Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
David Newman

Critters

(1986/1993)
-,-
Oceń tytuł:
Łukasz Koperski | 04-08-2007 r.

Z międzygalaktycznego więzienia na odległej asteroidzie ucieka grupka paskudnych stworów siejących postrach w całym kosmosie. Przestępcy lądują na planecie Ziemia, w okolicach farmy pewnej modelowej amerykańskiej rodziny. Rodzinkę niewątpliwie czeka piekło, ale dzięki pomocy kosmicznych łowców nagród uda im się wyjść z tego cało. Zapomniałbym o najważniejszym. Owe paskudne stwory, owa kosmiczna chuliganeria wygląda jak skrzyżowanie gremlina, jeża i ksenomorfa, strzela zatrutymi kolcami, najszybciej porusza się, gdy turla się zwinięte w kulkę, wykluwa się z kokonów i rośnie od rozmiarów szczura do średniej wielkości człowieka. Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, to wyjaśniam iż tak wygląda treść kultowego w latach 80-tych filmu klasy B, łączącego w sobie sci-fi, horror i komedię, a zatytułowanego Critters. Tytułowe futrzaki z uśmiechniętą (?) paszczą pełną małych ostrych ząbków, niszczące wszystko na swej drodze, tak spodobały się widzom, że w ciągu 5 lat nakręcono jeszcze 3 sequele. Jak to zwykle bywa każdy kolejny był słabszy od poprzedniego, dlatego może zatrzymajmy się przy pierwszej części.

Spośród osób, które współtworzyły Critters największe i najbardziej znaczące w branży nazwisko nosił niewątpliwie kompozytor ścieżki dźwiękowej. David Newman wówczas był znany tylko i wyłącznie jako syn słynnego Alfreda (dziś tak naprawdę chyba ciągle jest bardziej rozpoznawalny jako syn, lub brat popularnego kompozytora, niż przez pryzmat własnych prac), ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Critters było bowiem debiutancką pracą Newmana na stanowisku twórcy oprawy dźwiękowej do pełnometrażowego filmu kinowego. Do wcześniejszych osiągnięć Davida zaliczają się jedynie fucha dyrygenta przy Battle Beyond Stars Jamesa Hornera oraz jednego ze skrzypków przy nagraniu oscarowego E.T. Johna Williamsa. Jak zatem wypadł debiut na najbardziej twórczym muzycznym stanowisku?

Prawdę powiedziawszy nieszczególnie. W samym obrazie muzyka sprawuje się przyzwoicie, ale to tak naprawdę wszystko, co możnaby o niej powiedzieć, po seansie. Niczym szczególnym się nie wyróżnia, a chyba jedynym fragmentem, który jakkolwiek mógłby zapaść w pamięć przynajmniej niektórym widzom, jest wykorzystany w scenie demolowania przez critty (crittery??) wnętrza domu oraz podłożony pod napisy końcowe Critter Skitter. Jest to napisana wspólnie z Johnem Vigranem, specem od miksowania muzyki i dźwięku w filmach, sympatyczna kompozycja na syntezatory, utrzymana w luzackim duchu i stylu lat 80-tych. Jeśli ktoś lubi muzykę w stylu tematów do Beverly Hills Cop, Tango & Cash czy The Golden Child to pewnie dostrzeże także urok i klimat tej melodii. Jeśli nie, to… tak naprawdę nie ma już w soundtracku z Crittes czego szukać. Cała reszta to bezbarwny underscore i mroczny, chaotyczny action-score, łączący w sobie elektronikę i niewielką orkiestrę, z dominacją tej drugiej. Słuchanie tego nie niesie ze sobą żadnych przyjemności i atrakcji, a jedyne ciekawsze fragmenty score zawierają się tylko w dwóch pierwszych i dwóch ostatnich ścieżkach. Pierwszy to łagodny, familijny temat na obój i skrzypce, w który wchodzi w połowie Main Title po jego pierwsza mrocznej, elektronicznej części. Drugi to krótki, swawolny orkiestrowy kawałek w Charlie’s Accident. Pod koniec mamy jeszcze w miarę przyjemną, optymistyczną muzyczkę z absurdalnego finału filmu oraz wspomniany już track duetu Newman/Vigan. Cała reszta to tylko ilustracja. Ze wszech miar poprawna, ale nic poza tym, toteż w mojej opinii bez obrazu praktycznie traci rację bytu.

Dla kogo Intrada wydała więc Critters? Prawdę mowiąc nie wiem. Może dla największych fanów kosmicznych jeży, a może dla największych wielbicieli Davida Newmana. Dla tych pierwszych, jak i dla wszystkich fanów muzyki filmowych większy sens byłoby zebranie najciekawszych fragmentów pochodzących z partytur różnych kompozytorów do wszystkich czterech odsłon Critters. Nie pamiętam jaki był poziom muzyki w sequelach, ale może dałoby się wyłowić jakieś bardziej interesujce fragmenty, które złożone do kupy dałyby chociażby przyzwoity soundtrack. Ten niestety jest kiepski i piszę to, mimo sympatii do oglądanych w dzieciństwie filmów o crittach i do cool’owego Critter Skitter. Poza nim i nielicznymi fragmentami, cała muzyka z Critters jak dla mnie mogłaby zostać dożywotnio zamknięta w kosmicznej celi razem z futrzasto-kolczastymi stworkami.

Najnowsze recenzje

Komentarze