Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Piotr Rubik, Zbigniew Książek

Tryptyk Świętokrzyski – Oratorium Tu Es Petrus

(2005)
-,-
Oceń tytuł:
Tomek Goska | 15-04-2007 r.

Kto by pomyślał, że w dobie dzikiego i nieposkromionego szału na punkcie Mandaryn, Britney Spears i innych plastikowych gwiazd, muzyka o tematyce religijnej znajdzie swój posłuch w tym zdegenerowanym do reszty rynku muzycznego showbiznesu? Socjologowie do tej pory mają nielichy problem z wytłumaczeniem niegdysiejszego fenomenu Arki Noego, a tymczasem rodzimym rynkiem muzycznym wstrząsnęło kolejne “boom” na tematykę biblijną. Wszystko zaczęło od pomysłu Zbigniewa Książka na poetycką interpretację kart Pisma Świętego i nauk Jana Pawła II w ramach tryptyku. O ile Książek miał zająć się literacką stroną dzieła, za muzyczną odpowiedzialny został Piotr Rubik. Idea stałą się rzeczywistością, a pierwszy z trzech utworów zatytułowany Świętokrzyska Golgota znalazła posłuch wśród wielu amatorów dobrych, wartościowych projektów. Przystąpiono zatem do przygotowania kolejnej odsłony tryptyku. Mająca miejsce w trakcie trwania prac artystów śmierć papieża Jana Pawła II wpłynęła na ostateczny kształt tego dzieła, które postanowiono z tej racji zadedykować pamięci Ojca Świętego. Premiera Tu Es Petrus odbyła się w Amfiteatrze „Kadzielnia” w Kielcach, a miała miejsce 14 maja 2005 roku. Tam też dokonano cyfrowego zapisu koncertu. Od tego momentu (w zasadzie od momentu wypuszczenia płyt CD i DVD) druga część Tryptyku Świętokrzyskiego błyskawicznie stawała się jednym z największych zjawisk muzycznych roku, pod koniec którego eksplodowała z pełnym impetem wchodząc na anteny radia i telewizji. Czasem zastanawiam się, czy Tu Es Petrus zdobyłoby taką popularność, gdyby okoliczności jego premiery były inne, a wśród polaków nie zapanowała atmosfera pobudzonych uczuć religijnych. Pole do polemicznych popisów jest w tym zakresie olbrzymie. Nie ma sensu jednak rozdrabniać się nad tym „co by było gdyby”. Warto z kolei przyjrzeć się samemu przedsięwzięciu, bowiem nie ważne jaką popularnością się cieszyło, jest ono bardzo interesujące.

Dziwi mnie fakt, że wszędzie gdzie tylko nie spojrzę (internet, radio, telewizja), Tu Es Petrus jak inne części Tryptyku przypisywane są głownie postaci Piotra Rubika. Jest to co najmniej krzywdzące, dla współautora tego projektu, Zbigniewa Książka, który tak na dobrą sprawę odpowiada za merytoryczną stronę dzieła. Rubik przełożył to tylko na język muzyczny, co prawda bardzo zrozumiały dla szerokiego grona odbiorców, ale w żaden sposób nie stawiający go wysoko nad kolegą. To tylko tak w gwoli wyjaśnienia pewnych nieścisłości. Powracając jednak do sensus stricte tematu warto na chwilę zatrzymać się nad tą merytoryczną stroną dzieła.

O ile Golgota Świętokrzyska poruszała trudną problematykę bytu i egzystencji człowieka, przez co była materiałem bardziej na refleksję i rozważania niż obiektem fascynacji, Tu Es Petrus zrzuca już z siebie nieco ciężaru filozoficznych zagadnień, zapuszczając się w daleką podróż odkrywającą najważniejsze z przykazań, przykazanie miłości. Całość podzielona jest na części, których sens obraca się wokół Bożej i ludzkiej miłości. Autor rzuca nas w niesamowite tournee po tekstach biblijnych traktujących w ten czy inny sposób o tematyce, a także po licznych encyklikach i rozważaniach Ojca Świętego dotyczących omawianego zagadnienia. Studząc nieco ten wręcz „hura-entuzjastyczny” ton należy postawić sprawę jasno. Nie jest to żadne superpoetyckie dzieło nafaszerowane inteligencją, metaforami wysokich lotów, czy umiejętnie szafowanymi treściami. W porównaniu do Golgoty, która stanowiła o wiele wytrawniejsze danie, Tu Es Petrus jawi się jako próba przerobienia pierwotnego przepisu na gusta smakowe szerszego grona społeczności. Efektem tego jest cała seria uproszczeń (miejscami nawet wchodzących w banał literacki), opieranych na schematyzowaniu poszczególnych zagadnień w oparciu o zjawiska, fakty i słowa ogólnie znane. Zauważa się zatem pewnego rodzaju niekonsekwencję w kierowaniu tym projektem od jego początków. To co pierwotnie miało być odkrywcze, staje się owszem źródłem poznania, ale dla mas niezbyt ściśle związanych z życiem Kościoła Katolickiego. Pojawia się zatem pytanie jak ustosunkować się do tego zjawiska. Czy ganić Tu Es Petrus za laicyzacje Tryptyku, czy pochwalić za tępienie laictwa i szerzenie przesłania duchowego? Bo jest to wszak pewnego rodzaju ewangelizacja. Skłaniałbym się raczej ku temu drugiemu. Sztuka nie potrzebuje bowiem poszerzenia horyzontów tematycznych, showbiznes zamknięty z kolei w klatce postępującej degeneracji kulturowej, owszem.

