Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Loading
John Debney, John Williams

Home Sweet Home Alone (Nareszcie sam w domu)

(2021)
-,-
Oceń tytuł:
Tomek Goska | 10-12-2021 r.

Kiedy w sierpniu 2019 roku gruchnęła nowina, że w przygotowaniu jest remake kultowego, świątecznego filmu, Kevin sam w domu, chyba nikt się nie spodziewał, że będzie z tego coś dobrego. „Odświeżanie” klasyków rzadko kiedy się udaje, a jeszcze rzadziej deklasuje oryginał. Także i w tym przypadku nie było mowy o zaskoczeniu. Pierwszy zwiastun filmu Nareszcie sam w domu (Home Sweet Home Alone) zmiażdżono z ziemią, a cały już film, który ukazał się na platformie streamingowej Disney+ stał się obiektem drwin niemalże z każdej strony. Bohaterem produkcji jest Max Mercer, który omyłkowo zostaje sam w domu na święta Bożego Narodzenia. Jego rodzina wylatuje do Tokio, a o absencji Maxa dowiaduje się po wylocie. Ponadto okazuje się, że na dom Mercerów zasadza się pewna para, która popadła w finansowe tarapaty. Chłopak musi więc bronić domostwa przed włamywaczami nie zapominając przy tym o celebrowaniu ważnych dla niego świąt. Brzmi znajomo? Nieudolne podążanie za schematami oryginału zaowocowało totalnym blamażem Disneya, który z tym filmem świątecznym wiązał całkiem spore nadzieje.



Blamaż to idealne określenie pasujące do niemalże każdego aspektu tej produkcji – również muzyki. Winę za to niekoniecznie ponosić musiał sam autor ścieżki dźwiękowej, który mógł (choć nie musiał) zostać postawiony przed koniecznością wejścia w buty swojego wielkiego poprzednika. Buty olbrzymie, markowe i tak unikatowe w konstrukcji, że jakakolwiek próba zawłaszczenia skończyć się może ogólną porażką. Taki właśnie los spotkał Johna Debneya, który zgodził się na zilustrowanie niechlubnego widowiska Disneya. Kompozytor, który przecież z kinem familijnym nie od dziś ma do czynienia, a i jakiś talent przejawia, delikatnie rzecz ujmując nie napracował się przy tym filmie. Z partytury Johna Williamsa sporządzonej na potrzeby filmu z 1990 roku wyssał wszystko, co miłe dla ucha i – brutalnie rzecz ujmując – przemielił to na potrzeby popcornowej, wypranej z emocji ścieżki dźwiękowej do nowego Home Alone.


Muzyka ta miała być w założeniach jednym wielkim fanservice. Zamiast tego stała się karykaturą stawiającą w niekorzystnym świetle nie tylko ten najnowszy produkt, ale i owiany kultem klasyk Williamsa. Wesoły pastisz odsłonił jednak smutną prawdę odnośnie Nareszcie sam w domu – ten obraz był totalnie nieprzemyślanym skokiem na kasę i najpodlejszą formą żerowania na nastrojach fanów. Współczesne metody ilustracyjne Debneya polegające na wiernym podążaniu za dynamiką montażu może i nagięły troszkę rzeczywistość w jakiej obracał się John Williams, ale jego tematy zostały w głównej mierzy tylko ośmieszone. W kontekście filmowym wszystko to prezentuje się efemerycznie, bez życia i polotu. Sytuacji nie ratuje fakt, że kompozytor dorzuca tu coś od siebie – nowy motyw ginący w natłoku tych zapożyczonych od Williamsa. Kanonada skojarzeń ze średnim powodzeniem próbuje wypierać ze świadomości istnienie tego nieudanego rebootu. Zadziwiające. jak doskonała z pozoru rzecz może źle wybrzmieć w zupełnie innym kontekście. Efektem tego jest poczucie głębokiego rozczarowania, że coś, co w teorii pracować miało na sentymentalny wizerunek widowiska, stało się mieczem obosiecznym dobijającym resztki zainteresowania.



Ot paradoks ponieważ muzyka sama w sobie nie musi źle się kojarzyć. Miejscami można czerpać ze słuchania jej nawet pewną dozę satysfakcji, wszak to świąteczne granie w najczystszej postaci! Warunek jest jeden. Pod żadnym pozorem nie powinniśmy ulegać pokusie zmierzenia się z filmem Dana Mazera. Najlepiej od razu wyprzeć jego istnienie ze swojej świadomości, by przebrnąć przez okolicznościowy album soundtrackowy bez większych perturbacji. Na gruncie popcornowej rozrywki sączącej się w tle podczas wykonywania świątecznych porządków sprawdzi się w stopniu wystarczającym. W tym miejscu pojawia się jednak pytanie o sens takiego eksperymentowania. Czyż nie lepiej sięgnąć po produkt sprawdzony, sporządzony z większym smakiem i wyczuciem? Fakt, Nareszcie sam w domu w ogóle nie powinno powstać. Ale skoro już powstało, to jedyne co możemy zrobić, to po prostu o nim zapomnieć i wrócić do klasyki.


Najnowsze recenzje

Komentarze