19. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie – magia, gwiazdy i niezapomniane koncerty

19. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie – magia, gwiazdy  i niezapomniane koncerty - okładka

Dziewiętnaście lat. Trudno uwierzyć, że od pierwszych koncertów na krakowskich Błoniach minęły już niemal dwie dekady. W tym czasie Festiwal Muzyki Filmowej wyrósł na jedną z najważniejszych imprez tego typu w Europie, goszcząc największe nazwiska branży i przyciągając do Krakowa tysiące miłośników muzyki filmowej. Nie inaczej było w tym roku, gdy dawna stolica Polski ponownie stała się stolicą muzyki filmowej.

Tegoroczna edycja miała jednak dodatkowy wymiar. Po raz pierwszy odbywała się pod kierownictwem artystycznym Agaty Grabowieckiej. Dla wielu uczestników nie oznaczało to rewolucji, ponieważ Grabowiecka od lat współtworzyła FMF, ściśle współpracując z poprzednim dyrektorem artystycznym, Robertem Piaskowskim. Nowa dyrektorka postawiła na hasło „Magia muzyki filmowej” i trzeba przyznać, że magię było czuć nie tylko podczas koncertu z muzyką z Harry’ego Pottera. Można ją było odnaleźć również w innych wydarzeniach festiwalowych: przenosiliśmy się w czasie, obcowaliśmy z twórcami należącymi do pierwszej ligi hollywoodzkiej muzyki filmowej, doświadczaliśmy intymnego minimalizmu połączonego z nowoczesnością, a także poznawaliśmy najnowsze trendy świata produkcji streamingowych. Co więcej, 19. FMF sprawił, że krążący od ponad dekady wśród fanów festiwalu i muzyki filmowej żart wreszcie stracił swoją aktualność. I dobrze!

Środa, 13 maja

Gala Nagród FMF: „Duduś” Matuszkiewicz | Kuźniak | Mancini

Fot. Bartłomiej Trzewiczek

Tegoroczny FMF rozpoczął się nietypowym koncertem, który przypomniał wielu uczestnikom, że historia muzyki filmowej nie zaczęła się wraz z erą blockbusterów i seriali streamingowych — na te przyszedł czas później. Festiwal wystartował więc z wysokiego „C”, a może raczej od mocnego uderzenia sekcji dętej.

Inauguracyjny koncert połączony z Galą Nagród FMF przeniósł publiczność do wnętrz Teatru im. Juliusza Słowackiego. Oprawę muzyczną wieczoru powierzono swingującemu big-bandowi pod batutą Jana Stokłosy. Klasyczne jazzowe brzmienie nadało wydarzeniu atmosferę Srebrnej Ery Hollywood, której symbolem tego wieczoru był Henry Mancini. W programie znalazły się takie klasyki jak tematy z Różowej Pantery i serialu Peter Gunn oraz nagrodzona Oscarem piosenka Moon River w wykonaniu debiutującej na Festiwalu Natalii Szroeder.

Pojawienie się na festiwalu muzyki słynnego Hanka bardzo cieszy, ale nie były to jedyne gwiazdy pierwszej części wieczoru. Oprócz Manciniego można było usłyszeć także muzykę dwóch innych legendarnych kompozytorów z polskiego podwórka: Jerzego Dudusia Matuszkiewicza oraz obecnego wśród publiczności dziewięćdziesięciosześciolatka Henryka Kuźniaka. Wybrzmiały znakomite tematy z Janosika, Czterdziestolatka, Stawki większej niż życie czy Vabanku.

Podczas tego koncertu przyznano zwyczajowe dla FMF nagrody. Ambasadorem FMF został dyrektor rzymskiego festiwalu muzyki filmowej Marco Patrignani. Young Talent Award przypadła kompozytorce z Grecji Natalia Hatz. Jest to pierwsza w historii tych nagród zwyciężczyni, a zadaniem konkursowym było skomponowanie muzyki pod jedną ze scen kultowego Vabanku Henryka Kuźniaka w aranżacji na big band. Finansową Nagrodę im. Jana A. P. Kaczmarka – Marzyciel otrzymała Katarzyna Gawlik i, jak stwierdzili reprezentanci kapituły, była to decyzja praktycznie jednogłośna. W tym roku też zorganizowano konkurs na piosenkę do filmu, który jest dopiero realizowany. Filmem tym jest Mock. Śmierć w Breslau w reżyserii Michała Gazdy. Autorem zwycięskiej piosenki jest Dawid Majewski, który brał także udział w finałowych prezentacjach do nagrody Marzyciel.

