Joe Hisaishi

A Big Bold Beautiful Journey (Wielka Odważna Piękna Podróż)

(2025)
A Big Bold Beautiful Journey (Wielka Odważna Piękna Podróż) - okładka
Maciej Wawrzyniec Olech | 08-06-2026 r.

Joe Hisaishi wielkim kompozytorem jest! Wystarczy tylko spojrzeć na jego bogatą filmografię, a szczególnie na ścieżki stworzone na potrzeby studia Ghibli. To one w dużej mierze przyniosły mu sławę, także poza rodzinną Japonią – jak chociażby w Stanach Zjednoczonych, gdzie w 2025 roku ukazała się jego pierwsza ścieżka dźwiękowa do amerykańskiego filmu. Oto A Big Bold Beautiful Journey! I cóż to byłaby za „Wielka Odważna Piękna Podróż” bez pięknej muzyki, która by nam towarzyszyła? Czy ścieżka dźwiękowa Joe Hisaishiego jest przy tym także „Wielka” i „Odważna”?

Film w reżyserii Kogonada z Colinem Farrellem i Margot Robbie w rolach głównych można określić mianem metafizycznego melodramatu drogi z elementami fantasy. Nie jest to klasyczny film romantyczny, jak można by się spodziewać, choć uczucie, jakie rodzi się między głównymi postaciami, jest ważne. Jednak bardziej od miłosnych wyznań obserwujemy, jak dwójka bohaterów podróżuje przez własne wspomnienia i traumy. Jest to ładny i ciekawy film, z dobrymi kreacjami Colina Farrella i jak zawsze pięknej Margot Robbie. Został on jednak dość surowo potraktowany przez krytyków, którzy co prawda chwalili wizualną wyobraźnię i ambicję, ale jednocześnie zarzucali mu nadmierną sentymentalność, „terapeutyczne” dialogi, nierówne tempo i niejednoznaczną dramaturgię. Może rzeczywiście obraz momentami przypomina bardziej medytację wizualną – piękną, lecz nie dla każdego angażującą. Jednak nawet ci najostrzejsi krytycy znajdowali dobre elementy w tym filmie i najczęściej była to muzyka Joe Hisaishiego. I rzeczywiście, nie jest ona jedynie dodatkiem, ale kluczowym elementem konstrukcji tego obrazu. To ona nadaje rytm, spaja emocje i – co najważniejsze – często mówi więcej niż niektóre dialogi.

Dla wielu Joe Hisaishi znany jest przede wszystkim ze współpracy z Hayao Miyazakim i jego animacjami ze Studio Ghibli. W swoim hollywoodzkim debiucie nie próbuje jednak odtworzyć brzmienia, które przyniosło mu światową rozpoznawalność. Nie otrzymamy tutaj bogatej, symfonicznej ścieżki, jak chociażby w Księżniczce Mononoke, Spirited Away: W Krainie Bogów czy w Ruchomym zamku Hauru . Nie, to praca bardziej w stylu Chłopca i czapli, jeżeli już bawimy się w porównania z dziełami do filmów Hayao Miyazakiego. Wielka Odważna Piękna Podróż to bardzo ładny, wręcz intymny, wymuskany, kameralny score. Wpisuje się on też w charakterystyczny styl Joe Hisaishiego z ostatnich lat. Partytura zbudowana jest przede wszystkim na fortepianie, delikatnych smyczkach, harfie, dzwonkach i repetytywnych strukturach harmonicznych. Minimalizm tej muzyki nie wynika jednak z ograniczenia środków, lecz z bardzo świadomej decyzji estetycznej. Film opowiada wszak o podróży – nie tyle fizycznej, co emocjonalnej – dlatego Hisaishi rezygnuje z podniosłej symfoniki na rzecz płynnego, nastrojowego brzmienia.

