Szukaj: w


recenzje

Yves Saint Laurent




Francuskie kino dba o pamięć o swoich artystach. Nic dziwnego, skoro z tego kraju wywodzi się wiele ikon, a Paryż zawsze uchodził za światową stolicę mody. Wydaje się, że życiorysy sławnych projektantów są tak barwne i inspirujące, że filmowi twórcy tylko biją się ze sobą o palmę pierwszeństwa w przedstawieniu swojej wizji biografii danego artysty. Zaledwie kilka lat temu mogliśmy zapoznać się z interpretacją historii Coco Chanel w dwóch odsłonach, do których muzykę napisali Gabriel Yared i Alexandre Desplat, a i w tym roku czeka nas podwójna okazja do odkrycia losów Yves Saint Laurenta.

Nie powinien dziwić fakt, że do reżyserii zatrudniono Francuza, Jalila Lesperta, którego ojciec mieszkał w Algierii w czasach kolonialnych, podobnie jak młody Saint Laurent. Z kolei za warstwę dźwiękową odpowiada Ibrahim Maalouf, libański twórca jazzowy, trębacz, a także wykładowca prestiżowego Konserwatorium Paryskiego, które również sam ukończył. Muzyk nie wykonuje arabskiej klasyki, ale inspiruje się nią, stosując w swojej twórczości ćwierćtony - charakterystyczne dla muzyki z kręgu pochodzenia artysty. Jego ojciec, Nassim, będący uczniem słynnego Maurice’a André, stworzył dla syna specjalną trąbkę z czwartym wentylem, który obniża dźwięki o ćwierć tonu. Dzięki tak skonstruowanemu instrumentowi można zagrać arabskie makam.

Maalouf od dziecka marzył o tworzeniu muzyki filmowej, i choć jest autorem paru utworów do francuskiego filmu La crème de la crème oraz ma w swoim dorobku kilka projektów krótkometrażowych, to właśnie Yves Saint Laurent jest jego pierwszym dużym, spójnym, profesjonalnym dziełem w branży filmowej. Postawiono go przed dość trudnym zadaniem: komponowanie na orkiestrę nie ma zbyt wiele wspólnego z pisaniem jazzu. Poza tym, miał niewiele czasu na stworzenie oprawy muzycznej do filmu, bo ostatecznie dokonał tego w trakcie podróży do Azji. Niemniej jednak, udało mu się zwrócić na siebie uwagę reżysera i zostać jego współpracownikiem przy tym projekcie.

Choć da się w najnowszej jego pracy wyróżnić kilka melodii, to trudniej jest je precyzyjnie przypisać konkretnym bohaterom, miejscom czy wydarzeniom. Score ten nie jest typowym hollywoodzkim rzemiosłem, które z namiętnością używa lejtmotywów. Jest raczej kawałkiem stylowej tkaniny swobodnie otulającej obraz, co w kontekście tego filmu jest tym bardziej uzasadnione. Zdecydowanie bezpieczniej spróbować określić barwy, jakimi posługuje się kompozytor w celu scharakteryzowania postaci. Wrażliwa, artystyczna dusza młodego projektanta odzwierciedlona jest dźwiękami fortepianu. Z kolei przedsiębiorczy Pierre, który całe życie opiekował się dorobkiem partnera, dając geniuszowi wolność artystyczną, a samemu zajmując się przyziemnymi obowiązkami, reprezentowany jest poprzez solowe występy trąbki. Wielokrotnie oba te instrumenty przenikają się wzajemnie, podobnie jak losy dwóch bohaterów.

