Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Melanesian Choirs

Thin Red Line, the – Chants (Cienka czerwona linia – pieśni)

(1998)
-,-
Oceń tytuł:
Mariusz Tomaszewski | 15-04-2007 r.

Ktoś kiedyś powiedział, że „każdą sprawę można rozwiązać w trojaki sposób: dobrze, źle i po mojemu”

DOBRZE się stało, że ta płyta ujrzała światło dzienne. Nie ma chyba miłośnika muzyki filmowej, który nie znałby soundtracku Hansa Zimmera do Cienkiej Czerwonej Linii. Znajduje się na nim jeden utwór, który nie pasuje do reszty. Mowa tu o God U Tekem Laef Blong Mi, który dla przeciętnego człowieka śpiewany jest w nieznanym języku. Jest to utwór w którym występuje cudowny chór. Wtóruje mu piękna muzyka niemieckiego kompozytora. Na opisywanym przeze mnie albumie nie uświadczymy muzyki Hansa Zimmera. Powiem więcej, na tym albumie praktycznie nie uświadczymy muzyki w ogóle. I o dziwo nie jest to wcale wadą. Ale o tym później… Wracając do języka, mamy tu do czynienia w większości z łamaną angielszczyzną, jaką posługują się mieszkańcy wysp Salomona znajdujących się na południowym pacyfiku. Właśnie na jednej z nich, na wyspie Guadalcanal, istnieją dwa chóry: Choir of All Saints i Melanesian Brotherhood. Pierwszy to dziecięcy chór, zaś drugi zrzesza wyłącznie mężczyzn. Na albumie oba te chóry przeplatają się ze sobą w sobie tylko znanej kolejności. Całość brzmi bardzo sympatycznie. Ilekroć słucham tych etnicznych dzwięków, nieomal czuję na sobie przyjemną bryzę wiejącą od oceanu, nieomal słyszę szum palm na wietrze. Wrażenia towarzyszące słuchaniu tej płyty są na prawdę niesamowite. Polecam każdemu, kto choć na chwilę ma ochotę oderwać się od naszego codziennego szarego życia.

ŹLE się stało, że ten album został wydany w ten sposób. Wyraźnie czerpie on z sukcesu jaki odniosła muzyka Hansa Zimmera. W sumie tylko dwa utwory z tego albumu wykorzystano w filmie. Wyżej wspomniany God U Tekem Laef Blong Mi oraz Jisas Yu Hand Blong Mi. Reszta z filmem ma niewiele wspólnego. Możliwe, że ewentualne fragmenty zostały umieszczone w obrazie Terrence’a Malick’a, ale w żadnym wypadku nie możemy tutaj mówić o klasycznym soundtracku. Jest to raczej album z gatunku „music inspired by”. Niestety na okładce dumnie widnieje tytuł The Thin Red Line. No cóż, nie można amerykańskim producentom odmówić pomysłowości, żeby tylko album sprzedawał się lepiej. Drugą wadą może, ale nie musi być treść utworów. W wielu przypadkach jest ona czysto religijna. Mnie osobiście w tym przypadku to nie przeszkadza, ale może to być postrzegane jako wada. Jednak krytykowanie treści utworów w przypadku takiej twórczości a cappella, jest moim zdaniem niepotrzebnym szukaniem dziury w całym.

PO MOJEMU, że się tak brzydko wyrażę, ten album z całą pewnością zasługuje na uwagę. Brak muzyki w tym przypadku tylko pokazuje skalę talentu mieszkańców tropików. Tylko w bardzo nielicznych przypadkach towarzyszy im muzyka, ale jest ona tak subtelna, że może 'przejść’ obok słuchacza niedostrzeżona. Urzeka również niewinność i jakiś bliżej nieokreślony urok, który po prostu się czuję słuchając tych etnicznych pieśni. Muszę przyznać, że bardzo często wracam do tego albumu, a to w moim przypadku jest wystarczającą rekomendacją. Jednak każdemu, komu nie spodobał się utwór dziesiąty na podstawowej ścieżce dzwiękowej, oraz każdemu komu przeszkadzają pieśni o temacie religijnym radzę ten album pominąć w swojej kolekcji.

Niniejszy tekst jest poprawioną i uzupełnioną wersją recenzji opublikowanej na portalu www.soundtracks.pl

Najnowsze recenzje

Komentarze