Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Susumu Hirasawa

Berserk

(1997)
-,-
Oceń tytuł:
Dominik Chomiczewski | 29-09-2020 r.

Berserk to najsłynniejsze dzieło japońskiego artysty Kentaro Miury. Manga, która zadebiutowała w 1989 roku, sprzedała się w 40 milionach egzemplarzy. Tylko kwestią czasu było, kiedy opowieścią o Gutsie, najemniku walczącym w szeregach Bandy Jastrzębia, zainteresują się inne media. Po raz pierwszy na srebrny ekran trafiła 8 lat po premierze, pod postacią 25-odcinkowego serialu w reżyserii Naohito Takahashiego. Sam Miura brał aktywny udział w powstaniu pierwszej adaptacji swojego opus magnum. O napisanie ścieżki dźwiękowej poprosił Susumu Hirasawę, jednego z czołowych przedstawicieli japońskiej muzyki elektronicznej, wcześniej również rockmana. Angaż nie był przypadkowy: jedną z głównych inspiracji dla Miury podczas tworzenia Berserka była właśnie twórczość tego piosenkarza i kompozytora.

Zacznijmy od tego, że muzyka z seriali anime rządzi się swoimi prawami. Autorzy ścieżek dźwiękowych nie zawsze stawiają sobie za cel zbudowanie ilustracji mającej solidną konstrukcję ilustracyjną. Berserk jest właśnie jednym z tego typu tytułów. Hirasawa przygotował muzykę, która jest wykorzystywana w serialu raczej bez zachowania ciągłości narracji. Jednocześnie zupełnie nie jest tak, że muzyka źle działa w produkcji Takashiego. Wprost przeciwnie. Dzięki swojemu unikatowemu brzmieniu ilustracja Japończyka ciekawie dopełnia przedstawiony na ekranie świat. Hirasawa sięga tutaj po doskonale sprawdzone środki wyrazu – rozmaite instrumenty elektroniczne, w tym sample instrumentów akustycznych i egzotycznych wokali (inspiracje Enigmą i Dark Forest). W przeciwieństwie jednak do późniejszych ścieżek dźwiękowych z filmów Satoshiego Kona, usłyszymy tutaj mroczniejsze i minorowe stylizacje. Nie powinno to nikogo dziwić, bowiem Berserk to tytuł adresowany do dorosłych widzów. Mroczna historia osadzona w fantastycznym świecie, rozmaite potwory i krew tryskająca na lewo i prawo – tak w skrócie można opisać przygody Gutsa. Oficjalny soundtrack nie jest obfity w muzykę. Można nawet powiedzieć, że jak na ścieżkę dźwiękową z serialu anime, jest wyjątkowo ubogi. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Otrzymaliśmy bowiem prawie wszystko, co najlepsze.

Odsłuch rozpoczynamy od jednego z najczęściej pojawiających się w serialu utworów – Benehit. Pojawia się tutaj samplowane shakuhachi, prowadzące mistyczną melodię w rytm „harfopodobnych” pasaży sekwencerów. Powstaje w ten sposób ciekawy miks muzyki etnicznej i elektronicznej, mający swoją genezę w tzw. „berlińskiej szkole” (wczesne prace Tangerine Dream, także, a może zwłaszcza, mroczniejsze i chłodniejsze dokonania Klausa Schulze). Ghosts kontynuuje pracę sekwencerów, jednak pojawiają się tutaj beaty, samplowane chóry oraz industrialne elementy, miejscami przywołujące na myśl cięższe fragmenty Nausicii z Doliny Wiatru czy serii Silent Hill. W tym miejscu Hirasawa wkracza wręcz na grunt muzyki trance i techno. Pełne rozwinięcie tego konceptu znajdziemy w prawie 10-minutowym molochu Murder, będącym nową aranżacją utworu Kun Mae #3 z jednego z wcześniejszych projektów Hirasawy. Posępny motyw główny i pędząca niemalże w nieskończoność rytmika buduje znakomite połączenie minimalizmu, elektroniki Klausa Schulzego, trance oraz psychodelii. W stronę wspomnianego industrialu zmierzają również oparte na tej samej melodii (nazwijmy ją motywem suspensu) dwa posępne i ponure utwory Fear i Murder.

Istotą omawianej ścieżki dźwiękowej jest balans pomiędzy omawianymi wyżej, chmurnymi stylizacjami, a utworami o lirycznym wydźwięku, nadającymi brutalnej produkcji Takashiego nutki poetyckości. Najważniejszym reprezentantem tej drugiej płaszczyzny jest Gats (być może jest to literówka w tytulaturze – chodziło prawdopodobnie o Guts, czyli imię głównego protagonisty, zwłaszcza że utwór słyszymy w scenie, w której ten bohater dołącza do Bandy Jastrzębia). Nastrojowe pasaże fortepianu, bulgoczące syntezatory, sample etnicznych wokali kobiecych, a na deser, w swoistym refrenie, głos Hirasawy. Utwór zdaje się płynąć, jest niezwykle relaksujący i nastrojowy, tworzy jakby idylliczną atmosferę, zupełnie kontrastującą z niemal barbarzyńskimi kadrami serialu. Podobny nastrój towarzyszy nam w pierwszej połowie Earth. Ponownie usłyszymy tutaj atmosferyczny sampling wokali, a przy tym również dość zaskakujące brzmienie dud. Druga połowa kompozycji wraca jednak do typowych dla Hirasawy beatów, sequencerów oraz samplingu. Earth w podniosłym tonie zamyka właściwą część soundtracku.

W dalszej kolejności czeka na nas autorska piosenka Hirasawy, co ciekawe, wykorzystywana jako ilustracja filmowych wydarzeń. Forces utrzymane jest w typowej dla kompozytora stylistyce, kojarzy się zresztą dość mocno z jego wcześniejszą kompozycją Take a Whell z płyty Aurora. Później czekają na nas dwie pasujące jak pięść do nosa piosenki pop-rockowe nieskomponowane przez Hirasawę. Jako wadę należy również postrzegać utwór Ball. Zostawiłem go na koniec, bowiem nie brzmi jak coś, co mógłby skomponować Hirasawa. Kojarzy się raczej z imitacjami muzyki barokowej rodem z losowej gry z lat 90. W formie ciekawostki wspomnę jeszcze, że w jednej ze scen Hirasawa wykorzystał kosmetycznie zmieniony utwór Madre Assante z bardzo mało znanej ścieżki dźwiękowej Ennio Morricone z filmu Niebieskooki bandyta.

Berserk potwierdza, że Susumu Hirasawa jest twórcą wyjątkowym. Charakterystyczny język muzyczny Japończyka jest wyczuwalny prawie we wszystkich utworach. Artysta ten sprawia wrażenie, jakby ciągle posługiwał się podobnymi środkami wyrazu, a jednak za każdym razem udaje mu się brzmieć świeżo i oryginalnie. Recenzowany soundtrack należy polecać tym samym odbiorcom, którym podobały się inne projekty Hirasawy, a zatem tym miłośnikom muzyki elektronicznej, którzy oczekują od tego gatunku czegoś zupełnie nowego.

Najnowsze recenzje

Komentarze