Album otwiera Oran, kompozycja zaaranżowana na orkiestrę i fortepian, występująca zarówno w charakterze tematu tytułowego bohatera, jak i przenosząca nas do jego domu rodzinnego w Algierii, gdzie przy aprobacie ze strony rodziny chłopak szlifuje talent. Ten sam motyw pojawi się później w utworze Défilé Christian Dior w scenie, gdy jako świeżo mianowany kierownik artystyczny w domu mody Dior prezentuje swoją pierwszą kolekcję, którą rzuca Paryż na kolana. Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki kompozytor ilustruje tę chwilę. Interpretowane z ogromną gracją i spokojem partie fortepianowe tworzą intymny nastrój, zachęcający do rozkoszowania się elegancją zaprojektowanych kreacji. W dużej mierze to właśnie muzyka wywołuje w nas poczucie, że znajdujemy się w tym elitarnym gronie, które jest świadkiem narodzin wielkiego artysty. Główny bohater znajduje się dopiero u progu swej kariery. Nie jest jeszcze dotknięty problemami emocjonalnymi, nałogami czy rozpustnym stylem życia. Utwór ten odzwierciedla nieśmiałość i wrażliwość dwudziestojednolatka, a wzrastający stopniowo udział orkiestry zwiastuje zbliżający się punkt kulminacyjny kolekcji – prezentację sukni ślubnej przez modelkę-muzę Victoire. Libańczyk analogicznie skonstruował utwór Défilé 1962 – zaczynając od fortepianowego preludium, a kończąc na smyczkowym wybuchu emocji, który towarzyszy sukcesowi pokazu.

W finałowym widowisku reżyser zdecydował się wykorzystać fragment słynnej opery La Wally w wykonaniu Marii Callas, którą Yves bardzo cenił. Może się to wydawać nieoczywiste, ale początkowo pokazy odbywały się bez muzyki, a Saint Laurent był ponoć pierwszym, który ten zabieg zastosował.

Zapewne te momenty triumfu nie miałyby miejsca, gdyby nie postać Pierre’a Bergé, który jest nie tylko jednym z protagonistów, ale i narratorem filmowej opowieści. Wkrótce po śmierci przyjaciela wydał tomik wspomnień Listy do Yvesa, których czytane przez jego odtwórcę, Guillaume’a Gallienne’a, fragmenty docierają do nas zza kadru. Autor publikacji próbuje pogodzić się z utratą ukochanego. W pierwszej scenie z jego udziałem widzimy starszego mężczyznę, siedzącego samotnie przy stoliku na balkonie z przepięknym widokiem na Paryż. Tym samym, przy którym przed laty spotykały się największe sławy świata mody. Następnie kieruje się na licytację pamiątek wspólnego, ponad pięćdziesięcioletniego życia. A to wszystko przy akompaniamencie Paris – kawałka opartego o solowy występ trąbki, wyzwalającego olbrzymie pokłady nostalgii.

Rola tego instrumentu jest niebagatelna. Motyw Pierre’a w dziarskim, jazzowym brzmieniu rozlega się podczas sekwencji otwarcia domu mody sygnowanego nazwiskiem Yves Saint Laurent. Jednakże ostatnie takty dynamicznego Paris Match, o którym tu mowa, wydają się gryźć z posępnym wyrazem twarzy głównego bohatera, stojącego w odosobnieniu. Maalouf z powodzeniem użył tego kontrastu, aby spolaryzować sylwetki obu mężczyzn. Yves niejednokrotnie jest przerażony występami przed szeroką publicznością. Dużo lepiej czuje się w zaciszu swego gabinetu z kartką papieru i ołówkiem. Zaś jego przebojowy partner życiowy i zawodowy doskonale odnajduje się w takich sytuacjach.

Ze względu na gatunek, w którym specjalizuje się na co dzień libański twórca, na ścieżce dźwiękowej nie mogło zabraknąć kompozycji jazzowych. Pojawiają się one raczej jako muzyczne tło paryskich prywatek i zabaw, niż w kontekście emocjonalnym. Należy wymienić tu Pierre et Victoire, czyli wolniejszą, stylową aranżację tematu Bergé podczas spotkania z przyjaciółką Yvesa; Visite de l’appartement ; czy też Sous les ponts w charakterze muzyki unoszącej się nad wodami Sekwany pod mostami, które pełniły rolę miejsca schadzek mężczyzn pragnących zaspokoić swoje potrzeby seksualne.

