Szukaj: w


recenzje

Snowman, the (Pierwszy śnieg)



Bałwan. Tak powinno brzmieć polskie tłumaczenie filmu Thomasa Alfredsona, The Snowman. Wtedy każdy widz wchodzący do sali kinowej, nad którą widniałby właśnie tekst "Bałwan", miałby świadomość do jakiego typu odbiorcy kierowane jest ów wątpliwe dzieło. Aż dziwne, że wychodzi ono z rąk twórcy kultowego Szpiega. Pierwszy śnieg oparty na bestsellerowej powieści norweskiego pisarza, Jo Nesbo, okazał się nieudolnie zrealizowanym, wątpliwej jakości widowiskiem z kiepsko zarysowaną intrygą. I co ciekawe, najbardziej irytujące w tym filmie nie jest powolne, nużące tempo prowadzonej narracji, ale nijakie, absolutnie nieangażujące postaci z kreacją Michaela Fassbendera na czele. Budowane z wielkim mozołem napięcie prowadzi do zaskakującego zwrotu akcji, wieńczonego apatyczną konfrontacją i jeszcze mniej frapującym epilogiem. Wszystko to sprawia, że obraz Alfredsona jawi się jako nieprzemyślany, niedopracowany twór. Zresztą sam reżyser tłumaczył się ograniczoną ilością dni zdjęciowych i licznymi problemami postprodukcyjnymi. Jaki jest więc sens w podejmowaniu tego typu działań i ścigania się z czasem za wszelką cenę? Na to pytanie niech odpowiedzą sobie producenci notujący olbrzymie straty finansowe po pierwszych tygodniach wyświetlania obrazu.

I po raz kolejny szczęścia w angażu do kasowego hitu nie miał tutaj kompozytor ścieżki dźwiękowej, Marco Beltrami. Odcinający się od tej smutnej tendencji Logan, okazał się tylko wyjątkiem długofalowego procesu popadania w box-office’ową nisze. Paradoksalnie, to właśnie finansowo-artystyczne blamaże obrazów, do jakich komponuje Beltrami, uwalniają w nim największe pokłady kreatywności. Przykładów można mnożyć, ale wystarczy przywołać sprawę Ben-Hura, gdzie właśnie muzyka wyrastała na jeden z mocniejszych elementów tego filmu. Wyważona emocjonalnie, podchodząca z wielkim poszanowaniem do przestrzeni, odnajdywała się dokładnie tam, gdzie powinna. To samo możemy powiedzieć o oprawie muzycznej do Logana. Ascetyczne granie z równie surową (żeby nie powiedzieć jałową) bazą tematyczną, przełożyły się na zaskakująco dobrą komitywę z pustynną scenerią ostatniego filmu o Wolverine. Czy równie skutecznie radzi sobie oprawa muzyczna Beltramiego w Pierwszym śniegu?

Jeżeli za wyznacznik jakości przyjmiemy stopień funkcjonalności ścieżki dźwiękowej, wtedy faktycznie możemy powiedzieć o pewnego rodzaju sukcesie. Muzyka Beltramiego jest integralną częścią filmowej opowieści, choć nie wpływa w znaczmy stopniu na jej treść. Wydaje się transparentnym katalizatorem dosyć słabo wyeksponowanej dramaturgii, ale swoją największą moc sprawczą ma w zderzeniu ze scenerią toczącej się akcji. Spowite półmrokiem i przykryte śniegiem norweskie, rozległe plenery, idealnie komponują się z atmosferycznym soundtrackiem Amerykanina. Zanurzone w minorowej tonacji tekstury, dosyć często odwołują się do elektronicznych form muzycznego wyrazu, ale podstawą tego klimatycznego, dusznego grania, w dalszym ciągu są smyczkowe i fortepianowe ostinata. Po raz kolejny Beltrami stroni tutaj od zbyt intensywnego wypełniania przestrzeni dźwiękowej. Skupiając się na kilku tylko elementach faktury muzycznej, bawi się nimi, dając jednocześnie sposobność do odpowiedniego wyeksponowania każdego elementu tej muzycznej układanki.


Wyjątek stanowią utwory akcji, które okraszono odpowiednią porcją dynamiki i polifonii. Takowa związana jest nie tylko ze zwiększoną aktywnością sekcji dętej i perkusjonaliów, ale również całego zaplecza elektronicznych sampli. Baza rytmiczna utworów akcji wydaje się najbardziej pretensjonalnym elementem oprawy muzycznej do Pierwszego śniegu. Całe szczęście partytura nie epatuje zbyt dużą ilością takich fragmentów. Właściwie tylko dwie sceny ulegają presji natarczywego dynamizowania akcji, a są nimi prolog oraz epilog filmu Alfredsona. Pozostała część oprawy wydaje się idealnym tłem do prowadzonego przez głównego bohatera, policyjnego proceduralu. I jak można się spodziewać, nie jest to zbyt inspirujące, zapadające w pamięć granie. Choć muzyka Beltramiego wykonuje w filmie całkiem dobrą robotę, to w ostatecznym rozrachunku jest ona tylko tłem do dziejących się na ekranie wydarzeń. Dodatkowym mankamentem umniejszającym rolę muzyki jest dźwiękowy miks, traktujący ją jako jeden z mniej istotnych elementów sfery audytywnej. Trudno więc, aby wychodzący z kina widz wzbudził w sobie większe zafascynowanie stworzoną przez Beltramiego ilustracją muzyczną.

Mimo wszystko amerykańska wytwórnia Back Lot Music wzięła sprawę w swoje ręce, wydając na tamtejszym rynku niespełna 50-minutowy soundtrack. Na krążku znalazła się większa część zarejestrowanego na potrzeby filmu materiału, ale w zupełności wyczerpująca jego potencjał. Czasami aż za bardzo, bowiem czas spędzony przy ścieżce dźwiękowej Marco Beltramiego potrafi się dłużyć. Winna jest tutaj nie tylko konstrukcja oprawy muzycznej, ale i treść – monochromatyczna, pozbawioną większego kolorytu w stosowanych środkach muzycznego wyrazu i stosunkowo uboga pod względem tematycznym. Siłą pociągową jest liryczny, smutny motyw przypisany Harry’emu Hole. Melodia, choć trafnie punktująca w przygnębiający wizerunek zapijaczonego detektywa, nie jest sprawnym narzędziem w kreowaniu dramaturgii. To samo można powiedzieć o temacie grozy wpisującym się w standardy gatunkowe Beltramiego. Wypełniające pozostałą przestrzeń tekstury i fragmenty akcji nie budzą również większych emocji. Takowych dostarcza (tradycyjnie u tego kompozytora) sposób gospodarowania przestrzenią, odpowiedni dobór instrumentarium oraz świetny miks, pozwalający czerpać przyjemność z każdego detalu nagrania. Ale czy to wystarczy, by skusić potencjalnego odbiorcę do zakupu rzeczonego soundtacku?

Wątpię. Na rynku soundtrackowym funkcjonuje mnóstwo podobnie brzmiących prac podpisanych nazwiskiem Beltramiego. Albumów, z których dostępnością nie ma większego problemu. Pod względem artystycznym i estetycznym Pierwszy śniegAmerykanina poziom, ale w ostatecznym rozrachunku jawi się jako poprawne, funkcjonalne rzemiosło, napisane ze szkiełkiem w oku, ale zimnym sercem.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1 Main Titles (3:30)
  • 2 Building a Snowman (3:04)
  • 3 Down the Harry Hole (2:25)
  • 4 Rafto Investigates (1:57)
  • 5 Snow Stalking (2:01)
  • 6 Studying Source (3:11)
  • 7 Bumming a Ride (1:05)
  • 8 Rafto on the Case (2:34)
  • 9 Dr. Red Herring (1:09)
  • 10 Bridge to Chicken (1:51)
  • 11 Sylvia's Death (1:37)
  • 12 Harry Leaves for Bergen (1:41)
  • 13 Arriving in Bergen (1:07)
  • 14 Raftos Visiter (1:47)
  • 15 Finding Vetlesen (2:47)
  • 16 Searching for Katrine (1:09)
  • 17 Lady Vengeance (1:31)
  • 18 Finding Katrine (1:24)
  • 19 Car Chase (2:30)
  • 20 In Search of (1:39)
  • 21 After Shock (1:24)
  • 22 Ice Wide Shut (2:18)
  • 23 Barn Find (2:16)
  • 24 The Hole Family (1:21)
  • 25 Carillon My Wayward Son (2:22)
Czas trwania: 49:40
Komentarze

Snowman, the (Pierwszy śnieg)

Kompozytor:

  • Marco Beltrami

Muzyka dodatkowa:

  • Brandon Roberts
  • MArcus Trumpp
  • Miles Hankins
  • Dennis Smith

Dyrygent:

  • Mark Graham

Orkiestrator:

  • Mark Graham
  • Rossano Galante
  • Danna Niu
  • Richard Bronskill

Wykonawcy:

  • Chamber Orchestra of London

Wydawca:

  • Back Lot Music (2017)

Producent:

  • Marco Beltrami

R E K L A M A







NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl

 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2017 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie