Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Raphaël Gesqua

Aux yeux des vivants

(2014)
-,-
Oceń tytuł:
Łukasz Koperski | 25-12-2014 r.

Współpraca Raphaëla Gesqua’y z wyspecjalizowanym w horrorach francuskim duetem reżyserskim Julien Maury & Alexandre Bustillo zaczęła się od paru krótkometrażówek pierwszego z tej dwójki. Gesqua, kompozytor, aranżer i sound designer tworzący oprawy muzyczne do gier komputerowych od pierwszej połowy lat 90., najwyraźniej przekonał swoimi kompozycjami Maury’ego, bo ten zaprosił go do współpracy już przy pierwszym wspólnym projekcie z Bustillo, znanym także w Polsce filmie Najście. Producenci mieli wszak inne zdanie i Gesqua został zastąpiony innym, w sumie niewiele bardziej doświadczonym w branży kompozytorem. Przy następnym wspólnym dziele Bustillo i Maury’ego – nastrojowym Livide niezrażony tym, co stało się za pierwszym razem Gesqua znów napisał score, tym razem już wykorzystany w filmie. Nie była to jednak jakoś szczególnie pamiętna praca i nigdy nie została wydana. Wreszcie trzeci wspólny projekt kompozytora i reżyserskiego duetu Aux yeux des vivants nie tylko muzycznie nie daje o sobie zapomnieć po seansie, ale i doczekał się zasłużonego wydania.

Aux yeux des vivants nie do końca udanie próbuje połączyć brutalny slasher o odbarczonym nadnaturalnymi zdolnościami zabójcy z sentymentalnymi wątkami rodem z powieści Stephena Kinga (przyjaźnie dziecięcych wyrzutków). Fabularne słabostki próbują przykryć niezłe zdjęcia, świetne pomysły scenograficzne (opuszczone studio filmowe), no i oczywiście muzyka. Jednym z elementów, które mocniej wbijają się w pamięć podczas seansu Aux yeux des vivants jest wyrazisty i charakterystyczny temat główny. Już na sam początek przygody z soundtrackiem usłyszymy go w najbardziej pamiętnej, dynamicznej aranżacji z melodią prowadzoną przez solowe smyczki, z innymi smyczkami i chórem w tle. Choć utwór Among the Living otwiera płytę, w filmie nie będzie nam dane się z nim spotkać i tam na taką właśnie aranżację tej melodii w pełnej krasie przyjdzie poczekać nam aż do napisów końcowych. Nie oznacza to bynajmniej, że temat główny jest w obrazie zmarginalizowany. Przeciwnie. Przywoływany jest wielokrotnie, choć najczęściej w dużo krótszych czasowo fragmentach stąd jego „pełnokrwista” prezentacja na zakończenie zdaje się być nie tylko wyczekiwana, ale i tym większe robi wrażenie. Bardzo podoba mi się, jak Gesqua umiejętnie szafuje tematem przywołując go w kompletnie różnych aranżach. Od delikatnych lirycznych, fortepianowych wariacji, przez radosne, durowe ilustracje eskapad nastoletnich bohaterów, po mocne, niepokojące wejścia fragmentów linii melodycznej w jednej z końcowych scen (nawiasem mówiąc filmowo delikatnie chyba inspirowanej pewną sekwencją z E.T.).

Trzeba przy tym niestety powiedzieć, że z powodu budżetowych ograniczeń cały score został stworzony w studio kompozytora. Zatem, tak, niemal wszystkie brzmienia (praktycznie oprócz gwizdania słyszanego choćby w Overture) osiągnięto przy pomocy sampli. Mimo tego, brzmi to naprawdę bardzo dobrze. Oszem, są momenty, gdzie przydałoby się użyć żywej sekcji orkiestry. Jednak są i fragmenty, w których bardzo trudno nawet domyśleć się, że mamy do czynienia z samplami. Gdyby kompozytor nie przyznał tego w wywiadach, byłbym święcie przekonany, że przynajmniej w kilku utworach skorzystał z usług skromnej orkiestry. W tych samych publikacjach Gesqua zwracał jednak uwagę, na fakt, iż wszelkie brzmienia dopracowuje bardzo pieczołowicie, by uzyskać pożądany efekt. Cóż, ciężka praca przynosi wymierne efekty, jak widać (czy raczej, jak słychać).

Choć temat główny nie jest jedynym charakterystycznym elementem oprawy muzycznej do Aux Yeu des vivants, to jest praktycznie jedyny jeśli chodzi o sferę melodyczną czy tematyczną. Dzięki zróżnicowanym aranżacjom mogłoby się wręcz wydawać, że mamy do czynienia z większą bazą tematyczną, niż faktycznie, jednak prawda jest taka, że poza głównym tematem dominuje tu typowa dla horrorów atonalna ilustracja zbudowana w oparciu o dźwięki czy brzmienia a nie o melodie. Nie na darmo na początku określiłem Franxua m.in. mianem sound designera. Znakomicie kreuje nastrój niepokoju, grozy czy w końcu przerażenia przy pomocy przeróżnych dźwięków. Znajdziemy w Aux yeux des vivants wspominane już gwizdanie, jakiegoś rodzaju gongi, swoiste „zawodzenie”, brzmienia różnych instrumentów (samplowane, jak już wiemy), wszelakie inne dźwiękonaśladownictwo i wreszcie najogólniej mówiąc elektroniczny ambient. Choć Gesqua nie jest pierwszym, który opiera ilustrację filmu grozy o tego typu elementy i pełno jest współczesnych horrorów, których kompozytorzy próbowali iść podobną ścieżką, brzmi to wszystko całkiem świeżo. Wiele brzmień, czy kombinacji brzmień, wydaje się być nowatorskimi pomysłami Francuza, a przynajmniej są na tyle charakterystyczne, że wyróżniają się już w filmie, kreując specyficzny nastrój, a i usłyszane z płyty nie nakierują naszych myśli na pierwszy lepszy horror, lecz właśnie na Aux yeux des vivants.

Oczywiście w żaden sposób nie zmienia to faktu, że słuchanie tego całego sound design w oderwaniu od obrazu do wielkich przyjemności nie należy. Całe szczęście, że dość często wbijają się w to aranże głównego tematu, jednak rozbicie ścieżki na ponad 30 utworów i upchanie na krążek chyba całości, bo aż 75 minut materiału może skutecznie odstraszyć od przebrnięcia przez całość. Trochę szkoda, bo niska popularność obrazu sprawi, że wielu słuchaczy nie będzie mogło docenić pracy francuskiego kompozytora, który pokazał, że nie tylko nie trzeba mieć wielkiej orkiestry, bo w ogóle nie trzeba mieć orkiestry, by wykreować świetną ilustrację kina grozy. W mojej opinii bezsprzecznie jedna z najlepszych ścieżek z horroru AD 2014.

Najnowsze recenzje

Komentarze