Gdyby ktoś oczekiwał od tego obrazu solidnej lekcji historii mody, może być nieco zawiedziony, gdyż dominuje przede wszystkim wątek miłości, tyle że homoseksualnej. Urocze, aczkolwiek nieco przesłodzone ujęcia pary spacerującej po paryskich ulicach oraz wymieniającej się namiętnymi pocałunkami w przejściach podziemnych i dokach, otrzymują nieco ckliwą interpretację motywu Pierre’a, tym razem na wiolonczelę. Jednak myli się ten, kto oczekiwał po bohaterach spokojnego, harmonijnego związku. Niewątpliwie, połączyła ich więź niezwykle trwała, choć specyficzna, bo oparta bardziej na lojalności niż wierności stricte fizycznej, o czym dobitnie świadczą słowa Yvesa skierowane do Pierre’a, od których swój początek ma utwór Pierre et Yves: „Kocham go, ale to Ty jesteś mężczyzną mojego życia”. Jest to kolejny przykład, gdzie trąbka i fortepian koegzystują ze sobą, opisując przy pomocy dźwięków dzieje dwóch kochanków. Ibrahim Maalouf wykorzystuje jeszcze jeden środek, aby zobrazować ich splecione losy. Wspomniane już wcześniej trzy utwory: Défilé 1962, Pierre et Yves, a także Backstage défilé 1976 rozpoczynają się od tego samego akordu. Ma to szczególne znaczenie w kontekście scen pokazów z 1962 i 1976 roku, ponieważ tym samym kompozytor uwzględnia również zawodowy charakter ich relacji. Zresztą Pierre nie występował wyłącznie w roli menadżera, ale łączył to zadanie z olbrzymimi pokładami wyrozumiałości, na przykład wobec hedonistycznych wybryków oraz z zapewnieniem wsparcia, gdy Saint Laurent gubił pewność siebie. Można powiedzieć, że trzymał rękę na pulsie i robi to po dziś dzień, bo warto wspomnieć, że dzieło Jalila Lesperta zostało przez niego w pełni zaakceptowane. Ba! Udostępnił filmowcom pilnie strzeżone, oryginalne suknie zaprojektowane przez YSL oraz powiedział do odtwórcy głównej roli, Pierre’a Nineya, takie słowa: „Widzę Yvesa”, co jest dla aktora chyba największym wyróżnieniem. Ten zaszczyt nie spotkał jednak twórców drugiej kinowej biografii, która miała swoją premierę na tegorocznym festiwalu w Cannes; ich czeka co najwyżej proces sądowy.

Przeważająca ilość utworów z półgodzinnego score’u, który stworzył Maalouf, przypada na pierwszą połowę filmu. W drugiej zaś dominują kawałki innych wykonawców. Na soundtracku pojawiają się dwie napisane specjalnie do tego filmu współczesne piosenki jazzowe Brisy Roché, które z doskonałością imitują klimat potańcówek i prywatek z tamtych lat. Sama artystka zaliczyła również krótki występ w filmie, wykonując jedną z nich: For One Moment. Kiedy YSL tworzy kultową kolekcję sukienek „Mondrian”, inspirowaną neoplastycznym dziełem holenderskiego malarza Pieta Mondriana pt. „Kompozycja z żółtym, niebieskim i czerwonym”, rozbrzmiewa dynamiczna piosenka Time Has Come Today The Chamber Brothers.

Romantyczne chwile w otwartej, pustej marokańskiej przestrzeni ilustruje utwór Lighthouse Patricka Watsona, którego subtelna fortepianowa aranżacja oraz poruszający tekst o poszukiwaniu światła pośród dziczy sprawia, że tak skonstruowana scena wydaje się niesamowicie uniwersalna. Ani ubrania dwóch mężczyzn, ani otaczająca ich, niepodległa ludzkiej ingerencji natura nie zdradzają epoki, w której żyli. Po prostu jesteśmy świadkami wyjątkowego uczucia i silnej więzi, która utrzymała obu bohaterów razem przez ponad półwiecze. Gdyby nawet zastąpić ich współczesną heteroseksualną parą, wydźwięk sceny pozostałby taki sam. Pozostałe, dynamiczne utwory: On the Road zespołu The Bossmen, Blind Alley od The Motions, Function Underground autorstwa We The People czy Looking for Love (Chromatics) mają za zadanie przenieść nas w kierunku lat siedemdziesiątych, czyli rewolucji seksualnej i obyczajowej, która też odnajduje swoją reprezentację w filmowych kadrach.