W wielu scenach to właśnie muzyka niesie ciężar tego filmu. Tam, gdzie scenariusz popada w nadmierną dosłowność lub sentymentalizm, Hisaishi wprowadza subtelność i niedopowiedzenie. Jego kompozycje łagodzą narracyjne nierówności, nadając filmowi spójność, której momentami brakuje na poziomie dramaturgii. To jeden z tych przypadków, w których score nie tylko wspiera obraz, ale wręcz go ratuje – podnosi emocjonalną wiarygodność scen, które bez niego mogłyby wydawać się zbyt oczywiste lub banalne.

Jednocześnie warto zauważyć, że choć nie jest to muzyka podniosła, nie oznacza to, że jest mało wyrazista. Już od pierwszych minut tej ścieżki – i to zarówno w obrazie, jak i na albumie – tworzy ona chwytliwy temat, który natychmiast zapada w pamięć. Wielka Odważna Piękna Podróż może nie oferuje melodii, które od razu można zanucić po seansie, ale potrafią one zostać w głowie. Ta muzyka działa równie dobrze w kontekście filmu, jak i jako samodzielny album, który posiada swój urok – szczególnie dla słuchaczy ceniących takie miłe, kontemplacyjne, minimalistyczne formy. Pod jednym względem album nawet góruje nad muzyką w obrazie. Otóż znajdziemy na nim piękny utwór Silent – Bonus Track, w którym Joe Hisaishi sięga po wręcz religijny, gregoriański chór oraz anielską wokalizę. Jak tytuł sugeruje, jest to utwór bonusowy, który nie znalazł się w filmie. Niektórzy mogą powiedzieć, że pojawia się on znikąd i trochę za bardzo zaskakuje swoim odmiennym od reszty score’u stylem. Ale obok bardzo ładnego wykonania głównego tematu w utworze Sarah and David, jest on jednym z najlepszych kawałków na tym soundtracku. Plus, nie jest to taka typowa i oczywista kompozycja w twórczości japońskiego kompozytora, który – jak widać – wciąż potrafi czymś zaskoczyć.

Na albumie, tak jak i w obrazie, znalazły się jeszcze piosenki islandzkiej wokalistki Laufey. Co prawda stylistycznie odbiegają one od partytury Hisaishiego, to jednak same w sobie są interesujące i ładne. Dodatkowo znajdują się one na samym końcu wydanego soundtracku, a więc nie gryzą się w żaden sposób z muzyką Japończyka.

Może Wielka Odważna Piękna Podróż (A Big Bold Beautiful Journey) jako film pozostawia mieszane uczucia, ale też patrząc na niektóre opinie krytyków, został potraktowany zbyt surowo. Szkoda, że w pewnym sensie te negatywne opinie przyćmiły debiut Joe Hisaishiego w amerykańskim kinie. Albowiem stworzył on naprawdę bardzo ładną i dojrzałą ścieżkę dźwiękową. Bardzo dobrze współgra ona z obrazem, a i poza nim – nawet bez znajomości filmu – potrafi zauroczyć słuchaczy swoim brzmieniem. Może nie jest jakoś wielce oryginalna w porównaniu z innymi dokonaniami tytana japońskiej muzyki filmowej, ale w zestawieniu ze współczesnymi amerykańskimi ścieżkami do szeroko pojętych filmów romantycznych, kompozycja Joe Hisaishiego pozytywnie się wyróżnia. I cieszy, że debiut japońskiego mistrza w Hollywood przypadł na jego własnych warunkach – z zachowaniem własnego stylu i z dużą muzyczną klasą. Trudno powiedzieć, czy wejście w amerykańskie kino było dla Joe Hisaishiego takie „Wielkie” i „Odważne”. Na pewno zaowocowało ono „Pięknym” soundtrackiem. I nam, słuchaczom spragnionym dobrej muzyki filmowej, powinno zależeć na tym, by ta amerykańska „Podróż” nie była jednorazowa i trwała dalej.

Najnowsze recenzje

Komentarze

Jeżeli masz problem z załadowaniem się komentarzy spróbuj wyłączyć adblocka lub wyłączyć zaawansowaną ochronę prywatności.