Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Philippe Sarde

Tess / Le Locataire (Tess / Lokator)

(1976/1979/2000)
-,-
Oceń tytuł:
Łukasz Koperski | 15-07-2007 r.

W dwa lata po wielkim sukcesie głośnego Chinatown Roman Polański postanowił odpocząć od Ameryki i nakręcić film w na wpół rodzimej Francji (reżyser, choć wychował się w Polsce, to jednak urodził się w Paryżu). Nie mógł jeszcze wiedzieć, że już wkrótce tylko w Europie będzie mógł realizować się zawodowo. Francusko-amerykański Lokator który wówczas powstał, a który premierę miał w 1976 r., był pierwszym wspólnym filmem Polańskiego i znakomitego kompozytora Philippe’a Sarde’a. Współpraca ta była kontynuowana przy Tess a zakończyła się Piratami, których żaden z obu panów do swoich sukcesów zaliczyć nie może. Tess przyniosła Sarde’owi jedyną w jego karierzę nominację do Oscara. Choć rywalizował o niego z Johnem Williamsem i jego słynnym Empire Strikes Back, to jednak nie z nim przegrał, lecz z Michaelem Gore’m i jego Fame. Pomimo takiej nobilitacji, jakim była nominacja do nagrody Akademii (a także do Césara) partytura z Tess aż do 2000 roku była dostępna jedynie na płytach winylowych i kasetach magnetofonowych. Jeszcze gorzej przedstawiała się dostępność Le Locataire, który wcześniej w ogóle nie był oficjalnie wydany. Braki te we wspomnianym roku na całe szczęście nadrobiła francuska odnoga wytwórni Universal.

Krążek zaczyna się nieco ponad półgodzinnym zbiorem muzyki z Tess. Ten melodramat z Nastasją Kinski zaszokował widzów i krytyków na świecie nie samą treścią czy formą, ale faktem, iż był to pierwszy obraz Polańskiego po słynnej aferze z 13-letnią modelką, po której reżyser uciekł z USA. A Tess opowiada o utracie niewinności właśnie, o wykorzystaniu i porzuceniu 16-letniej wiejskiej dziewczyny przez kawalera z bogatej rodziny. Czyżby reżyser chciał się rozliczyć z własną przeszłością? Na dodatek prasa plotkowała jeszcze o romansie Polańskiego z 18-letnią wówczas odtwórczynią głownej roli.

Zostawmy jednak film i towarzyszącą mu otoczkę, a skupmy się na muzyce Philippe’a Sarde’a. Już pierwszy, tytułowy utwór będący mini-suitą przedstawiającą główne rozwinięcia melodyczne, w tym znakomity temat przewodni, mówi wiele o stylu i jakości całej kompozycji. A ta, wykonywana przez Londyńską Orkiestrę Symfoniczną, nie pozostawia żadnych wątpliwości, iż nominacja do Oscara jak najbardziej jej się należała. Temat przewodni Tess to epickość i melodramatyczność w klasycznej formie, a więc piękna, emocjonalna melodia wygrywna przez orkiestrę ze smyczkami na pierwszym planie. Jednakże Tess to nie tylko tradycyjne, klasyczne brzmienie jednej z najbardziej uznanych orkiestr w świecie. Sarde dodaje tu elementy muzyki ludowej, choćby poprzez użycie tamburyna, cymbałów czy różnego rodzaju dzwonków, które wraz z momentami o charakterze niemal celtyckiej muzyki nadają niektórym fragmentom radosne, folkowe brzmienie (zwłaszcza Tess retrouve Angel), w filmie zresztą stanowiąc w dużej mierze niejako muzykę źródłową, wygrywaną przez wiejskich grajsków. Pod względem instrumentacyjnym score Sarde’a jest niezwykle bogaty, a kompozytor przeznacza drobne chwile dla solowych wykonań różnego rodzaju instrumentów, zarówno tych typowych dla orkiestry, jak i rzadziej spotykanych. Na dodatek cała partytura jest bardzo emocjonalna i od początku aż do Finale raz po raz radość przechodzi w smutek, a miłość w namiętność.

Zupełnie inna jest muzyka z Lokatora. Pod względem oryginalności i strony technicznej wydaje się nawet bardziej interesująca niż Tess, jednakże z całą pewnością nie słucha się jej tak znakomicie. „Winę” za ten fakt ponosi oczywiście tematyka filmu, który jest psychologicznym thrillerem opowiadającym o pewnym imigrancie (w tej roli sam Polański), wynajmującym mieszkanie w paryskiej kamienicy, którego poprzednia lokatorka usiłowała popełnić samobójstwo. Tajemniczy właściciel domu, nietypowe zachowania sąsiadów i dziwne wydarzenia sprawiają, iż bohater zaczyna wierzyć, iż jest celem spisku. Taki schizofreniczny, mroczny obraz wymagał podobnej w stylistyce muzyki, toteż Sarde skomponował partyturę, która najpewniej znakomicie uzupełnia się z obrazem, ale jest ciężka, momentami wręcz bardzo ciężka, w odbiorze poza nim. Mamy tu wprawdzie zupełnie przyzwoity w odsłuchu temat główny łączący prostą melodię na marimbę i „jazz’ujące” partie na klarnet wspogany przez smyczki, stanowiące coś na kształt ilustracji kina noir, jednak większość z niespełna 25 minut partytury z Le Locataire to tylko mroczne, klimatyczne tło. Oczywiście można zwrócić uwagę choćby na świetny pomysł, jakim było użycie przez Sarde’a harmoniki szklanej, nadającej wielu momentom specyficznej „porcelanowej” czy „kryształowej” barwy dźwięku. Mimo, iż ten niemal horrorowy underscore świadczy o wysokiej klasie Sarde’a jako kompozytora, to jednak większość słuchaczy nie będzie nim zachwycona, zwłaszcza jeśli nie oglądała filmu.

Choć osobiście bardzo nie lubię łączenia tak odmiennej muzyki na jednym albumie, to jednak jestem w stanie zrozumieć intencje jakimi kierowali się wydawcy tego krążka. O ile jeszcze te trzydzieści-kilka minut Tess można by wydać jako osobną płytę, o tyle fragmenty kompozycji z Le Locataire nie miałyby szans na samodzielne wydanie. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, gdyż tym sposobem otrzymujemy szansę zapoznania się z od razu z dwoma pod różnymi względami interesującymi ścieżkami francuskiego kompozytora. Najpierw mamy jedną z najpiękniejszych romantycznych kompozycji Sarde’a, napisaną z rozmachem partyturę, będącą niejako, przy zachowaniu pewnych proporcji w ocenie „ważności” dzieła, angielską wersją Doktora Żywago Maurcie’a Jarre’a. Po niej zaś otrzymujemy Sarde’a zupełnie innego: skromniejszego w użytych środkach, bardzo klimatycznego, ponurego i trudnego w pozafilmowym odbiorze. Siłą rzeczy zachwyt większości słuchaczy, w tym i mój, kierowany będzie głównie na Tess – muzykę równie piękną, co tytułowa bohaterka tego filmu, jednak i Lokatorowi warto poświęcić odrobinę uwagi.

Najnowsze recenzje

Komentarze