Benjamin Wallfisch

Mortal Kombat II

(2026)
Mortal Kombat II - okładka
Tomek Goska | 08-05-2026 r.

Półtoragodzinny soundtrack do Mortal Kombat II nie krzyknie do nas GET OVER HERE! Na końcu zmagań z tym albumem nie czeka również FLAWLESS VICTORY. Raczej gorzkie FATALITY.

Kiedy 5 lat temu w pandemicznych warunkach do kin i jednocześnie na streaming uderzył Mortal Kombat – współczesna ekranizacja kultowej gry wideo z lat 90. – widzowie na całym świecie byli ewidentnie na blockbusterowym głodzie. Pomimo obostrzeń, widownia dopisała, choć nastroje już po seansie niekoniecznie. Szczególnie dużo do zarzucenia nowej produkcji mieli fani serii, którzy nijak nie mogli dopatrzeć się w tym widowisku tytułowego turnieju. Twórcy uspokajali, że to dopiero wprowadzenie, a prawdziwe „fajerwerki” odpalą dopiero w kontynuacji. Jak zapowiadali, tak też zrobili.

Mortal Kombat II jest przykładem, że dobre widowisko nie musi iść w parze z wybitnym, świeżym scenariuszem i setkami milionów $ na realizację. Stworzony za połowę kosztów przeciętnego hollywoodzkiego blockbustera idealnie wstrzelił się w gust miłośników gatunku. Niewątpliwym atutem są tutaj kreacje aktorskie, które ożywiają znane z gier postaci. Natomiast klimat jest już zasługą świetnych scenografii oraz umiejętnego budowania narracji. Nie byłoby tego bez solidnego fundamentu w postaci dopracowanych choreografii walk. Spędzone w kinie dwie godziny mijają niczym z bicza strzelił, a całkiem satysfakcjonujące wpływy dają nadzieję na kolejne kontynuacje.

Jednym z największych rozczarowań w przypadku filmu z 2021 roku okazała się muzyka. Do jej stworzenia zatrudniony został Benjamin Wallfisch, który w czasach pandemii przebudował nie tylko swoje środowisko pracy inwestując w nowoczesne studio. Przeobrażeniu uległ również jego styl pracy, który coraz bardziej przypominał żywą definicję mainstreamowej sieczki. O ile zatem bardziej stonowane projekty dawały jeszcze przestrzeń do zaistnienia czegoś takiego, jak melodyka oddychająca organicznym instrumentarium, o tyle wszelkiej maści akcyjniaki zaczęły tonąć w hałaśliwej i agresywnej orkiestrowo-elektronicznej hybrydzie. Film Mortal Kombat z 2021 roku był tego dobitnym przykładem. Dynamiczna ilustracja, w której próżno było szukać jakiegoś chwytliwego fragmentu dosłownie zlewała się z efektami dźwiękowymi kopanych sekwencji akcji. Jak można się było domyśleć, przeniesienie tego doświadczenia na grunt indywidualnego odsłuchu nie należało do najprzyjemniejszych. Zresztą w dosyć cierpkich słowach opowiedziałem o tym w recenzji rzeczonego wydania. Czy po 5 latach w obliczu poprawy jakości samego filmu poprawie uległa również warstwa muzyczna?

Optymizm w tej materii schowałbym do kieszeni. Benjamin Wallfisch nie jest zainteresowany budowaniem jakiegokolwiek muzycznego świata tej serii. Tytułowy turniej nie dostarcza mu nowych inspiracji, zatrzymując się na rozwiązaniach muzycznych i środkach znanych z poprzedniej części. Można odnieść wrażenie, że również film jako pewna całość zupełnie go nie interesuje. Ścieżka dźwiękowa ukierunkowana jest bowiem na stricte funkcjonalne budowanie napięcia, dynamizowanie sekwencji akcji za pomocą rytmicznych perkusjonalii i kreowanie dodatkowej dramaturgii poprzez atakowanie patetycznymi frazami orkiestrowo-chóralnymi. Wszystko co istnieje pomiędzy wyżej wspomnianymi rozwiązaniami przypomina wypełnianie przestrzeni gotowym zestawem ilustracyjnego grania. W praktyce ciężko tej muzyce nadać jakąkolwiek tożsamość. Gdybyśmy zestawili ją z kilkoma wcześniejszymi pracami Wallfischa z podobnych gatunkowo tworów, myślę że mielibyśmy duży problem z odróżnieniem ich od siebie. Od pewnego już czasu system pracy tego kompozytora przypomina algorytm AI „nakarmiony” tylko kilkoma utworami – stale odtwarzający podobne w brzmieniu kawałki odmierzone w miksie od przysłowiowej linijki. Problem w tym, że algorytm AI nie inkasuje sowitych wypłat za swoją pracę. Benjamin Wallfisch, a i owszem.

Cóż, jeżeli producentom i reżyserom taki stan rzeczy nie przeszkadza, to co mi do tego. Wychodząc z seansu Mortal Kombat II można bowiem uznać, że taka muzyka w takim filmie ma nawet swoją rację bytu. Dynamizuje akcję, podbija dramaturgię… Po prostu działa. Ale marnie skończy ten, kto zapragnie sprawdzić jej walory w oderwaniu od obrazu. Półtoragodzinny album wydany nakładem WaterTower Music nie krzyknie do nas GET OVER HERE! Na końcu zmagań z soundtrackiem nie czeka również FLAWLESS VICTORY. Raczej gorzkie FATALITY z towarzyszącą myślą, że taki muzyczny turniej najlepiej jednak rozegrać w towarzystwie obrazu.

Najnowsze recenzje

Komentarze

Jeżeli masz problem z załadowaniem się komentarzy spróbuj wyłączyć adblocka lub wyłączyć zaawansowaną ochronę prywatności.