Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Loading
Ira Newborn

Ace Ventura: Pet Detective (Ace Ventura: Psi Detektyw)

(1234)
-,-
Oceń tytuł:
Tomek Goska | 15-04-2007 r.

Uwielbiam Jima Carrey’a! Większego pajaca ekranowego prawdopodobnie świat nie widział… no chyba, że weźmiemy na warsztat postaci wykreowane przez Kevina Smitha, czyli Jay’a i Cichego Boba. Ale nie o nich nam rozmawiać. James Eugene Carrey – arcymistrz mimiki, prezydent filmowych świrów i czarny koń infantylnego poczucia humoru… można by doszukiwać się jeszcze wielu podobnych epitetów, ale każdy kto oglądał choć jeden film z tym aktorem w roli głównej wie co mam na myśli. Choć na ekranie widnieje od początku lat osiemdziesiątych tak na dobrą sprawę dał się poznać światu dopiero w 1994 roku, kiedy to dwie produkcje z jego udziałem wywołały istne poruszenie w światku filmowym, a mianowicie: Maska i to co nas najbardziej interesuje – Ace Ventura: Psi Detektyw. Trzeba przyznać, że pomysł nakręcenia filmu o stukniętym detektywie uganiającym się za zwierzakami, okazał się rewelacyjny, prawie tak rewelacyjny jak osadzenie w roli ekscentrycznego detektywa samego Carrey’a. Innymi słowy film ten jest flagowym obrazem wszelkiego rodzaju wariactw i dziwactw natury ludzkiej. 🙂

Wiadome zatem stało się dla producentów tego “nadzwyczajnego” tworu, że muzyka go ilustrująca ma funkcjonować mniej więcej na podobnym poziomie. Zadanie ów spoczęło na barkach Iry Newborn. Brzemię to bynajmniej nie miało prawa przygnieść swoim ciężarem tego kompozytora. Predyspozycje i dotychczasowa kariera muzyka, głównie związana z produkcjami rozrywkowymi niskich lotów, typowały go więc do grona idealnych kandydatów na rozwiązanie problemu ilustracji. Wszystko bowiem sprowadzało się do rozpisania ścieżek zdobiących przerwy pomiędzy rozsianymi po filmie piosenkami i muzyką źródłową. Choć film serwuje nam niemałą dawkę wesołej twórczości Newborna, to wydawcy dysku promocyjnego uznali najwyraźniej, że starczy nam tylko 20 minut, wszak co za dużo to nie zdrowo. Jak nigdy dotąd decyzję ów poparłem bez zbędnych “ale”. Spójrzmy prawdzie w oczy. Muzyka Amerykanina jest czystym rzemiosłem ilustratorskim, które zaczyna nużyć prędzej niż byśmy się tego mogli spodziewać.

O ile w połączeniu z absurdalnymi zachowaniami Ace’a słucha się jej z pewną dozą zaciekawienia umilając przy tym czas spędzony przed ekranem, to wyłączając ją poza obraz staje się tylko bezpłciowym zestawem kilku konwencji i stylów muzycznych przelanym bez konkretnego pomysłu na kolejne utwory partytury. Przyjrzyjmy się więc po krótce temu “zestawowi”.

Zwolennicy orkiestrowych melodii nie pokochają z pewnością tej partytury. Tych bowiem jest tu niewiele. Kilka fraz na smyczki, kilka na trąbki (np.: budowanie linii dramatycznej w utworze Ace Of Hearts, lub triumfalne fanfary Ace In The Hole)… i to wszystko. Hegemonię nad całością roztaczają z kolei instrumenty szeroko stosowane we współczesnej muzyce rozrywkowej. Najbardziej dają o sobie znać gitary elektryczne i perkusja. To one stanowią trzon partytury dodając jej rockowymi wstawkami pikanterii, a przede wszystkim podkreślając nieposkromioną naturę psychicznego detektywa. To właśnie na nich opiera się główny jej temat, temat Ace’a (np.: druga połówka tracku All Ace’s, lub początek Psychoville / Ace Race). Wertując utwory zamieszczone na tym promocyjnym dysku natkniemy się także na kilka partii jazzowych podkreślających zarówno intymne sceny, jak i kontrowersyjną postać Einhorn (np.: Ace Of Hearts, Finkle & Einhorn). Całość okraszona jest poza tym sporą dawką sampli elektronicznych (dźwiękowych i chóralnych), oraz bitową “tapetą” mającą jak domniemam umelodyjnić ten score. Oczywiście Newborn nie uniknął popełnienia stricte ilustratorskiego, nużącego underscore. Wystarczy sięgnąć tylko do utworu Warehouse, czy Ace Of Hearts by się o tym przekonać na własnej skórze.

Ace Ventura: Psi Detektyw to czyste rzemiosło muzyczne. Rzemiosło które ma tylko jeden cel – prawidłowo funkcjonować w filmie. Cel ten, w moim mniemaniu, został osiągnięty za co z resztą należy pochwalić kompozytora. Problem pojawi się natomiast gdy zechce nam się posłuchać tego poza obrazem. Nie ukrywam, że jest to mało autonomiczny materiał, materiał z którego radość czerpać będą głównie fani obrazu z sentymentem wspominający nienaturalne wybryki Ventury. Dlatego tylko im polecam tą płytkę.

Najnowsze recenzje

Komentarze