Nieocenioną rolę w tym przedsięwzięciu odegrał Piotr Rubik, o którym krzyczą obecnie wszystkie najgłośniejsze gęby polskiego światka mass-muzycznego. Ten niegdyś niszowy kompozytor, trudniący się w krótkich ilustracjach spotów reklamowych i telewizyjnych programów, podarował Tu Es Petrus to, co zadecydowało ostatecznie o jego niebywale entuzjastycznym przyjęciu wśród słuchaczy. Podarował mu przebojową i pociągającą współczesnych muzyczną odsłonę – żywiołowy orkiestrowo-chóralny miszmasz z elementami wokalnymi, sprowadzony na płaszczyznę współczesnych rytmicznych brzmień. Doszukując się jakiegoś wzorca, porównałbym ten styl z hollywoodzką pompatyczną ilustracją zmieszaną z popularnym w środowiskach chrześcijańskich za oceanem, a ostatnio także i u nas, Gospel, którego zarówno forma jak i treść jest w pewnym stopniu pokrewna temu, czym posługuje się Rubik. Takie spłytczenie orkiestrowego grania ma zarówno swoje zalety jak i wady. Bo o ile dla osób nijak lubujących się w muzyce orkiestrowej, Tu Es Petrus może wydać się całkiem interesującym materiałem, o tyle entuzjazm może szybko ostudzić perspektywa przebrnięcia przez cały zapis koncertu. W przypadku płyty DVD, gdzie oprócz dźwięku (co jak co z najwyższej półki) dochodzą jeszcze wrażenia wizualne problem ten nie spędza snu z powiek. Płyty CD to już inna para kaloszy. Energia i blask bijący z dzieła, podsycane brawami publiczności po pewnym czasie może sparzyć mniej odpornego na hałas słuchacza. Filtrem zapobiegającym temu z pewnością byłaby tu pewnego rodzaju różnorodność emocjonalna, jednakże materiał systematycznie wybucha siłą setek gardeł i instrumentów, doprawianych głośnym, niekiedy hałaśliwym śpiewem wokalistów. Uczucie tendencyjności i schematyczności w postępujących po sobie utworach również nas nie ominie.

Problemy te bledną nieco w konfrontacji z wrażeniami jakie dostarczy nam Tu Es Petrus, gdy tylko otworzymy nań swój umysł i duszę. Książek i Rubik nie dokonują selekcji wśród słuchaczy, czyniąc swoje dzieło na wskroś uniwersalnym. Melodyjna i rytmiczna muzyka z siłą porządnego dynamitu ożywia wyobraźnię słuchacza. Nie zabraknie przy tym kilku interesujących tematów i zabiegów kompozycyjnych. Naprawdę fantastycznie słucha się takich utworów jak tytułowe Tu Es Petrus, czy Tak Bowiem Bóg oraz Będziesz Miłował. Rubikowi zdarza się tworzyć interesujące mariaże orkiestrowo-chóralne i mimo, że są one prostackie z punktu widzenia muzycznego, ułatwiają znacznie wchłanianie przesłania Tryptyku.

Jednego tylko nie mogę wybaczyć Rubikowi, nie tylko w przypadku Tu Es Petrus, ale i wydanego rok później Psałterza Wrześniowego. Chodzi o popowe przeróbki utworów (w tym przypadku Niech Mówią, Że To Nie Jest Miłość), które zatopiły w szlamie komercji piękną i szlachetną idee przeciwstawiania wartości religijnych zjawiskom masowym, przejawiającym się w ignorancji wszelakich wartości. Jeżeli zamysłem kompozytora było zwrócenie przez to na siebie uwagę, to trzeba przyznać, że udało mu się to jak nigdy dotąd. Niestety słuchaczom takim jak mi, wiążącym głębsze nadzieje z Tryptykiem najzwyczajniej w świecie wylano wiadro pomyj na głowę. Na koniec pozostaje zatem pytanie. Czy Rubik i jego Tryptyk będzie tylko flarą która rozbłysła chwilowo w ciemnej jak smoła nocy, spalając się przy tym doszczętnie, czy świecić nam będzie jeszcze przez długi okres czasu? Nadzieja na rozwój kariery ciągle pozostaje. Kompozytor dowiódł przecież, że obok niebywałego talentu, umie się również promować, choć miejscami ocierając się przy tym niebezpiecznie o granicę kiczu komercyjnego. Czas z pewnością pokaże jakiego rozwiązania doczeka się ta kwestia. Tymczasem zachęcam do zasmakowania Tu Es Petrus, może nie tyle w wersji Audio-CD, co audio-wizualnej, na DVD, lub jeżeli to możliwe wybrać się na koncert.

Dla koleżanki Ani K. z Siedlec zafascynowanej Tryptykiem jak i postacią pana Rubika. Pozdrawiam i życzę Wesełych Świąt 😉

Inne recenzje z serii:

  • Oratorium Świętokrzyska Golgota
  • Oratorium Psałterz Wrześniowy
  • Najnowsze recenzje

    Komentarze