Mimo że autor muzyki nie wywrócił gatunku do góry nogami, to skomponował dzieło wyróżniające się w obrazie, perfekcyjnie odtworzył klimat lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, a także potrafił zinterpretować muzycznie relacje pomiędzy głównymi bohaterami. Jego muzyka jest lekka i subtelna, a zarazem wyrazista, bo potrafi zapaść w pamięci w trakcie seansu. Niestety nie zdołał się ustrzec przed nutą melodramatyzmu w warstwie lirycznej, ale nie jestem w stanie za ten drobny szczegół odjąć mu zbyt wielu punktów, podobnie jak za dużą ilość „obcych” piosenek na płycie, których zazwyczaj nie toleruję, a tutaj odpowiedni dobór materiału jednak robi swoje. Propozycja dla wrażliwców i miłośników jazzowych klimatów.



Autor recenzji:  Jarek Zawadzki
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Oran (1:15)
  • 2. For One Moment (4:09) – Brisa Roché
  • 3. Paris (3:12)
  • 4. Défilé Christian Dior (2:44)
  • 5. Staying In- Brisa Roché (4:14)
  • 6. Les quais (1:52)
  • 7. Visite de l’appartement (1:22)
  • 8. Paris Match (2:14)
  • 9. Défilé 1962 (3:58)
  • 10. Pierre et Victoire (1:14)
  • 11. Sous les ponts (2:27)
  • 12. Time Has Come Today (4:48) – The Chamber Brothers
  • 13. Lighthouse (4:46) – Patrick Watson
  • 14. On the Road (2:48) – The Bossmen
  • 15. Looking for Love (5:29) – Chromatics
  • 16. Blind Alley (3:04) – The Emotions
  • 17. La Traviata, Act I: ‘Libiam ne’ lieti calici’ (Alfredo, Chorus, Violetta) (4:09) – Maria Callas
  • 18. Tosca, Act II: ‘Vissi d’arte’ (3:16) – Maria Callas
  • 19. Function Underground (2:43) – We the People
  • 20. Pierre et Yves (4:33)
  • 21. Backstage défilé 1976 (2:42)
  • 22. La Wally, Act I: ‘Ebben?… Ne Andrò Lontana’ (4:49) – Maria Callas
  • 23. Générique fin ‘My Name’ (3:01)
  • 24. Générique fin Paris Match Version (2:25)
Czas trwania: 77:00
Komentarze
Mieszko 2014-06-22
11:30
Do filmu muzyka zapewne pasuje, lecz na płycie to galimatias. Prawdziwy miszmasz, który kompletnie burzy spójność albumu i sięga apogeum między 10. a 20. trackiem. Otrzymałem masę utworów zupełnie wyrwanych z kontekstu. Materiał na krążku rozbity pod względem stylistycznym w taki sposób, że brakuje słów. Za sam score (poprawny) Ibrahima Maaloufa dam tróję, ale za całość (77 minut - zdecydowanie za długo!) 2 z plusem.
Mefisto 2014-07-06
18:53
Album to straszny misz-masz, niespecjalnie słuchalny. Muzyka sama w sobie przeciętna, w większości zapomina się ją już w trakcie odsłuchu. Ale niech będzie trója, bo filmu nie znam.
hp_gof 2014-07-14
22:04
Pisałem tę recenzję z naciskiem na aspekt działania muzyki w filmie, zastanawiałem się nad oceną ogólną o połówkę niższą, ale jednak uległem emocjom, zdając sobie sprawę z tego, że nie jest to muzyka ani wyjątkowo oryginalna, ani wybitna. Jeśli chodzi o ocenę płyty, postanowiłem pominąć jej chaotyczność i przeplatanie piosenkami. Skupiłem się na walorach samego score'u w oderwaniu od obrazu. No i wyszła ocena mocno subiektywna, ale poparta argumentami, więc chyba uzasadniona. W sumie mam do tego prawo ;)

Yves Saint Laurent

Kompozytor:

  • Ibrahim Maalouf

Dyrygent:

  • Ibrahim Maalouf

Soliści:

  • Ibrahim Maalouf (trąbka i fortepian)
  • Sebastian Surel (skrzypce)
  • Flore-Anne Brosseau (altówka)
  • Christophe Morin (wiolonczela)
  • David Defiez (waltornia)
  • Luc Rousselle (trąbka)

Wydawca:

  • IDOL (2014)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie