Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.

Metropolis w Centrum Kongresowym ICE – relacja z koncertu

Marek Łach | 21-04-2022 r.

Choć w ostatnich latach raczeni jesteśmy obfitością koncertów poświęconych muzyce filmowej, tylko niektóre z nich są w stanie w pełni usatysfakcjonować najbardziej wymagających koneserów gatunku. Czasami jest to cena, jaką przychodzi płacić za misję popularyzatorską wśród niedzielnych słuchaczy, innym razem przyczyniają się do tego kontrowersyjne decyzje programowe samych organizatorów. Gdy jednak wszystkie trybiki skomplikowanego mechanizmu zaskoczą, widowisko audiowizualne z muzyką filmową w roli głównej staje się czymś więcej aniżeli miłym dla oka i ucha spektaklem – staje się doświadczeniem.

Z takowym mieliśmy do czynienia w nowo otwartym krakowskim Centrum Kongresowym ICE, gdzie rozbrzmiała na żywo – po raz pierwszy w rodzinnym mieście artysty – ścieżka dźwiękowa Abla Korzeniowskiego do legendarnego Metropolis. Na scenie pojawiło się 150 muzyków z Orkiestry Akademii Beethovenowskiej oraz Chóru Mieszanego Katedry Wawelskiej; solowe partie wokalne przypadły w udziale Annie Witczak i Katarzynie Nowickiej, zaś jako koncertmistrz skrzypiec wystąpiła Joanna Konarzewska. Podium dyrygenta zajął brat kompozytora, absolwent krakowskiej Akademii Muzycznej Andrzej Korzeniowski.

Sukces Metropolis można określić jako potrójny. Jest to po pierwsze świetna muzyka, po drugie świetna muzyka filmowa, a po trzecie – i być może najważniejsze – świetna muzyka do filmu niemego. Korzeniowskiemu udało się to, co udaje się tylko nielicznym: w obraz mający blisko 90 lat na karku tchnął całą gamę ponadczasowych, a więc i współczesnych emocji. Kinematografii naszych czasów nieobce są postmodernistyczne eksperymenty, w ramach których kino nieme próbuje odczytywać się przy pomocy muzyki na nowo. Czynią to w szczególności zespoły alternatywne i elektroniczne – najczęściej na specjalnie organizowanych pokazach – bombardując materiał filmowy radykalną estetyką swojego brzmienia. Cel stanowi spięcie stylistyczne, bezkompromisowe wtłoczenie oryginału w zupełnie nowe szaty, narzucenie mu świeżych znaczeń. Skutkiem takich założeń jest najczęściej kompletna negacja pierwowzoru.

Abel Korzeniowski do problemu podszedł inaczej i – śmiem twierdzić – z większym rozmysłem. Stylistyka jego brzmienia jest na wskroś współczesna, ale nie ekstremistyczna. Polak zamiast negować oryginał, usiłuje zbudować pomost między emocjami i znaczeniami zrozumiałymi dla dwóch odległych czasowo generacji odbiorców. Jego Metropolis wyzbywa się archaicznej maniery nadilustracjonizmu, ale jednocześnie szanuje prawidła filmowej dramaturgii. Czerpie z doświadczeń klasyków gatunku, ale rozcieńcza je pośród charakterystycznych dla dzisiejszej kinematografii technik muzycznego minimalizmu. Polak nie ma usposobienia gwiazdora-skandalisty, jego ilustracja nie obnosi się chęcią burzenia zastanego porządku – z wielką klasą i wyczuciem dopowiada natomiast i odkrywa w obrazie Langa namiętności, z którymi współczesnemu widzowi łatwo się utożsamić. Seans w krakowskim ICE gruntownie odmłodził nadszarpnięty tu i ówdzie zębem czasu film niemieckiego mistrza. W miejscu aktorów epatujących groteskową gestykulacją i mimiką można było ujrzeć pełnokrwiste postaci, których sukcesowi widz zaczynał szczerze kibicować.

Mają czego żałować ci, którym Metropolis nie było jeszcze dane usłyszeć (płyty w oficjalnej dystrybucji wciąż brak). Połączenie muzyki z obrazem jest absolutnie fenomenalne, wręcz namacalnie czuć, jak doskonale Korzeniowski uchwycił wewnętrzne tempo filmu. Metropolis Langa – jak w przedmowie do koncertu powiedział Stanisław Janicki – jest dziełem niejednorodnym, niejednoznacznym; te same słowa można by bez wątpienia odnieść do ilustracji polskiego kompozytora. Tyle jest tu bowiem błyskotliwych pomysłów, stylistycznych zakrętów i zwrotów akcji. Trudno wręcz wymienić wszystkie te momenty, przy których serce fana soundtracków zaczyna bić szybciej.

Jedni wskażą malowniczy temat główny, którego piękne minimalistyczne figury majestatycznie płyną wzdłuż przecinających kadr, horyzontalnych, podniebnych autostrad tytułowego Metropolis. Inni faworyta upatrzą w sekwencji Wieża Babel, niezwykle efektownym tour de force kotłów, werbli, dętych blaszanych i chóru, nadających widowisku biblijnego, epickiego rozmachu, którego nie powstydziliby się Basil Poledouris, Alan Silvestri czy Michael Giacchino (i który o lata świetlne wyprzedza bezbarwne kino sandałowe współczesnego Hollywoodu – vide ubiegłoroczny Exodus…). Równie przekonująco prezentuje się wyrafinowany dramatyzm konfrontacji Fredersena z Rotwangiem, gęsta atmosfera nadnaturalnej tajemnicy towarzysząca pojawieniu się Człowieka-Maszyny (ksylofon i impresjonistyczne smyczki, klimatem przywodzące na myśl dokonania Jerry’ego Goldsmitha w gatunku SF), czy religijny patos sceny ołtarzowej (z natchnioną refleksyjnością w stylu Agnes of God Georgesa Delerue). W moim osobistym rankingu na pierwsze miejsce wysuwa się ilustracja napaści Rotwanga na Marię, gdzie transparentne, minimalistyczne frazy oraz porywający temat na solowe skrzypce perfekcyjnie rozgrywają ekspresjonistyczne kontrasty kadrów Langa. W scenie tej muzyka Korzeniowskiego osiąga tak kunsztowny balans między gotyckim horrorem i chwytającym za serce tragizmem, że skwitować można ją tylko jednym słowem: wybitna.

Metropolis jest koronnym dowodem wszechstronności polskiego kompozytora, zapewne najambitniejszą z jego dotychczasowych prac filmowych. Znakomicie zinterpretowana przez zebranych w Centrum Kongresowym muzyków, pięknie zespolona z obrazem pod czujnym okiem dyrygenta, zasługuje na dalszy koncertowy żywot – tak aby dotarła do jak najszerszych kręgów słuchaczy gatunku. Ścieżka Korzeniowskiego ubiera niepokojący industrializm Metropolis we wzruszenia i empatię; nie zapominajmy jednak, że to właśnie zdobycze nowoczesnej technologii pozwalają nam doświadczać tych arcydzieł w najpełniejszej, najbardziej satysfakcjonującej formie.

Podziękowania dla Stowarzyszenia ,,Na Rzecz Rozwoju” za udzielenie akredytacji prasowej na pokaz filmu.

Najnowsze artykuły

Bear McCreary, Sparks & Shadows

Imaginary (Urojenie)

Tomek Goska | 29-03-2024 r.

Komentarze