Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Rupert Gregson-Williams

Aquaman and the Lost Kingdom (Aquaman i Zaginione Królestwo)

(2023)
3,0
Oceń tytuł:
Tomek Goska | 27-01-2024 r.

Ścieżka dźwiękowa do drugiej części Aquamana prezentuje się całkiem przyzwoicie. Na pewno lepiej niż film, do którego ta muzyka powstała.

Kiedy w roku 2018 do kin wychodził film Aquaman, chyba mało kto wierzył, że będzie to sukces na miarę Batmana czy Supermana. Przygody króla Atlantów kupiły jednak widownie na całym świecie, a świetna mieszanka akcji z humorem dodała tej historii dodatkowego smaku. Po wielkim sukcesie widowiska, które zarobiło na całym świecie ponad miliard $ szybko ogłoszono pracę nad kontynuacją. Ale w trakcie zaczęły pojawiać się schody – problemy na planie, dokrętki, afery… W międzyczasie Warner Bros anulował tzw. Snyderverse, więc kontynuacja nie miała większego sensu. Premiera filmu Aquaman i Zaginione Królestwo tylko to potwierdziła. To kolejna po Shazamie i Flashu porażka finansowa studia, choć już nie tak spektakularna. Niedopracowanie produkcji czuć niemalże na każdej płaszczyźnie widowiska – od scenariuszowej, aż po realizację wizualiów. Wszystko to sprawia, że mało kto czeka już na kolejne podobne filmy, a kino komiksowe jest w jeszcze głębszym kryzysie.

Do stworzenia ścieżki dźwiękowej Zaginionego Królestwa zaangażowany został Rupert Gregson-Williams, który pracował wcześniej nad częścią pierwszą. I całkiem nieźle mu to wówczas wyszło. Chwaliłem świetną tematykę i przebojowość mieszanki elektroniczno-orkiestrowego grania. Przepis na ponowny sukces był zatem w zasięgu ręki i fajnie, że kompozytor skorzystał z tych możliwości. Nie brakuje więc wpadającej w ucho melodyki i atrakcyjnych, przebojowych tematów będących swoistym paliwem dla kawałków akcji. A wszystko skąpane w mainstreamowym, hollywoodzkim brzmieniu z domieszką retro-elektroniki. Można odnieść wrażenie, że tych syntetycznych elementów jest w Zaginionym Królestwie jakby więcej, co z jednej strony wpływa na paletę barw jakimi operuje ścieżka dźwiękowa. Z drugiej natomiast ten nadmiar bodźców spłaszcza znacząco dynamikę, sprowadzając niektóre fragmenty akcji na grunt randomowego, trailerowego grania. Mimo wszystko oprawa muzyczna do drugiego Aquamana przykuwa uwagę odbiorcy swoją przebojowością. Aczkolwiek w warunkach filmowych, przy niekorzystnym dla muzyki, dźwiękowym miksie, ta przebojowość nie udziela się tak bardzo, jak w przypadku indywidualnej przygody z kompozycją.

Najlepszym tego przykładem jest oficjalny album soundtrackowy wydany przez WaterTower Music w dniu premiery filmu. Niewiele ponad 50-minutowy program wyciąga z oryginalnej oprawy to, co najbardziej nośne i warte uwagi, serwując słuchaczom satysfakcjonująca przygodę w iście hollywoodzkim stylu. Orkiestrowo-elektroniczny mariaż oparty na znanych z części pierwszej, chwytliwych tematach, zdecydowanie lepiej sobie radzi ze zdobywaniem sympatii odbiorców niż sam film. Mimo wszystko nic nowego tu nie doświadczamy. Większość rozwiązań stylistycznych oraz motywów przewodnich jest pokłosiem opracowanych w poprzedniej części pomysłów. Umiejętnie wykorzystanych i zaadaptowanych na grunt nowych wątków fabularnych, ale w dalszym ciągu stanowiących powtórkę z rozrywki. I gdyby nie skromne fragmenty, jak Grasshoppers czy Swamp Walk, Zaginione Królestwo byłoby klasycznym przykładem odcinania kuponów. Szkoda również, że wątek Czarnego Miasta i jego mieszkańców nie doczekał się żadnego charakternego motywu. Melodia przypisana mieszkańcom tytułowego Zaginionego Królestwa, to seria nisko schodzących dźwięków na instrumenty dęte i elektroniczny bas. Rupert Gregson-Williams eksperymentuje z nim w sekwencjach akcji, czego przykładem jest Necrus Rises będący dziwną parafrazą motywu Nazguli z Władcy Pierścieni.

Mimo wszystko Aquaman: Zaginione Królestwo jest kompozycją, która ma prawo przypaść do gustu miłośnikom siermiężnej rozrywki i łatwo wpadających w ucho, hollywoodzkich ścieżek dźwiękowych. Osobiście odchudziłbym soundtrack z fatalnej piosenki promującej w wykonaniu X Ambassadors, ale i tak album prezentuje się całkiem przyzwoicie. Na pewno lepiej niż film, do którego ta muzyka powstała.

Najnowsze recenzje

Komentarze