Szukaj: w


recenzje

Logan's Run (Ucieczka Logana)



Wśród kompozytorów muzyki filmowej, którzy elektronikę niejako wprowadzili do tego gatunku, należałoby wymienić między innymi Jerry’ego Goldsmitha. Z pierwszymi sztucznie przetworzonymi dźwiękami próbował swoich sił jeszcze w latach 60., ale dopiero dwie dekady później elektronika w pełnym tego słowa znaczeniu na stałe zadomowiła się w warsztacie amerykańskiego kompozytora. Poszukując swoistego rodzaju „punktu zwrotnego”, od którego Goldsmith rozpoczął intensywne eksperymentowanie z syntetycznym brzmieniem, w pierwszej kolejności na myśl nasuwa się kinowy Star Trek. Ale mało kto pamięta o innym klasyku kina s-f, którego w 1976 roku oprawił muzycznie Jerry Goldsmith. Tym filmem była Ucieczka Logana (Logan’s Run).

Witajcie w XXIII wieku. W idyllicznym, zamkniętym pod ogromną kopułą, hedonistycznym społeczeństwie. Dbałość o piękno i korzystanie z wszelkich uciech życia jest jedynym celem istnienia młodych ludzi. Brzmi kusząco? Otóż żeby nie było tak pięknie, to nad całą społecznością ciąży jedna bezwzględna reguła – po 30 roku życia każdy udaje się na przymusową „reinkarnację”. Jeden ze strażników desygnowanych do pilnowania porządku i łapania tzw. „uciekinierów” – Logan 5 – odkrywa, że owa reinkarnacja jest w istocie uśmiercaniem starzejących się jednostek. I tutaj zaczyna się emocjonująca, tytułowa ucieczka naszego bohatera, oczywiście w towarzystwie pięknej Jessici 6. Odkrywając bogactwo świata poza hermetycznie zamkniętą kopułą, poznają też naturę kłamstwa, jakim karmieni byli od dziecka. Wciągający film Michaela Andersona doceniła nie tylko licznie stawiająca się do kin widownia (zrealizowany za niespełna 10 mln $, w samych Stanach Zjednoczonych zdołał zarobić prawie trzy razy tyle), ale i gremia przyznające nagrody. W istocie fabułę tego widowiska oparto na powieści stworzonej przez Williama F. Nolana i George’a Claytona Johnsona. A po sukcesie filmu jeszcze w tym samym roku rozpoczęto produkcję serialu telewizyjnego, który w 24 odcinkach opowiadał o kolejnych wyprawach i przygodach tytułowego Logana. Wśród czerwcowych premier roku 1976, Ucieczka Logana nie zdołała tylko pokonać horroru Omen, do którego, jak doskonale wiemy, oprawę muzyczną skonstruował również Jerry Goldsmith. I to właśnie ta druga praca przetrwała próbę czasu, jako niekwestionowany klasyk w dorobku amerykańskiego kompozytora.

Ucieczka Logana prezentowała zdecydowanie inną jakość i filozofię opisywania filmowej rzeczywistości. Niemniej jednak, to właśnie niekonwencjonalne brzmienie uplasowało tę kompozycję w szeregu najbardziej przełomowych dla kariery Jerry’ego Goldsmitha. Angaż tego kompozytora do Ucieczki nie był kwestią przypadku, bo gdy sięgniemy wstecz do takich prac, jak Planeta małp, czy Ilustrowany człowiek, wtedy z łatwością przekonamy się, że nietuzinkowe historie zawsze popychały Amerykanina do daleko idących eksperymentów. Nie tylko w poszukiwaniu odpowiedniego tonu, czy tematyki. Także w zakresie konkretnego instrumentarium i roli, jaką mogłaby w tym wszystkim odegrać elektronika. A gdzie szukać wdzięczniejszego pola do zaistnienia takowej, jak nie utopijna wizja futurystycznego, pozbawionego znanej nam moralności, świata? Wydumane scenografie, kostiumy i zrealizowane z niemałą pedanterią efekty wizualne, dały sposobność do wyprowadzenia adekwatnych, nowatorskich rozwiązań. Nie są one w rękach kompozytora narzędziem pozwalającym doznać zachwytu stylem życia tej społeczności. Syntetyczne dźwięki zaklęte w trzynutowym, ponurym motywie, stawiają odbiorcę w roli biernego obserwatora – troszkę z niedowierzaniem patrzącego na wszystkie wydarzenia. I słusznie, bo gdy na jaw wychodzą pierwsze skazy tego „idealnego” świata, elektronika rozstaje się z melodyką na dobre, serwując słuchaczowi całą kanonadę piskliwych, czasami uporczywych dźwięków, wprowadzających w strukturę ścieżki dźwiękowej sporą porcję chaosu. Techno-thriller dosyć szybko rewidowany jest przez pierwsze liryczne fragmenty wyrastające pomiędzy postacią tytułowego Logana, a Jessicą. To właśnie przypadkowe nawiązanie relacji miedzy tymi dwoma postaciami prowadzi do całej spirali wydarzeń zmieniających nastawienie Logana do społeczności, której służy. Moment opuszczenia idyllicznego Miasta jest ostatecznym zerwaniem z ekspresyjną, natarczywą elektroniką. Poznawanie opuszczonego, ale stale pięknego świata, pozwala kompozytorowi wrócić do klasycznego, orkiestrowego opisywania wydarzeń. Nie liczmy jednak na zbytnią wylewność pod tym względem. Cała ilustracja zdaje się koncentrować wokół relacji dwójki uciekinierów z przypadkowo spotkanym starcem. Kiedy postanawiają oni powrócić do miasta-kopuły, by opowiedzieć wszystkim o świecie na zewnątrz, kompozytor zmuszony jest po raz kolejny sięgnąć po natarczywą elektronikę. Chwila grozy wieńczona jest powrotem do miłosnej melodii, która w pięknym, symfonicznym ornamencie kończy naszą filmową wycieczkę do XXIII wieku.


Ścieżka dźwiękowa do Ucieczki Logana została opublikowana na płycie winylowej jeszcze w tym samym roku, kiedy film pojawił się na ekranach kinowych w Stanach Zjednoczonych. Materiał tam zgromadzony trwał niewiele ponad 40 minut i zawierał selekcję dwunastu najbardziej reprezentatywnych utworów oryginalnej, ponad siedemdziesięciominutowej oprawy muzycznej. Ten sam program posłużył później w licznych wznowieniach na płytach CD. Dopiero w roku 2002 nakładem wytwórni FSM ukazał się kompletny, zremasterowany score, zaprezentowany w filmowej chronologii. Warto tylko nadmienić, że po przekazaniu praw autorskich do Warner Bros., w roku 2015 ten sam materiał przedstawiono na budżetowym wznowieniu WaterTower Music. Tzw. „manufactured on demand” ręcznie nagrywany CD-R, nijak można porównać do pięknie wydanego, limitowanego do 3 tysięcy egzemplarzy, albumu od Film Score Monthly.

Niestety nawet najbardziej kusząca oprawa graficzna i pedantycznie dokonany remaster nie będą w stanie zrekompensować wielu niedogodności wynikających z charakteru tej muzyki. Dosyć topornej, szorstkiej w brzmieniu i stroniącej od ładnej i klarownej tematyki, tudzież fundamentu prac Jerry’ego Goldsmitha. Takowe odsłaniane są przed nami stopniowo – w miarę rozwoju wydarzeń i odkrywania kolejnych wątków. Niestety większość utworów skonstruowanych na potrzeby pierwszych kilkudziesięciu minut widowiska Michaela Andersona jest trudnym w odbiorze, atonalnym bełkotem, który poza filmowym punktem odniesienia nie ma większej racji bytu. Okraszone piskliwymi smyczkami, natarczywe sample, skutecznie odbierają chęć poznawania dalszej części soundtracku.