Wreszcie przyznano nagrody za najlepszą Polską Ścieżkę Dźwiękową rok 2025. Nagrodę Kapituły i 10 000 złotych przyznano Jerzemu Rogiewiczowi za drugi sezon serialu 1670. Nagrodę Publiczności i 5 000 złotych natomiast dostał Wojtek Urbański za muzykę do Ministrantów Piotra Domalewskiego.

Drugą część koncertu poświęcono wyłącznie koncertowi Mikołaja Trzaski, zwycięzcy zeszłorocznego plebiscytu Polskiej Ścieżki Dźwiękowej Roku za muzykę do Kosa Pawła Maślony. Koncert poświęcony był jednak głównie jego współpracy z Wojciechem Smarzowskim (obaj Panowie dyskutowali na ten temat podczas jednego z paneli, które odbyły się tego dnia). Na prośbę kompozytora występowi nie towarzyszyły żadne sceny z filmów. Sama muzyka była bardzo specyficzna i na dla wielu słuchaczy na pewno trudna w odbiorze. Trzeba tu jednak zauważyć niechęć kompozytora do muzyki filmowej jako takiej i jego walkę o to, by muzyka nie była w żaden sposób “ilustracyjna”. Nie można nie dostrzec ironii w fakcie, że mówił o tym na Festiwalu, którego misją jest celebracja właśnie tego, czego on sam… nie lubi.

Paweł Stroiński

Czwartek, 14 maja

Magia Jamesa Newtona Howarda

Fot. Bartłomiej Trzewiczek

Największym wydarzeniem tegorocznej edycji Festiwalu Muzyki Filmowej okazał się koncert monograficzny Jamesa Newtona Howarda. Organizatorzy zabiegali o obecność tego kompozytora od lat i można śmiało powiedzieć, że oczekiwanie zostało wynagrodzone. Jako wieloletni fan jego twórczości mógłbym wprawdzie narzekać na niektóre decyzje programowe – brak muzyki z Cedrów pod śniegiem czy stosunkowo skromną reprezentację współpracy z M. Nightem Shyamalanem kosztem nowszych produkcji, takich jak Igrzyska śmierci czy Fantastyczne zwierzęta. Byłoby to jednak wyłącznie marudzenie zagorzałego entuzjasty.

Program koncertu okazał się bowiem wyjątkowo przekrojowy i oferował coś dla miłośników twórczości kompozytora z każdego okresu jego kariery. Trudno też nie wspomnieć o samym Jamesie Newtonie Howardzie, którego sceniczna skromność i naturalna serdeczność zjednywały publiczność od pierwszych chwil. Jak sam przyznał, jest przede wszystkim kompozytorem, a nie dyrygentem, co tłumaczyło drobne niedoskonałości wykonawcze. Nie miało to jednak większego znaczenia, ponieważ przez cały wieczór wyczuwalne były jego autentyczne wzruszenie, wdzięczność i radość z obecności w Krakowie. Publiczność również miała za co dziękować – przez niemal cały koncert mogliśmy doświadczać magii, która od dekad czyni muzykę Jamesa Newtona Howarda tak wyjątkową.

