Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
The Newton Brothers

Five Nights at Freddy’s (Pięć koszmarnych nocy)

(2023)
4,8
Oceń tytuł:
Maciej Wawrzyniec Olech | 14-11-2023 r.

Oto recenzja ścieżki dźwiękowej o zabójczych animatronicznych zwierzętach w opuszczonej pizzerii. I w sumie już na początku mogę zaznaczyć, że nie będzie to długi tekst.

 Five Nights at Freddy’s (okropny polskie tłumaczenie Pięć koszmarnych nocy) jest adaptacją popularnej niezależnej gry wideo autorstwa Scotta Cawthona, która swego czasu stała się fenomenem Internetu. Wcielało się w niej w nocnego stróża w opuszczonej pizzerii „Freddy Fazbear’s Pizza”. Kiedyś jej główną atrakcją były śpiewające animatroniczne zwierzęta. Jednak wraz z tajemniczą serią zaginionych dzieci, które w jakiś sposób powiązane były z tym lokalem, pizzeria została zamknięta. Jak się okazuje nie jest ona do końca opuszczona, gdyż w nocy animatroniki ożywają i zamieniają się w mordercze maszyny. Zadaniem gracza było przetrwać te pięć tytułowych nocy. Ta niezależna gra szybko stała się fenomenem, głównie za sprawą filmików na YouTubie ukazujących, jak przerażeni gracze starają się ją przejść. Szybko doczekała się wielu kontynuacji, a nawet inspirowanych rozgrywką książek oraz komiksów. Było tylko kwestią czasu, kiedy Hollywood zwróci się do autorów z lukratywną propozycją. Przy czym muszę przyznać, że jak na grę, która ma prawie 10 lat, trochę czasu zajęło stworzenie tej filmowej adaptacji. Zabrało się za nią wyspecjalizowane w filmach grozy studio Blumhouse, które rocznie tworzy więcej filmów niż Lorne Balfe soundtracków. Motyw nocnego stróża w opuszczonej pizzerii, zaginionych dzieci i morderczych animatroników został zachowany, choć twórcy postanowili dopisać trochę więcej do historii, dodając rodzinny dramat. W efekcie powstał obraz, który w połowie stara się być horrorem o morderczych pluszako-robotach, a w połowie rodzinnym melodramatem. To połączenie wyszło tak sobie, a jeżeli chodzi o grozę, filmowe FNAF (tak fani w skrócie lubią nazywać tę serię) nie jest wcale takie straszne. Za to animatroniczne zwierzaki prezentują się naprawdę dobrze. Ze względu na nie oraz masę innych smaczków i odniesień do gier, zagorzali fani serii powinni być zadowoleni.

Wedle wstępnych informacji portalu Filmmusicreporter, Tyler Bates miał napisać muzykę do FNAF. Jednak we wrześniu 2023 roku, na parę tygodni przed premierą, ten sam portal podał, że za ścieżkę dźwiękową będzie odpowiadać duet muzyczny The Newton Brothers. Trudno powiedzieć, czy Bates został zwolniony i zastąpiony „braćmi Newton”, którzy tak naprawdę nie są braćmi tylko wspólnikami (dokładniej nazywają się John Andrew Grush i Taylor Newton Stewart). W każdym razie zdawali się być także dobrym wyborem, gdyż mają oni spore doświadczenie jeżeli chodzi o kino grozy – szczególnie ze względu na współpracę z Mikem Flanaganem. I właśnie tego typu pracę dostarczyli, ze wszystkimi zaletami i (niestety też) wadami, typowej ścieżki dźwiękowej do horroru.

Zacznijmy od tych pozytywów, do których należy zaliczyć tytułowy kawałek Five Nights at Freddy’s. Oparty jest on na ciekawej retro-elektronice stylizowanej na lata 80-te, połączonej z dziecięcym chórkiem. Muszę przyznać, że idealnie pasuje do tego filmu, ale i całej serii z grami włącznie. Łączy on wiele różnych elementów FNAFu w bardzo dobry sposób. Mamy dziwne metaliczne odgłosy w tle przypominające maszynę; śpiew dzieci, syntezator z lat 80. oraz efekty dźwiękowe z gier typu arcade. Tym samym doskonale oddaje trzy główne tematy tej serii: mechaniczny horror, zepsutą niewinność i przeszłość powracającą, by nawiedzać teraźniejszość.

Do dalszych plusów mógłbym zaliczyć sporadyczne momenty, kiedy powraca ów motyw, gdyż niestety reszta ścieżki dźwiękowej prezentuje się zdecydowanie mniej ciekawie – podchodzi pod bardzo schematyczną ilustrację do horroru. Czyli otrzymujemy hałaśliwe dysonanse wyprane z jakiejkolwiek tematycznej myśli przewodniej. Dochodzą do tego atonalne kawałki „wzbogacone” gwałtownymi zrywami orkiestry, tak zwanymi „jump scare” oraz snującymi się, minorowymi teksturami. Z drugiej strony można powiedzieć, że posępne budowanie nastroju i nagłe podskakiwanie z przerażenia jest jednym ze znaków rozpoznawczych FNAFu i po prostu bracia-nie-bracia Newton poprawnie dostosowali się do koncepcji.

….właśnie tego typu pracę dostarczyli, ze wszystkimi zaletami i (niestety też) wadami, typowej ścieżki dźwiękowej do horroru.

Właśnie słowo „poprawnie” najlepiej oddaje rolę tej muzyki w obrazie. Jest ona do bólu poprawna i spełnia swoje minimalne zadanie, ale nie oferuje też nic więcej. Niektóre elektroniczne momenty mogą się nawet podobać. Podobnie jak i delikatne fragmenty ilustrujące wspomniany rodzinny dramat, gdzie The Newton Brothers sięgają po subtelne fortepianowe dźwięki. Tylko znowu są to tak powszechne zabiegi, które w ścieżkach do horrorów i innego rodzaju filmów wykorzystywane były wielokrotnie. I o ile więc w obrazie ma to jeszcze czasami rację bytu, tak w wydanym przez Back Lot Music albumie nierzadko nuży. Na szczęście na koniec soundtracku troszkę więcej się dzieje, kiedy powracają dziecięce chórki i główny temat. Pojawienie się głównego złoczyńcy wypada dość efektownie, nawet jeżeli opiera się głównie na ryku instrumentów dętych blaszanych. Wiadomo, niezbyt to wszystko oryginalne, ale przynajmniej w wielkim finale coś się dzieje. Chociaż dalej ta muzyka lepiej wypada w obrazie niż na albumie.

W sumie zamiast tego 50-minutowego soundtracku, który zawiera większość muzyki jaka znalazła się w filmie, można byłoby się ograniczyć do wydania singla. Na myśli mam oczywiście tytułowy utwór, który może i jest na swój sposób kiczowaty, ale z drugiej strony doskonale oddaje główne motywy tego filmu, jak i całej tej serii, która na brak fanów nie może narzekać. Może oni bardziej docenią całą ścieżkę dźwiękową od The Newton Brothers. Przy czym ja dalej radziłbym pozostać przy tytułowym kawałku, który kto wie, może powróci w następnych częściach? Jeżeli rzeczywiście takowe miałyby powstać, to na pewno mają już udany temat gotowy do licznych powrotów. Albowiem tego chcemy od tematów do horrorów – aby były chwytliwe i niepokojące zarazem. Ważne jest, abyśmy je pamiętali i by mogły nam w pewnym sensie mówić: „I always come back!”

Najnowsze recenzje

Komentarze