Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Masaru Sato

Nihon Chinbotsu (Tidal Wave)

(1973/2002)
-,-
Oceń tytuł:
Dominik Chomiczewski | 27-12-2017 r.

Krajem Kwitnącej Wiśni wstrząsa seria trzęsień ziemi i erupcji wulkanów. Wkrótce zostaje powołana specjalna, japońska-amerykańska grupa badaczy, pod przewodnictwem geofizyka dr Tadokoro, której zadaniem jest zbadanie przyczyn i możliwych konsekwencji kolejnych kataklizmów. Naukowcy odkrywają, że w ciągu dwóch lat dojdzie do zapadnięcia się Wysp Japońskich pod wody Oceanu Spokojnego. Tadokoro proponuje radykalną koncepcję ewakuacji ludności, tzw. „Plan D”.

W powyższym akapicie przedstawiłem fabułę produkcji katastroficznej Shiro Moritaniego Tidal Wave, ukrywającej się niekiedy w filmowych annałach pod tytułem Submersion of Japan. Muzykę do tego obrazu skomponował Masaru Sato, dla którego był to piąty projekt zrealizowany wspólnie z Moritanim. Obydwaj panowie znali się bardzo dobrze od wielu lat, ponieważ Moritami był asystentem Kurosawy, gdy ten kręcił Straż przyboczną, do której Sato miał sposobność napisać jedną ze swoich najlepszych partytur. Wzajemne zrozumienie mogło zatem zaowocować intrygującą ścieżką dźwiękową. Co zatem otrzymaliśmy?

Jak to często bywa w przypadku prac Sato, najlepszymi utworami z płyty są te, które nawiązują do bliskiego Japończykowi jazzu. Wprowadzają one nie tylko powiew świeżości i lekkości do partytury, ale także dodają filmowi bardziej luzackiego wydźwięku, zrzucają ciężar i powagę opowiadanej historii. I tak też Sato sięga nierzadko po saksofony, czasem po obecny gdzieś w tle wibrafon, czy wreszcie po energiczne bębny, kojarzące się chociażby z jego soundtrackiem do filmu Godzilla vs Mechagodzilla. Sato zresztą zawsze starał się przenosić zachodnie modele ilustracyjne (kłania się chociażby twórczość Lalo Schifrina) na grunt rodzimej muzyki filmowej, co na rzeczonej ścieżce dźwiękowej jest wyraźnie słyszalne.

Z zachodnich tendencji stylistycznych wywodzi się, wcale nie taka mała, baza tematyczna. Zwraca swoją uwagę chociażby liryczna, jazzująca melodia Reiko (głównej postaci żeńskiej), oparta na arpeggio harfy i partiach fletu, czy też mój osobisty faworyt, iście westernowe Gone with the Ashes. Poza tym Sato przygotował kilka okolicznościowych motywów, często przyjmujących kształt fanfar. Pewną zmyłką są jednak dwa utwory oznaczone obiecującymi tytułami Tidal Wave – Theme – tak naprawdę żaden z nich nie prezentuje tematu wiodącego. Ba, nawet ciężko w nich wyróżnić jakąś charakterystyczną linię melodyczną.

Reszta materiału, mianowicie underscore, jest już bardziej problematyczna. Z pewnością jest ona się w stanie obronić sprawnym oddziaływaniem w realiach produkcji, a także naleciałościami jazzowymi i awangardowymi. Ciekawie wypada zwłaszcza nietypowy efekt brzmieniowy, najpewniej osiągnięty poprzez dziwaczną artykulację kontrabasu, który mi osobiście przypomina pomruki waleni (zresztą część akcji filmu toczy się w głębinach oceanu). Sporo tutaj zabawy z instrumentacjami, artykulacją, harmonią, choć nie ma co ukrywać, że w domowym zaciszu są to głównie ciężkawe w odsłuchu utwory. Obcowaniu z nimi nie pomaga zresztą ich długość, czasem nie przekraczająca nawet pół minuty. Całe jednak szczęście, że soundtrack trwa około 40 minut, tak więc nawet te mniej atrakcyjne kompozycje raczej nie są w stanie zniechęcić do dalszego zapoznawania się z soundtrackiem, jak to ma często miejsce w przypadku innych prac z tamtego okresu japońskiej muzyki filmowej.

Osobiście zaliczyłbym Tidal Wave Masaru Sato do udanych ścieżek dźwiękowych. Fakt, jest tu trochę zbędnego materiału, ale score punktuje kilkoma chwytliwymi motywami, jazzowym posmakiem i całkiem przystępną, zwłaszcza jak na standardy dawnej muzyki filmowej z Japonii, formą prezentacji muzyki na płycie. Miłym dodatkiem są ponadto dwa ostatnie utwory (tworzące coś na wzór suity), które zostały nagrane w późniejszych latach, a które stanowią fajne podsumowanie tegoż albumu. Trzy z małym plusikiem to moja ostateczna nota.

Inne recenzje z serii:

  • Nihon Chinbotsu (2006)
  • Najnowsze recenzje

    Komentarze