Fot. Bartłomiej Trzewiczek

Niestety, to niezwykłe wydarzenie zostało częściowo przyćmione przez akcent polityczny, który już nie po raz pierwszy wzbudził kontrowersje podczas FMF-u. W trakcie koncertu kompozytor odebrał w pełni zasłużoną Nagrodę Kilara, przyznawaną twórcom szczególnie pielęgnującym tradycję muzyki filmowej. Problemem była jednak nie sama nagroda, lecz – niemal już tradycyjnie – sposób jej wręczenia.
Po dość nieporadnym i pozbawionym większej charyzmy wystąpieniu prezydenta Krakowa, Aleksandra Miszalskiego, głos zabrał wiceprezydent Katowic, Jarosław Makowski. Jego przemówienie okazało się jeszcze bardziej niefortunne – długie, wyraźnie polityczne i na wskroś narcystyczne – skupione bardziej na samym mówcy niż na laureacie. Reakcja publiczności była bezprecedensowa: po raz pierwszy w historii festiwalu można było usłyszeć głośne buczenie, będące wyrazem narastającej frustracji słuchaczy.
Najbardziej żal było w tej sytuacji samego Jamesa Newtona Howarda, który miał ograniczone rozeznanie w tym, co dzieje się wokół niego, a z pewnością zasługiwał na znacznie bardziej godną i elegancką oprawę tego momentu. Na szczęście dalsza część koncertu szybko pozwoliła skupić się ponownie na muzyce i skutecznie rozładowała napięcie na sali.
Nie zmienia to jednak faktu, że tegoroczna sytuacja powinna skłonić organizatorów do refleksji nad rolą i skalą obecności przedstawicieli świata polityki podczas jednego z najbardziej prestiżowych wydarzeń kulturalnych w Polsce. Festiwal Muzyki Filmowej od lat udowadnia, że potrafi łączyć artystów i publiczność ponad podziałami. Warto zadbać o to, by podobne momenty nie odwracały uwagi od tego, co w nim najważniejsze – muzyki i jej twórców.

Daniel Krause

Piątek, 15 maja
AlterFMF | Immersive Experience: Hauschka

Fot. Bartłomiej Trzewiczek

Jeżeli poprzedni dzień był celebracją klasycznej orkiestry filmowej, piątek skierował uwagę publiczności ku eksperymentowi. AlterFMF od początku swojego istnienia pozostaje przestrzenią dla projektów wykraczających poza tradycyjne rozumienie muzyki filmowej i tegoroczna odsłona tej sekcji nie była wyjątkiem.

Po raz drugi na FMF pojawił się zdobywca Oscara za Na Zachodzie bez zmian Volker Bertelmann. Wcześniej gościł na festiwalu w 2018 roku wraz z Dustinem O’Halloranem, krótko po sukcesie ich ścieżki dźwiękowej do filmu Lion. Wówczas, podobnie jak i tym razem, niemiecki kompozytor zaprezentował niezapomniany koncert fortepianowy. Można jednak powiedzieć, że w tym roku na scenie pojawił się nie tyle Volker Bertelmann, co Hauschka. Pod tym pseudonimem od lat tworzy swoją autorską muzykę, której nie należy utożsamiać z jego twórczością filmową. To właśnie do tego świata – pełnego dźwiękowych tekstur, preparowanego fortepianu i elektronicznych pejzaży – zaprosił słuchaczy podczas piątkowego występu.

W przestrzeni Łaźni Nowej koncert przybrał formę doświadczenia bardziej niż klasycznego występu. Muzyka otaczała publiczność, budując immersyjny spektakl balansujący pomiędzy koncertem, instalacją artystyczną i performansem.

Warto jednak zaznaczyć, że sam występ miał niewiele wspólnego z muzyką filmową. Dlatego część uczestników mogła zadawać sobie pytanie, co tego rodzaju wydarzenie robi w programie festiwalu poświęconego przede wszystkim muzyce filmowej.

Tego typu koncerty nie są jednak niczym nowym dla Volkera Bertelmanna, a raczej Hauschki. Artysta wielokrotnie prezentował podobne projekty w różnych miejscach na świecie. Krakowski występ opierał się w dużej mierze na jego ostatnim pozafilmowym albumie Philanthropy z 2023 roku. Jak zawsze jedną z największych atrakcji było obserwowanie, w jaki sposób kompozytor modyfikuje brzmienie fortepianu, umieszczając wewnątrz instrumentu najróżniejsze przedmioty – od taśmy klejącej po piłeczki pingpongowe.

Był to bez wątpienia jeden z najbardziej odważnych punktów tegorocznego programu FMF. Dla jednych fascynujący eksperyment, dla innych pewne wyzwanie, ale z pewnością doświadczenie wyjątkowo interesujące.

Bezpośrednio po koncercie na scenie odbył się również wywiad z kompozytorem. Bertelmann wyjaśnił między innymi, dlaczego obecnie należy do grona najbardziej zapracowanych twórców muzyki filmowej. Tłumaczył także swoją krótką obecność na tegorocznym FMF. Przyznał, że stosunkowo późno rozpoczął profesjonalną karierę muzyczną, a jeszcze później wkroczył do świata muzyki filmowej. Przyjmując tak wiele projektów, stara się więc w pewnym sensie nadrobić stracony czas.

Mimo licznych zawodowych zobowiązań Bertelmann wciąż znajduje czas dla swoich fanów. Po koncercie i spotkaniu z publicznością przez długi czas pozostawał w Łaźni Nowej, podpisując płyty, pozując do zdjęć i rozmawiając z uczestnikami festiwalu. Co więcej, każdy miał możliwość wejścia na scenę i z bliska przyjrzenia się spreparowanemu fortepianowi artysty. Było to interesujące dopełnienie koncertu Hauschki, który prowadził słuchaczy przez świat piękna, mroku, tajemnicy i industrialnych brzmień doskonale współgrających z otoczeniem Nowej Huty. Pozostaje mieć nadzieję, że powiedzenie „do trzech razy sztuka” znajdzie w tym przypadku potwierdzenie i Volker Bertelmann ponownie zagości na FMF. Tym razem jednak w programie poświęconym jego twórczości filmowej.

Maciej Wawrzyniec Olech

Sobota, 16 maja

Międzynarodowa Gala Seriali FMF

Fot. Maciej Wawrzyniec Olech

Po chwili oddechu, jakim był piątkowy koncert, sobotnia gala była drugim największym wydarzeniem festiwalu. Niemal czterogodzinny koncert rozpoczęto klasykiem, jakim jest temat z Dynastii, napisany przez Billa Contiego. Reszta programu obejmowała jednak znacznie nowszy repertuar, skupiając się na największych hitach z ostatnich lat. Suita Krisa Bowersa do Bridgertonów utrzymywała melodramatyczny klimat zapoczątkowany przez Dynastię, jednak używając do tego dużo bardziej minimalistycznych środków.

Zmianę nastroju przyniosła jednak suita Micka Giacchino z Pingwina, wykorzystująca ostre i dynamiczne brzmienia smyczków i perkusji. Zaraz po niej wykonano Fragile, cover utworu Stinga, rozpisany na chór dziecięcy na potrzeby serialu Dojrzewanie, niestety, dość słabo wykonany, a po nim muzykę z serialu Spy/Master Łukasza Targosza. Na tym etapie zaczął się pojawiać jeden z częstych problemów FMF-owych gal, jakim jest kompletny eklektyzm programu. Teoretycznie pokazywanie różnorodności muzyki do największych hitów pozwalało każdemu słuchaczowi znaleźć coś dla siebie, jednak w praktyce całość stanowiła dość wyczerpujące doświadczenie. Zjawisko to potęgowane było przez dodanie do programu krótkich wyimków z twórczości kompozytorów, którzy i tak przybyli na festiwal na własne koncerty monograficzne,czyli 3-minutowa suita z Emily w Paryżu Jamesa Newtona Howarda, czy muzyka Volkera Bertelmanna do Dnia Szakala oraz Diuny: Proroctwa.

W tej części gali zdecydowanie prezentowała się muzyka Antonio Sancheza do serialu Studio, uzupełniona jego improwizacją na perkusji. Mimo swojej prostoty, motoryczny rytm wprowadzał w koncert bardzo potrzebną na tym etapie dynamikę. Nawiązania do jazzu zostały utrzymane przez bardzo dobrze wypadającą muzykę Wojtka Urbaniaka do Piekła kobiet.

