Narnia z gitarowym przesterem. Greta Gerwig zapowiada „rock operę” bez piosenek i inspirowane Bowiem narnijskie uniwersum.
Pamiętacie, gdy niedawno pisaliśmy o dołączeniu Marka Ronsona i Andrew Wyatta do projektu nowej adaptacji Opowieści z Narnii w reżyserii Grety Gerwig dla Netflixa? Już sam wybór kompozytorów odpowiedzialnych za ścieżkę dźwiękową do Barbie i bardziej związanych z muzyką rozrywkową niż filmową, sugerował, że Gerwig podchodzi w specyficznym stylu do kultowej serii C.S. Lewisa.
Najnowszy numer magazynu Empire przynosi kolejne informacje odnośnie Narnia: The Magician’s Nephew (Siostrzeniec czarodzieja) W tym także te związane z potencjalnym muzycznym brzmieniem tej adaptacji. W wywiadzie udzielonym temu magazynowi Greta Gerwig określiła wizję nadchodzącego widowiska jako „rock operę”… ale bez tradycyjnych piosenek.
Choć obraz nie będzie klasycznym musicalem, muzyka rockowa ma stanowić jego fundamentalne tętno i estetyczny kręgosłup. Gerwig zdecydowała się przesunąć punkt wyjścia fabuły z przełomu XIX i XX wieku na lata 50. XX wieku w Wielkiej Brytanii. Kiedy jednak bohaterowie przeniosą się do innych wymiarów, widzowie zobaczą świat mocno inspirowany brytyjską sceną glam rocka lat 60. i 70.
– Dla mnie Narnia to dosłownie świat stworzony z muzyki – tłumaczy reżyserka w rozmowie z Empire, nawiązując do książkowego motywu kreacji świata przez śpiew Aslana. – Rock 'n’ roll wydawał mi się najbardziej naturalną reprezentacją takiego konceptu.
Reżyserka odwołuje się bezpośrednio do ikon klasycznego rocka, twierdząc, że twórczość takich artystów jak David Bowie, The Who, Paul McCartney, David Gilmour, Pete Townshend czy Robert Plant dosłownie „uratowała jej życie”. Wpływy te sięgają bardzo głęboko – estetyką Ziggy’ego Stardusta nawiedzony ma być nie tylko wizualny styl całego świata, ale nawet wygląd samego Aslana (głosu udzieli mu Meryl Streep), który zyska wielobarwne oczy i charakterystyczną aparycję.

Opis ten wpisuje się w zapowiadany przez nas wcześniej wybór Marka Ronsona i Andrew Wyatta jako kompozytorów ścieżki dźwiękowej do tego filmu. O ile ich udział kojarzył się dotąd głównie z nowoczesnym popem, funkiem i ejtisową stylizacją, o tyle w kontekście deklaracji Gerwig rysuje się przed nimi zupełnie nowe zadanie i wyzwanie. Wierząc jej słowom zapowiada nam się rock operowa ścieżka dźwiękowa, która ma połączyć rozmach kina fantasy z energią gigantów brytyjskiego rocka.
Czy mariaż Lewisa z Davidem Bowiem, przesterowanymi gitarami i estetyką rock opery ma szansę zadziałać na ekranie? Przekonamy się na początku 2027 roku, kiedy film zadebiutuje w kinach IMAX, zanim trafi na platformę Netflix. Narnia: Siostrzeniec czarodzieja trafi do kin 12 lutego 2027 roku, a na platformę Netflix – 2 kwietnia 2027 roku.
Wierząc słowom Grety Gerwig już teraz jednego możemy być pewni – dostaniemy niezwykle oryginalną ilustrację muzyczną, jaką w klasycznym kinie fantasy raczej się nie spotyka. I na pewno będzie się ona różnić od muzyki jaką skomponował Harry Gregson-Williams do Opowieści z Narnii : Lew, czarownica i stara szafa z 2005 roku.

Okładka magazynu Empire

Mark Ronson – jeden z kompozytorów muzyki do Opowieści z Narnii w reżyserii Grety Gerwig dla Netflixa.
