Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Robert Folk

Ace Ventura: When Nature Calls (Ace Ventura: Zew Natury)

-,-
Oceń tytuł:
Tomek Goska | 15-04-2007 r.

Rok 1994 był w karierze Jima Carrey’a rokiem przełomowym. Filmem Ace Ventura: Psi Detektyw wybił się na wyżyny aktorstwa. Opowieść o psychicznym detektywie specjalizującym się w poszukiwaniu zaginionych zwierzaków nie był tylko indywidualnym sukcesem aktora. Pokaźne zyski z wyświetlania tego obrazu skłoniły producentów do zainwestowania w sequel. Wedle zasady “kuj żelazo póki gorące” uwijano się z jego realizacją, a zrealizowano go nadzwyczaj prędko, bowiem Zew Natury na duże ekrany trafił zaledwie rok po premierze Psiego Detektywa. Pośpiech rzecz jasna miał swoje odzwierciedlenie w jakości produkcji. Mimo iż na brak dobrej zabawy nie będziemy mogli narzekać oglądając ”dwójkę”, to jednak jakościowo i pomysłowo odbiega znacznie od pierwowzoru.

Różnicę na tle jakościowym odczujemy również przysłuchując się partyturom zdobiącym obie części. Efekt jest tu jednak odwrotny do jakości samych obrazów. Innymi słowy, muzyczny Zew Natury stoi na przyzwoitym poziomie, poziomie którego Psi Detektyw co jak co nie osiągnął. Zmiana nazwiska w rubryce “kompozytor” na liście płac Warnera prawdopodobnie przyczyniła się znacznie do takiego stanu rzeczy. Irze Newborn jeszcze przed rozpoczęciem produkcji podziękowano, tymczasem zaangażowano kolejnego, aczkolwiek jak się mogliśmy przekonać, bardziej pomysłowego kompozytora – Roberta Folka, znanego dotychczas przede wszystkim ze swoich ilustracji dźwiękowych do przebojowych komedii z serii Akademia Policyjna. Zanim jednak przejdziemy do analizowania dzieła jakie popełnił Folk, postarajmy się wyszczególnić różnice jakie zaistniały pomiędzy jego pracą, a pracą Newborna.

Istotną zmianą jaką dostrzec możemy już na wstępie, to lepsza koegzystencja partytury Roberta z obrazem filmowym. Wpływa na nią przede wszystkim bardziej rozbudowana paleta stylistyczna i instrumentalna w porównaniu do kompozycji Iry. Uległ zmianie również stopień autonomiczności partytury. Przestała ona być stricte ilustratorskim rzemiosłem wrzucanym do poszczególnych scen niczym rybki do ciasnego akwarium, poza którym nie mają szans na przetrwanie. Zew Natury jest bardziej “ugodowy” pod tym względem. Co prawda dalej jest lepszym ilustratorem niż samodzielnym materiałem, aczkolwiek zaręczam, że odsłuchując czterdziesto-pięcio minutową płytę promocyjną nie uschniemy z nudów. Szukając jednak dziury w całym można powiedzieć, że brak kilku utworów polepszyłoby słuchalność tego dysku.

Z uczucia nudy i znużenia wybroni nas skutecznie wyżej wspomniane stylistyczne i instrumentalne zaplecze kompozycji. Autor ścieżki dźwiękowej epatuje wszystkim: począwszy od standardowej już orkiestry symfonicznej wzbogaconej gdzieniegdzie o chóry (np.: Main Title, Raccoon / Wachutoo Village), poprzez szeroko stosowaną etnikę w postaci bębnów i charakterystycznych wokalów przenoszących nas myślami na rozległe równiny afrykańskie (np.: Welcome To Africa / Ace to Africa, „It’s In The Bone” / Poachers Leave Hut), a skończywszy na instrumentach stosowanych we współczesnej muzyce rozrywkowej jak: gitary elektryczne, basowe, perkusje, keyboardy i tym podobne. Czuć w tym wszystkim dużo swobody i luzu, o czym świadczą liczne komiczne zabiegi kompozytora jak: parodiowanie charakterystycznych dla bondowskich obrazów fraz na gitarę elektryczną (Main Title), czy chociażby ironizowanie w gospodarowaniu etniką, mieszaniu jej z tematyką, bądź zaszczepiając ją do gagów sytuacyjnych (np. mistyczny chór wyśpiewujący za Ace’m “Aaa-aaaaaaaaaaaaa-wporząsiuuuuuu” podczas jego medytacji).

Robert Folk całkowicie zerwał z tematyką Newborna. Na jej miejsce serwuje nam swój własny zestaw, o wiele bardziej zresztą rozwinięty. Najważniejszy jest tu oczywiście temat Ace’a, którego urok idealnie odzwierciedla utwór Ace In Africa. Ten rockowy kawałek ze stanowczym męskim głosem wykrzykującym co jakiś czas “Shikaka” świetnie wtapia się w dziką naturę Ventury, który w Afryce zdaje się czuć jak u siebie w domu. 🙂 Poza nim funkcjonuje jeszcze bardzo komiczny temat szpiegowski kreowany przez gitary basowe i elektryczne, bębny, oraz różne dodatki okazjonalne jak flety bambusowe, lub smyczki (np.: Stealth Ace / The Princess Makes Her Move On Ace).

Partytura do Ace Ventura: Zew Natury to kolejny twór z grona ścieżek przygodowych, mających na celu przede wszystkim dostarczyć rozrywki, oraz wywołać gdzie trzeba szczyptę emocji na widzu. Poza samym obrazem ma po prostu bawić, tudzież nie krępować słuchacza artystycznymi powrozami i nie rzucać na niego rozległego emocjonalnego cienia. Z tych zadań partytura Roberta Folka wywiązuje się w sposób przynajmniej dobry. Nie pozostaje mi więc nic innego jak tylko polecić ją każdemu, kto pragnie odpocząć na chwilę od muzyki wymagającej i zatopić się w błogim, muzycznym relaksie.

Najnowsze recenzje

Komentarze