Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Ennio Morricone

Cage aux folles, la 1 & 2 (Klatka szaleńców 1 & 2 )

(1978/1980/1991)
-,-
Oceń tytuł:
Dominik Chomiczewski | 01-09-2016 r.

Klatka szaleńców (oryg. La Cage aux Folles) to powstała w 1978 roku francusko-włoska komedia Eduardo Molinaro, bazująca na pięć starszej sztuce Jeana Poiret o tym samym tytule. Film spotkał się ze świetnym przyjęciem krytyki, na co najlepszym dowodem jest nominacja do Oscarów za najlepszy scenariusz i reżyserię dla Molinaro. Klatka szaleńców przypadła do gustu również widowni, w wyniku czego w kolejnych latach powstały dwie kontynuacje. Mało tego, w 1996 roku Mike Nichols nakręcił amerykański remake produkcji Molinaro – Klatkę dla ptaków.

Jeśli chodzi o ścieżki dźwiękowe, to Molinaro na przestrzeni kilkudziesięciu lat swojej kariery najczęściej współpracował z Vladimirem Cosmą. Klatka szaleńców, oraz powstała dwa lata później Klatka szaleńców 2, to jedyne projekty tego reżysera, w których współpracował on z Ennio Morricone. Ścieżka dźwiękowa z obydwu filmów ukazała się we Francji i we Włoszech na jednym albumie w 1991 roku, dzięki wytwórni CAM. Warto adnotować, że Morricone napisał muzykę również do trzeciej części Klatki szaleńców (1985), lecz muzyka z tego filmu została wydana osobno.

Płyta rozpoczyna się od Il Vizietto, przesympatycznego i wpadającego w ucho tematu głównego, który świetnie wpisuje się charakter satyrycznego filmu Molinaro, a który to jest parafrazą piosenki Tea for Two. Morricone rozpisuje utwór na sekcję smyczkową oraz zespół trąbek, którym asystują syntezatory i rozmaite perkusjonalia. Melodyka i aranżacja utrzymana jest humorystycznym i relaksującym tonie, dość typowym zresztą dla europejskich komedii lat 70. Z owym chwytliwym motywem przewodnim będziemy mieć do czynienia w wielu innych kawałkach, zazwyczaj w odmiennych wariacjach. Włoch przedstawia go nam w aranżu na komiczne syntezatory (L’onorevole famiglia), organy (Arredamento religiosu), romantyczny fortepian (Seduzione interrotta), a także liryczne, solowe skrzypce (Dopo La Scenata). To wszystko świadczy o sporej plastyczności tematu głównego, a także niemałych zdolności aranżerskich maestro, choć do tego raczej nikogo nie trzeba przekonywać. Melodia ta pojawia się także w dwóch kolejnych częściach Klatki szaleńców, co pozwala ją uznać za motyw wiodący serii.

Poza tym na potrzeby filmu Molinaro Morricone napisał także szereg pobocznych kompozycji, głównie o żartobliwym wydźwięku. Do takich ścieżek zalicza się żywiołowe i jazzujące Una Strana Coppia (pełniące rolę muzyki źródłowej), nawiązuje do ówczesnej muzyki popularnej i klubowej Dal Night, czy samba Brasiliana, w której z łatwością wyczujemy południowoamerykański folklor. Ciekawie też wypada La gabbia dei Matti, będąca fuzją tanecznych stylizacji z muzyką akcji charakterystyczną dla twórczości Morricone. Na płycie nie zabraknie również nieco bardziej lirycznych brzmień, które oferuje przede wszystkim A Luci Biu, wykorzystujące perkusje, gitary, saksofon i kobiece wokale. Wiele słuchaczom przypadnie na pewno do gustu też Prima dello spettacolo, gdzie sekcja trąbek, z iście „spaghetti westernowym” zacięciem, intonuje podniosłą melodię. Alla John. W to natomiast jedyny przykład filmowego underscore’u, opartego na dysonansach przypominających partie harmonijki z Pewnego razu na dzikim zachodzie. Jak zatem widać, atonalnego materiału jest stosunkowo niewiele, przez co Klatka szaleńców jawi się jako przystępny, całkiem różnorodny score. A co możemy powiedzieć o partyturze z drugiej części dylogii Molinaro?

Jak nietrudno się domyślić, ponownie usłyszymy temat główny, który pojawia się w praktycznie niezmienionej wersji. Reszta utworów jest już natomiast zupełnie inna i z poprzednią ścieżką dźwiękową łączy je przede wszystkim lekka, komediowa stylistyka. Podobnie jak w przypadku „jedynki”, kompozycje nie noszą szczególnych znamion ilustracyjności. Większość z nich zresztą reprezentuje osobne idee muzyczne, w tym nowe tematy muzyczne, których Morricone przygotował kilka. Już pierwsza ścieżka, Pensando / Solo a lei, prezentuje niezwykle relaksującą, acz ekspresyjnie zaaranżowaną melodię, podejmowaną z początku przez saksofon, a następnie trąbkę. Ładnie wypada również rzewny temat miłosny (Melodia d’amore), który ze względu na swoje tradycyjne brzmienie raczej nie zapadnie w pamięć. Za to od typowych tendencji melodycznych Morricone odchodzi motyw z utworu Tema per la madre, wprowadzający do albumu nieco nostalgii.

Za mrugnięcie okiem w stronę fanów twórczości Morricone można uznać małą perełkę tego score, Citazione western. Kompozycja nawiązuje do spaghetti westernowych partytur Włocha, zwłaszcza do kultowego Man with a Harmonica z Pewnego razu na dzikim zachodzie. Niestety w porównaniu z pierwszą częścią, na album trafiło więcej zapychaczy. O ile jeszcze Foxeggiando / Giallamente może intrygować ciekawym instrumentarium, a Francesi e Tedeschi sparafrazowaniem pierwszych czterech nut Marsylianki, o tyle takie ścieżki, jak Variamente / Significante, Incontro / Imprevisto, czy Servizi segreti raczej nie mają słuchaczowi za dużo do zaoferowania, a ponadto psują komediowy urok tego krążka. Mimo to warto nadmienić, że w ścieżce Incontro / Imprevisto natrafimy na dysonujące smyczki, które mogą przypominać jeden z pobocznych motywów z nagrodzonej Oscarem i Złotym Globem Nienawistnej ósemki.

W przypadku zarówno jednego, jak i drugiego filmu, score Morricone nie odgrywa szczególnej roli. Tzn. komediowe kompozycje dobrze wpisują się w charakter dylogii Molinaro, nie mniej ciężko nie odnieść wrażenia, że pojawiają się bardziej jako „uzupełniacze” tła, niż muzyczna ilustracja, która miałaby wpływać na widza. No i tradycyjnie zawartość soundtracku nie pokrywa się z tym, co możemy usłyszeć podczas seansu. Molinaro wykorzystał tylko cześć utworów Włocha (np. nie usłyszymy ścieżki Brisialana z „jedynki”, czy Citazione western z „dwójki”), niektóre z nich odpowiednio przycinając i dopasowując do konkretnych scen.

Dobrze się stało, że ścieżki dźwiękowe z dwóch części Klatki szaleńców trafiły na jedno wydanie. W ten sposób otrzymaliśmy prawie godzinny, całkiem różnorodny album, zawierający wiele fajnych tematów i temacików, które nawet jeśli nie wchodzą w kanon najlepszych melodii maestro, to jednak w domowym zaciszu mogą zapewnić całkiem sporo frajdy. Oczywiście znajdzie się tu parę mniej frapujących fragmentów, głównie tych pełniących rolę underscore’u; nie jest to też w żaden sposób szczególnie ambitna, czy głęboka muzyka. Niemniej dobrze jest raz na jakiś czas posłuchać właśnie takiej pracy Ennio Morricone, może nieszczególnie doniosłej, ale po prostu przyjemnej i luzackiej.

Najnowsze recenzje

Komentarze