobie z opisywaniem kuriozalnych scen związanych z polowaniem na „pastowanego kabana”. Nawet pozornie poważne wątki są przez Korzyńskiego zamknięte w kloszu lekkiej ironii. Przykładem jest motyw ostatniego pożegnania przemawiający w liturgicznym tonie. Częściej niż organy do głosu dochodzi natomiast piano Fendera odpowiedzialne za budowanie intymnego nastroju. Ciekawym jest fakt, że mimo tej wielkiej różnorodności nie ma mowy o narracyjnym chaosie. Cała kompozycja wydaje się zaskakująco spójna w przekazie i równie urokliwa, co stworzona na potrzeby pierwszej części filmu, oprawa muzyczna autorstwa Wojciecha Kilara.



Zapewne nie mielibyśmy możliwości obcowania z tymi klasykami, gdyby nie tytaniczna praca, jaką wytwórnia GAD Records wkłada w przywracanie pamięci takim właśnie klasykom. Dzięki współpracy z CeTA możliwe było pozyskanie oryginalnych taśm z sesji nagraniowych Nie ma mocnych, a efektem tego jest prezentowany tu 35-minutowy soundtrack. Znalazły się na nim nie tylko fragmenty muzyki, które można usłyszeć w filmie. Również cała gama dodatków i alternatywnych wykonań ukazujących jak rozwijała się idea muzyczna kompozytora. I choć motyw główny Korzyńskiego nie jest w stanie konkurować z kultowym tematem Kilara stworzonym do Samych swoich, to trzeba przyznać, że w całościowym ujęciu obie te kompozycje cieszą i bawią w podobnym stopniu. Nie ima się ich ani czas, ani zmieniające się w branży trendy. Na ścieżki dźwiękowe do sagi Kargulów i Pawlaków po prostu nie ma mocnych!


Inne recenzje z serii:

  • Sami swoi
  • Najnowsze recenzje

    Komentarze