Obie prace mają swój niesamowity urok i klimat, a unoszący się nad nimi sentyment do stylów i form, jakie kształtowały ówczesną muzykę filmową z lat 80., z pewnością przypadnie do gustu szerokiemu gronu odbiorców.

Żyjemy w interesujących czasach dla polskiej muzyki filmowej. Z jednej strony postępująca cyfryzacja i odejście od tradycyjnych nośników, z drugiej natomiast niebywała wylewność treści. Długo czekaliśmy na podmiot, który na dobre rozgości się w archiwach polskich wytwórni filmowych i wyciągnie z nich to, na co miłośnicy soundtracków czekali od dekad. Tym podmiotem okazało się wydawnictwo GAD Records, które systematycznie odświeża i przypomina, jak bogatą mamy spuściznę związaną z muzyką filmową. Dzisiaj na warsztat weźmiemy sobie prace kompozytora dosyć nieoczywistego – Wojciecha Trzcińskiego. Okazja ku temu jest nie byle jaka. Oto bowiem na rynek trafił album zawierający dwie cenione, choć nigdy nie zaprezentowane w pełnej krasie filmowe ścieżki tego twórcy – Krzyk oraz Kino objazdowe.
Wojciech Trzciński, w przeciwieństwie do swojego słynnego imiennika, wyrósł ze środowiska twórców muzyki popularnej i teatralnej. Pisał muzykę i aranżował utwory dla takich artystów, jak Zdzisława Sośnicka, Irena Jarocka, czy Anna Jantar. Swoją przygodę z filmem zaczynał dopiero na przełomie lat 70 i 80., a jednym z jego pierwszych głośniejszych tytułów był Krzyk w reżyserii Barbary Sass. Historia dziewczyny która po wyjściu z więzienia próbuje sobie ułożyć życie nie należy do najlżejszych, ale ścieżka dźwiękowa Trzcińskiego w żaden sposób tego nie odzwierciedla. Kompozytor wziął na warsztat cenne doświadczenia z lat pracy nad piosenką i stworzył bardzo klarowną pracę osadzoną mocno na charakternym, gitarowym motywie. Rockowa otoczka spowijająca tę kompozycję świetnie oddaje zawadiacki charakter głównej bohaterki, Marianny, a funkowo-bluesowe tekstury stanowią świetne uzupełnienie montażów scen ukazujących jej działania. Choć ilustracja nie zalewa obrazu nadmiarem treści, jej obecności, a nade wszystko teledyskowego mariażu z obrazem, nie sposób nie odnotować. Kompozytor celowo pomija tu wszelkiego rodzaju trudne wątki, pozostawiając je brawurowej grze aktorskiej, skupiając się tylko na tym melodycznym aspekcie i motoryce scen. Z jednej strony można więc odnieść wrażenie, że ścieżka dźwiękowa sama w sobie jest płaska, jednowymiarowa. Niemniej gdy porównamy sobie tę pracę z innymi w analogicznym okresie (np. Andrzeja Korzyńskiego), okazuje się, że Trzciński nie burzy ogólnie przyjętych standardów. Mimo wszystko jego muzyka o wiele ciekawiej brzmi wyjęta z ram obrazu niż jako jego integralny element.

Troszkę jakby na drugim biegunie w kwestii nastroju i wykonawstwa jest oprawa muzyczna do Kina objazdowego. Ścieżka powstała do filmu Stanisława Jędryka jest o wiele dojrzalsza niż ta z Krzyku, ale nie pozbawiona klarownej i czytelnej melodyki. Filarem jest temat przewodni, na którym oparta została piosenka firmująca tę pracę – Ballada wykonana przez Andrzeja Zauchę. Wojciech Trzciński wykracza dalej poza narzucone w tej piosence schematy. Ilustrując niektóre sceny sięga po analogowe syntezatory, tworząc na ich bazie ambientowe tekstury nie pozbawione choćby symbolicznej melodyki. Klimat i ogólny „vibe” wykonawstwa z pewnością przypadnie do gustu wszystkim entuzjastom retro-elektronicznych prac z lat 80. Oczywiście Wojciech Trzciński nie ogranicza się tylko do syntetycznych form wyrazu. Często do głosu dochodzą również fortepian oraz piano Rhodesa, roztaczające nad kompozycją cienki płaszczyk melancholii.
Obie prace mają swój niesamowity urok i klimat, a unoszący się nad nimi sentyment do stylów i form, jakie kształtowały ówczesną muzykę filmową z lat 80., z pewnością przypadnie do gustu szerokiemu gronu odbiorców. Dlatego z wielką wdzięcznością przyjmuję takie właśnie wydawnictwa pozwalające po prawie półwieczu poznawać (czasami również odkrywać na nowo) perełki polskiej kultury. Gorąco polecam.