Drugim najciekawszym wydarzeniem były utwory Briana Tylera. Kompozytor w bardzo egzaltowany, choć niekoniecznie czytelny sposób dyrygował swoją muzyką do serialu Yellowstone. Zaprezentowano również wyimek z dzieła jego życia – projektu Are We Dreaming. Łączy on elektronikę, orkiestrę i rozbudowany pokaz świetlny, będąc być może najbardziej intrygującym przekuciem duchowego przebudzenia w twórczość artystyczną od czasu Jacka Stachursky’ego. Utwór zaprojektowany jest jako wielogodzinny zbiór segmentów, które można łączyć ze sobą w dowolny sposób, dzięki czemu kompozytor może każdorazowo prezentować zupełnie inny spektakl. Zaskakująco aleatoryczne myślenie prekompozycyjne Tylera wzbogacone zostało o szczegółowo zaplanowany pokaz świetlny. Było to dla kompozytora o tyle ważne, że on sam jest synestetą, dzięki czemu jest w stanie widzieć kolory i kształty muzyki. Całość jednak dla wielu osób mogła być bardzo przebodźcowująca, a ze względu na ilość migających świateł mogła też przyprawiać o fizyczne dolegliwości. O ile w teorii projekt jest całkiem ciekawy, to w praktyce nadawałby się raczej na festiwale muzyki elektronicznej, a w połączeniu z głosem taśmy odliczającym czas od początku istnienia wszechświata, trudno oprzeć się wrażeniu, że zrobiłby furorę wśród publiczności wprawionej w odpowiedni nastrój przy pomocy substancji psychoaktywnych. Transowa estetyka dokłada się do problemu niespójnego repertuaru gali, jednak dzięki utworowi można było się przekonać, że poczucie smaku i czytelność schematu dyrygenckiego Tylera stoją na bardzo podobnym poziomie.

Fot. Bartłomiej Trzewiczek

Występ ten kończył pierwszą część gali i przyniósł upragnioną przerwę, po której wykonano muzykę Cristobala Tapia de Veera, przechodząc w dużo łagodniejsze rejony. Nie znając oryginału, trudno mi ocenić jakość wykonania, ale słuchając ciekawego zestawienia orkiestrowych barw, podejrzewałem, że całość jest rozpisana na potrzeby koncertu nieco na siłę i że muzyka ta musi w pełni błyszczeć na płycie, gdzie dopieszczanie dźwięku w postprodukcji, elektronika i nietypowe instrumenty mogą dawać jeszcze ciekawsze kolory.

Nieco mniej standardowe instrumentarium zostało również wykorzystane w subtelnej, jednak mało ciekawej muzyce Jeffa Russo do serialu Ripley i nieco ciekawszego pod względem muzycznym, ale za to kiepskiego fabularnie serialu Obcy: Ziemia.

Świetnie prezentowała się natomiast potężna, chóralna muzyka Bartosza Chajdeckiego do serialu Langer, dobrze wypadła też muzyka Theodore’a Shapiro z Rozdzielenia, chociaż nie pokuszono się o wykonanie najciekawsze utworu ścieżki, jakim jest The Ballad of Ambrose and Gunnel.

Całość zamknięto suitą z seriali ze świata Gwiezdnych Wojen, tworząc stylistyczny miszmasz nawet w obrębie jednego uniwersum, jednak za to winę ponosi raczej kierownictwo artystyczne Disneya niż organizatorzy koncertu.

Wojciech Wieczorek

Niedziela, 17 maja

Harry Potter i Kamień Filozoficzny – film z muzyką na żywo

Fot. Maciej Wawrzyniec Olech

Festiwal zamknęło niedzielne, familijne wydarzenie o ogromnym ładunku nostalgii i magii. Z okazji 25. rocznicy kinowej premiery publiczność zgromadzona w TAURON Arenie mogła obejrzeć film Harry Potter i Kamień Filozoficzny z muzyką wykonywaną w całości na żywo.

Projekcje filmowe z towarzyszeniem orkiestry od lat stanowią część tradycji FMF. Nie był to również pierwszy koncert tego typu, podczas którego muzycy mierzyli się z kompozycjami Johna Williamsa. W poprzednich latach festiwal prezentował między innymi E.T. oraz Poszukiwaczy zaginionej Arki. Tym razem na warsztat trafiło kolejne dzieło Williamsa, należące do ścisłego kanonu muzyki filmowej.

Presja była więc niemała, jednak już od pierwszych taktów Hedwig’s Theme publiczność została całkowicie wciągnięta w świat stworzony przez J.K. Rowling i przeniesiony na ekran przez Chrisa Columbusa. Orkiestra i Chór Filharmonii Krakowskiej pod batutą Benjamina Pope’a bezbłędnie poradziły sobie z wymagającą partyturą Johna Williamsa.

To jedna z tych ścieżek dźwiękowych, za które kochamy muzykę filmową. Towarzyszy obrazowi niemal nieprzerwanie, współtworząc magię przedstawionego świata. Oznacza to jednak ogromne wyzwanie dla wykonawców, którzy przez większość seansu pozostają w pełnej gotowości. Muzycy sprostali temu zadaniu znakomicie.

Jeszcze przed rozpoczęciem projekcji Benjamin Pope zachęcił publiczność, by nie powstrzymywała się od okazywania emocji. Efekt było słychać przez cały wieczór — pojawieniu się ulubionych bohaterów towarzyszyły spontaniczne okrzyki radości. Wydarzenie miało równie silny wymiar nostalgiczny, co magiczny. Dla wielu widzów był to powrót do dzieciństwa. Pokolenie wychowane na Harrym Potterze mogło ponownie przeżyć jego przygody na wielkim ekranie, dodatkowo wzbogacone o muzykę wykonywaną na żywo. Wielu uczestników zabrało ze sobą także dzieci, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tym magicznym światem. Na widowni nie zabrakło również osób ubranych w stroje uczniów Hogwartu.

Fot. Bartłomiej Trzewiczek

Najbardziej magiczny moment nadszedł podczas napisów końcowych. Gdy w pełnej okazałości wybrzmiało Hedwig’s Theme, tysiące telefonów rozświetliło widownię. Był to najlepszy dowód na to, że tegoroczne hasło o „magii muzyki filmowej” nie było jedynie marketingowym sloganem.

Jak co roku pojawiło się też kilka osób, które potraktowały koncert jak zwykły seans kinowy i zaczęły opuszczać TAURON Arenę już podczas napisów końcowych. Tymczasem właśnie wtedy muzyka Johna Williamsa wybrzmiewa najpełniej — bez dialogów i efektów dźwiękowych. To festiwalowa przypadłość, o której wspominamy niemal co roku, choć jesteśmy świadomi, że nie wszystkich uda się przekonać do pozostania do samego końca.

Na szczęście zdecydowana większość publiczności została na swoich miejscach, unosząc telefony niczym świecące różdżki. Efekt przypominał wielkie stadionowe koncerty gwiazd rocka i popu. Trudno się jednak dziwić — John Williams jest przecież największą gwiazdą muzyki filmowej. Taka reakcja publiczności wydaje się więc całkowicie naturalna. Było to piękne, nostalgiczne i przede wszystkim magiczne zwieńczenie 19. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie.

Maciej Wawrzyniec Olech

Panele, spotkania, warsztaty i inne wydarzenia – Forum Audiowizualne, Miasteczko Festiwalowe, FMF Dance itd.

Fot. Maciej Wawrzyniec Olech

Na wstępie wspomnieliśmy, że w maju Kraków staje się stolicą muzyki filmowej. Nie jest to stwierdzenie na wyrost. Jak co roku, poza wieczornymi koncertami, organizatorzy zadbali o to, aby również w ciągu dnia miłośnicy muzyki filmowej nie mogli narzekać na brak atrakcji.

Tradycyjnie w ramach FMF odbywały się panele dyskusyjne oraz spotkania z twórcami muzyki filmowej. Jak zawsze wydarzenia podzielono pomiędzy Forum Audiowizualne i Miasteczko Festiwalowe. To drugie ponownie zagościło na terenie Galerii Kazimierz, a dokładniej na placu przed nią, i było skierowane głównie do najmłodszych uczestników festiwalu, na których czekały liczne konkursy, animacje i zabawy. Niestety ze względu na niesprzyjającą pogodę – deszcz i burze – oraz fakt, że większość atrakcji odbywała się na świeżym powietrzu, nie wszystkie zaplanowane wydarzenia udało się zrealizować.

Dla zagorzałych miłośników muzyki filmowej najciekawiej prezentowały się wydarzenia organizowane w ramach Forum Audiowizualnego. Cieszył nas, podobnie jak wielu innych uczestników festiwalu, powrót po rocznej przerwie do Pałacu Potockich – siedziby Krakowskiego Biura Festiwalowego przy Rynku Głównym. To zdecydowanie lepsza lokalizacja niż oddalony od centrum kompleks przy ulicy Fabrycznej.

To właśnie tutaj odbywały się najciekawsze – obok koncertów – wydarzenia festiwalu, a szczególną popularnością cieszyły się spotkania z kompozytorami. Nie powinno dziwić, że jednym z najważniejszych punktów programu okazała się rozmowa z Jamesem Newtonem Howardem, prowadzona przez Roberta Townsona. Zainteresowanie było tak duże, że organizatorzy musieli dostawić dodatkowe krzesła, a część uczestników słuchała spotkania siedząc przy otwartych drzwiach, poza salą.

Nikt, kto pojawił się na tym wydarzeniu, nie mógł czuć się rozczarowany. Robert Townson, który od dekad zajmuje się muzyką filmową, doskonale wie, jak prowadzić interesującą rozmowę. Zamiast standardowych festiwalowych pytań o wrażenia z pobytu w Krakowie, otrzymaliśmy szereg ciekawych informacji dotyczących kariery Howarda, jego procesu twórczego i wieloletniej pracy w branży filmowej.

Fot. Maciej Wawrzyniec Olech

Spotkanie z Jamesem Newtonem Howardem było bez wątpienia jednym z najważniejszych wydarzeń Forum Audiowizualnego. Nie oznacza to jednak, że pozostałe panele ustępowały mu poziomem. Wśród zagranicznych gości znaleźli się między innymi Jeff Russo i Antonio Sánchez, którzy dali się poznać jako niezwykle interesujący rozmówcy. Szczególnie Russo okazał się osobą bardzo otwartą, chętnie dzielącą się anegdotami i doświadczeniami z pracy przy produkcjach filmowych i telewizyjnych.

Wśród polskich twórców pojawili się między innymi Paweł Lucewicz i Bartosz Chajdecki. Dzięki ich obecności mogliśmy lepiej poznać realia funkcjonowania branży muzyki filmowej w Polsce. Szczególnie interesujący był panel z udziałem Pawła Lucewicza i reżysera Bartosza Blaschke poświęcony współpracy na linii kompozytor–reżyser na przykładzie serialu Niebo. Rok w piekle. Duże zainteresowanie wzbudziła również dyskusja poświęcona prawom autorskim do muzyki filmowej z perspektywy samych kompozytorów.

Niestety nie wszyscy zapowiadani goście dotarli do Krakowa. Podobnie jak przed laty Michael Giacchino, także jego syn Mike ostatecznie odwołał swój udział w festiwalu. Pozostaje mieć nadzieję, że zarówno Michael, jak i Mike Giacchino pojawią się kiedyś na FMF.

Warsztaty / FMF Masterclasses

Fot. Maciej Wawrzyniec Olech

Istotnym elementem FMF od lat pozostają warsztaty organizowane z myślą o młodych kompozytorach, którzy mogą zdobywać wiedzę od bardziej doświadczonych twórców. Jednocześnie wydarzenia typu FMF Masterclasses są otwarte również dla zwykłych uczestników festiwalu zainteresowanych muzyką filmową.

W tym roku spotkanie tego typu poprowadził Brian Tyler. Trzeba przyznać, że amerykański kompozytor dał jeden z najbardziej energetycznych i zarazem nieprzewidywalnych Masterclassów w historii festiwalu. Skupił się przede wszystkim na swoim projekcie „Are We Dreaming”, którego fragmenty mogliśmy usłyszeć dzień wcześniej podczas gali serialowej.

Tyler z ogromną pasją opowiadał o procesie tworzenia muzyki, pokazując, że jest to dla niego coś więcej niż zawód. Nie ograniczał się do wyuczonych odpowiedzi, lecz przez cały czas aktywnie angażował publiczność w rozmowę. Po zakończeniu wydarzenia pozostał jeszcze przez dłuższą chwilę w Pałacu Potockich, podpisując płyty, rozdając autografy i pozując do pamiątkowych zdjęć.

 FMF Dance

 Muzyka filmowa i taniec? To połączenie od kilku lat stało się stałym elementem festiwalu. Obok koncertów, podczas których publiczność z uwagą słucha wykonywanych utworów, organizowane są także wydarzenia taneczne.

W tym roku miejscem takiego spotkania była industrialna Hala Lipowa. Goście festiwalu mogli nie tylko coś zjeść i odpocząć po całym dniu wydarzeń, ale także potańczyć. Za muzykę odpowiadali Wojtek Urbański oraz Łukasz Stachurko z projektu RYSY, którzy skutecznie zachęcili uczestników do zabawy na parkiecie

Maciej Wawrzyniec Olech

Podsumowanie

 Także w tym roku organizatorzy FMF zadbali o to, aby uczestnicy festiwalu nie mogli narzekać na nudę. Miłośnicy muzyki filmowej otrzymali bogaty program koncertów, spotkań i wydarzeń towarzyszących. Momentami można było wręcz odnieść wrażenie, że atrakcji było aż za dużo. Szczególnie problematyczne okazywały się sytuacje, gdy wydarzenia Forum Audiowizualnego i Miasteczka Festiwalowego odbywały się równolegle, zmuszając uczestników do trudnych wyborów.

Doceniliśmy również inicjatywy wychodzące naprzeciw potrzebom gości festiwalu. Jedną z nich był pakiet darmowych przejazdów komunikacją miejską dla posiadaczy festiwalowych biletów. Było to szczególnie przydatne w przypadku koncertu Volkera Bertelmanna / Hauschki odbywającego się w Nowej Hucie.

Przed rozpoczęciem festiwalu na oficjalnych kanałach FMF opublikowano także listę kawiarni i lokali gastronomicznych oferujących zniżki dla uczestników po podaniu specjalnego hasła. To niewielki gest, ale bardzo sympatyczny, zwłaszcza że przy tak intensywnym programie kawa staje się jednym z podstawowych elementów festiwalowego wyposażenia.

Najważniejsze podczas Festiwalu Muzyki Filmowej pozostają jednak koncerty. Te tegoroczne z pewnością zapadną w pamięć uczestników na długo. Nie będzie zaskoczeniem, że najważniejszym wydarzeniem okazał się koncert Jamesa Newtona Howarda, na którego wielu fanów czekało od ponad dekady.

Przez lata wśród miłośników FMF regularnie pojawiały się plotki, że „na następnym festiwalu na pewno pojawi się James Newton Howard”. Z czasem stało się to wręcz środowiskowym żartem. Co roku można było usłyszeć, że „za rok James Newton Howard przyjedzie do Krakowa”. Aż w końcu rzeczywiście się pojawił.

I choć przez to jeden z najstarszych festiwalowych żartów przestał być aktualny, trudno mieć o to pretensje. W zamian otrzymaliśmy kolejną znakomitą edycję FMF, która na długo pozostanie w pamięci uczestników. Tym bardziej nie możemy doczekać się tego, co organizatorzy przygotują na jubileuszową, 20. edycję Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie.

Fot. Bartłomiej Trzewiczek

Najnowsze artykuły

Komentarze

Jeżeli masz problem z załadowaniem się komentarzy spróbuj wyłączyć adblocka lub wyłączyć zaawansowaną ochronę prywatności.