Myślę, że warto przeczekać ten toporny wstęp, aby zanurzyć się w troszkę bardziej okiełznanej, napisanej z niemałym rozmachem, ilustracji scen rozgrywających się już poza futurystycznym miastem. Goldsmith uwalnia tam cały potencjał swojego unikatowego warsztatu. Mamy więc sporą porcję ciepłej liryki z motywem dwójki uciekinierów na czele. Nie stanowi on jednak centrum oprawy, wokół której nawarstwiane są kolejne aranże melodyczne. A jako że Logan i Jessica odkrywają ten świat wraz z widzami, ilustracja muzyczna również zaczyna podążać za ich dziecięcą ciekawością, czy niezrozumieniem otoczenia. Dźwiękonaśladowcze zabiegi wsparte sporą porcją miłej dla ucha symfoniki systematycznie rewidowane są przez motyw grozy. Jest on związany z wątkiem Francisa – strażnika, który ściga Logana i Jessicę. Siłą rzeczy prowadzi to do konfliktu, który w krótkiej, kilkuminutowej scenie batalistycznej prezentuje wszystko, co w muzyce akcji Goldsmitha najlepsze. Od tego momentu każdy kolejny fragment będzie tylko przedłużeniem wcześniej wyprowadzonych pomysłów. Idealnym zwieńczeniem tej przygody jest suita tematyczna prezentująca koncertową wersję motywu miłosnego Logana i Jessici.

Jak wyżej wspomniałem, nie jest to ścieżka dźwiękowa dla przypadkowego odbiorcy. Miłośnicy łatwych w odbiorze prac Jerry’ego Goldsmitha będą mieli pod górkę z Ucieczką Logana. Przyznam, że sam dosyć długo przekonywałem się do tej kompozycji i aby przejść do porządku dziennego z jej treścią, musiałem sięgnąć po film Michaela Andersona. Nie wiem, czy nie lepszym sposobem na docenienie tej muzyki byłoby właśnie zderzenie się z tą partyturą w kontekście filmowym. Z jednej strony będzie to doskonale zagospodarowany czas z klasyką gatunkowej fantastyki, a z drugiej rzuci światło na czasami dziwaczne eksperymenty amerykańskiego kompozytora.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. The Dome/The City/Nursery (03:05)
  • 2. Flameout (03:23)
  • 3. Fatal Games (02:26)
  • 4. On the Circuit (03:49)
  • 5. The Assignment/Lost Years (05:59)
  • 6. She'll Do It/Let Me Help (02:41)
  • 7. Crazy Ideas (02:38)
  • 8. A Little Muscle (02:22)
  • 9. Terminated in Cathedral (01:28)
  • 10. Intensive Care (03:00)
  • 11. Love Shop (03:43)
  • 12. They're Watching/Doc is Dead (02:45)
  • 13. The Key/Box (04:22)
  • 14. Ice Sculpture (03:35)
  • 15. The Sun (02:15)
  • 16. The Monument (08:12)
  • 17. The Truth (02:03)
  • 18. You're Renewed (02:58)
  • 19. The Journey Back/The Beach (01:36)
  • 20. Return to the City/Apprehensions (02:30)
  • 21. The Interrogation (03:58)
  • 22. End of the City (02:23)
  • 23. Love Theme from "Logan's Run" (02:27)
Czas trwania: 73:38
Komentarze

Logan

Kompozytor:

  • Jerry Goldsmith

Dyrygent:

  • Jerry Goldsmith

Orkiestrator:

  • Arthur Morton

Wydawca:

  • Film Score Monthly (1976 / 2002)

Producent:

  • Lukas Kendall

R E K L A M A







NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl

 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2017 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie