Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Loading
Christophe Beck, Michael Paraskevas

Hawkeye

(2021)
-,-
Oceń tytuł:
Tomek Goska | 15-01-2022 r.

Seriale produkowane przez Marvela stają się powoli ciekawym zapleczem kinowego uniwersum tegoż studia. Wyciągane z wiru wielkich wydarzeń, mniejsze postaci, stają się punktem wyjścia do opowiadania ciekawych historii, choć niczego znaczącego nowego nie wnoszą do ogółu. Niemniej jednak miło spogląda się na ten komiksowy świat oczami takich bohaterów, jak Hawkeye, który próbuje układać sobie życie po dramatycznych wydarzeniach z ostatniej części Avengersów. Wplecenie w to prostej intrygi, ale wypełnionej barwnymi postaciami było strzałem w dziesiątkę. Serial Hawkeye, mimo wielu fabularnych bolączek, mogę zaliczyć do jednego z najlepszych telewizyjnych widowisk wyprodukowanych przez Marvel Studios. A kiedy dorzucimy do tego fakt, że na ekranie w jednej z ciekawszych ról epizodycznych zaprezentował się polski aktor… Nic tylko oglądać.

Sześcioodcinkowej przedświątecznej przygodzie z powodzeniem towarzyszy ścieżka dźwiękowa, którą stworzył Christophe Beck. Jest to już kolejna po filmach Ant-Man oraz serialu WandaVision przygoda tego kompozytora z komiksowymi herosami Marvela. O ile więc w tych pierwszych umiejętnie łączył klasykę kina szpiegowskiego ze współczesnymi standardami muzycznej akcji, o tyle perypetie Scarlett Witch były już przestrzenią, na której Beck musiał wykazać się większą niż zwykle elastycznością w dobrze stylów i środków muzycznego wyrazu. Ten brawurowy pochód po historii muzyki filmowej utwierdził w przekonaniu, że amerykański kompozytor nie boi się żadnych wyzwań. Jakież więc przeszkody mogły stanąć na drodze w bezproblemowym uporaniu się z serialem Hawkeye? Tym bardziej, że do pomocy zangażowany został dodatkowy twórca, Michael Paraskevas.



Patrząc na samą warstwę fabularną trudno tu doszukiwać się większych wyzwań. Serial w swojej konstrukcji jest prostym widowiskiem nastawionym z jednej strony na wątki szpiegowskie, a z drugiej – co oczywiste – na solidną akcję. Osadzenie całości w okresie okołoświątecznym stanowiło dodatkową zachętę, aby jak najwięcej miejsca poświęcić tradycyjnym, orkiestrowym środkom muzycznego wyrazu. I w takim też oldschoolowym duchu nadaje temat przewodni widowiska, który może nie zapisze się w historii gatunku jako twór ponadczasowy, ale bezproblemowo radzący sobie z poruszonymi w serialu treściami. Skoczna melodia pod pewnymi względami przypomni nam analogiczną, stworzoną na potrzeby Ant-Mana, choć w kategorii przebojowości wypada mniej korzystnie. Hawkeye to również festiwal powrotów do doskonale znanych nam motywów. I tak oto pojawiające się w serialu retrospekcje ze słynnej batalii o Nowy Jork skłoniły Becka do sięgnięcia po kultowy motyw Silvestriego z filmu Avengers. Nie mogło zabraknąć również tematu Yeleny z mającej premierę kilka miesięcy wcześniej, Czarnej Wdowy. Nawiązań oraz inspiracji jest zresztą zdecydowanie więcej – ot chociażby tych świątecznych Nie dziwią pojawiające się tu i ówdzie fragmenty tradycyjnych pieśni okołobożonarodzeniowych, choć ich aranżacje skrojone są na miarę filmowych potrzeb. Najczęściej w akompaniamencie dynamicznych, smyczkowych ostinat, czy dyktujących tempo akcji perkusjonaliów.


Błędem byłoby zakładanie z góry, że Hawkeye jest ścieżką dźwiękową ukierunkowaną tylko i wyłącznie na muzykę akcji. Serial dobitnie pokazuje, że poza świetnie zrealizowanymi sekwencjami batalistycznymi jest tutaj sporo przestrzeni na rodzinną dramę oraz budowanie relacji między bohaterami – w tym przypadku między tytułowym herosem, a Kate. Nie zawsze ubierane jest to w jakieś zgrabne szaty muzyczne. Często umyka to statystycznemu odbiorcy skoncentrowanemu na świetnej grze aktorskiej. O wiele bardziej rozpoznawalne wydają się utwory, w których serwowana jest widzom szczypta humoru. A gwarantem takowej są epizody z udziałem Dresiarskiej Mafii. Wszystko to sprawia, że paradoksalnie, mimo powierzchownie mainstreamowego charakteru, ścieżka dźwiękowa do Hawkeye prezentuje się całkiem okazale. Jest barwna, uszyta na miarę prezentowanych w serialu wątków, ale z Hollywoodzkim, kinowym rozmachem.



Jeszcze przed premierą serialu spora część miłośników muzyki filmowej zastanawiała się w jaki sposób opublikowana zostanie muzyka. Na pewno nikt nie oczekiwał takiego manewru, na jaki zdecydowało się studio w przypadku serialu WandaVision, gdzie wydawano oddzielne soundtracki do każdego z odcinków. Tym razem zwyciężył rozsądek i w nasze ręce trafiły „tylko” dwa albumy grupujące highlighty muzyczne – każdy z trzech kolejnych odcinków produkcji Marvela. Czy materiał zaprezentowany na tych dwóch soundtrackach odzwierciedla wrażenia wyniesione z serialowej przygody?



Tak. I to z nawiązką. Można odnieść wrażenie, że cały ten materiał spokojnie dałoby się podzielić i uporządkować nawet w ramach jednego, 70-minutowego soundtracku. Tymczasem otrzymujemy dwa dosyć równe, choć nieznczanie uzupełniające się albumy. Oczywistym punktem wyjścia będzie pierwszy wolumen, gdzie zaprezentowano w pełnej krasie temat z czołówki, a sama treść wydaje się najbardziej różnorodna. Jest miejsce na wartką akcję, na odrobinę świątecznego grania, ale i na zaskakujące brzmienia, chociażby celtyckie melodie skojarzone z pojawiającą się w serialu grupą LARPowców. Wędrując między tymi ciekawostkami niestety nie unikniemy wielu dłużących się fragmentów ukierunkowanych na budowanie napięcia lub opisywanie szpiegowskich działań głównych bohaterów. I w tym właśnie segmencie można było dokonać bardziej restrykcyjnych wyborów. Dlatego też mając już za sobą przygodę z pierwszym wolumenem nie upierałbym się aby na siłę sięgać po kolejny. Dla miłośników tego typu grania może będzie to atrakcja. Dla reszty – zwyczajna powtórka z rozrywki.



Mimo wszystko ścieżka dźwiękowa do Hawkeye jako całość broni się dobrą funkcjonalnością i pewną dozą przebojowości pozwalającej na cieszenie się muzyką również w oderwaniu od obrazu. Czego więc potrzeba w tego typu produkcji ukierunkowanej, co jak co, głównie na rozrywkę? Może odrobinę więcej kreatywności…

Najnowsze recenzje

Komentarze