Szukaj: w


recenzje

Circle, the (Krąg)



Wydawać by się mogło, że żyjemy w czasach wielkiego poszanowania do wolności w szerokim tego słowa znaczeniu. Nic bardziej mylnego. Dynamicznie rozwijająca się technologia z jednej strony ułatwia nam życie, z drugiej daje większe możliwości kontroli każdego aspektu naszego funkcjonowania. Nie jest to nic nowego. Chyba każdy doskonale zdaje sobie sprawę z udogodnień i wielkich zagrożeń kryjących się za stale postępująca informatyzacją społeczeństwa. Od dawna zwracają na to uwagę również filmowcy – zarówno ci działający w wielkim formacie, jak i niszowi twórcy starający się treścią nadrabiać swoje skąpe budżety. Po bardzo udanym Nerve, które w zeszłym roku zrobiło sporo pozytywnego szumu na międzynarodowych rynkach, do kin wychodzi kolejny techno-thriller, Krąg. Oparty na bestsellerowej powieści Dave’a Eggersa, opowiada o młodej dziewczynie, która otrzymuje pracę swoich marzeń w wielkiej korporacji informatycznej. The Circle jest niczym innym, jak filmową fantasmagorią na temat technologiczno-rynkowych aspiracji pewnego giganta z Kalifornii. Na czele tej fikcyjnej firmy stoi ambitny wizjoner, Eamon Bailey, którego chęć sprawowania kontroli nad społeczeństwem w pewnym momencie wymyka się spod kontroli. Oglądając film Jamesa Ponsoldta nie można nie odnieść wrażenia, jakoby cała produkcja wymknęła się spod kontroli producentów. Ciekawie (ponoć) skontrowaną, książkową fabułę, przepoczwarzono w totalnie nudne i wtórne widowisko, które ma problem z utrzymaniem uwagi widza na dłużej niż pół godziny. Historia absolutnie nie intryguje, a bohaterowie (mimo gwiazdorskiej obsady) snują się po planie beznamiętnie wykonując zawarte w scenariuszu polecenia. Szkoda, bo tego typu kino zawsze zostawiało widza z jakąś refleksją, pozwalając przy okazji docenić wybrane elementy produkcji. Krąg nie zachwyca ani od strony wizualnej, ani aktorskiej, ani tym bardziej scenariuszowej. Nie powala również od strony muzycznej.

Do skomponowania ścieżki dźwiękowej zatrudniony został Danny Elfman, który już od dobrych kilku lat wydaje się znudzony swoim rzemiosłem. Na pewnym etapie swojej kariery zaczął stopniowo odsuwać się od wielkich superprodukcji, zostawiając w tle nawet swoją wieloletnią współpracę z Timem Burtonem. W jego repertuarze zaczęły pojawiać się tytuły dosyć niszowe, wśród których królują ekranizacje książkowych bestsellerów. O ile zatem oprawy muzyczne do filmowego Greya poczytać można jako pewnego rodzaju sukces, o tyle dwa kolejne projekty: Dziewczyna z pociągu oraz Krąg, to już niejako błądzenie po omacku. W obu przypadkach Danny Elfman postanowił odstawić orkiestrę na bok, zwracając się ku bardziej elektronicznym formom budowania muzycznej narracji. Stworzona w ten sposób ścieżka dźwiękowa do Dziewczyny z pociągu w żadnym stopniu nie intrygowała, choć z pewnych ilustracyjnych powinności, trzeba przyznać, wywiązywała się. A jak pod tym względem wypadł Krąg?

W moim odczuciu trochę gorzej. Szukając jakiegoś uniwersalnego sposobu opisywania filmowych wydarzeń, Danny Elfman udał się w najbardziej sztampowe rozwiązania współczesnej muzyki filmowej. Dosyć kameralną, ambientową ilustrację, ocierającą się miejscami o sound designerską teksturę rodem ze stajni Reznora i Rossa okrasił modnymi ostatnio retro-stylizacjami i dosłownie symbolicznymi akcentami orkiestrowymi. Paradoksalnie, powyższa formuła nie wydaje się wcale złym rozwiązaniem, o tyle, o ile posługujący się nią kompozytor czuje przysłowiowy „flow”. Oglądając Krąg i przysłuchując się dosyć kiepsko wkomponowanej ilustracji muzycznej, odniosłem zupełnie odwrotne wrażenie. Jeżeli bowiem tworzenie ponurej, smętnej atmosfery wychodziło Elfmanowi całkiem dobrze, to już zbaczanie w kierunku retro-elektronicznych form budowania muzycznej narracji skutecznie zniwelowało ten wysiłek. Amerykański kompozytor kompletnie się w tym nie odnalazł, tworząc między poszczególnymi sferami działania swojej muzyki, spory dysonans. Odbija się to nie tylko na szeroko pojętej estetyce, ale i funkcjonalności całej ścieżki dźwiękowej, której daleko od ideału. Nie dość, że w filmie pełni dosyć marginalną rolę przez licznie pojawiające się piosenki, to na dodatek, kiedy już ma okazję wybrzmieć, czyni to bez jakiejkolwiek ingerencji w dramaturgię. Z kolei, co warto podkreślić, nienajgorzej radzi sobie z dynamiką montażu niektórych scen, kiedy w ruch idą rytmiczne, pulsujące tekstury. Towarzyszące im sample z różnym skutkiem próbują podkreślać techno-realia, w jakich osadzono głównych bohaterów. Tylko czy jeden dobrze spasowany element pozwoli zachwycić się całą, jakby niechlujnie wykonaną układanką?


Jeżeli sam film nie dostarczy odpowiedzi na powyższe pytanie, to już na pewno zrobi to przygoda z albumem soundtrackowym wydanym nakładem Sony Music. Albumem nie rozdrabniającym się nad treścią, bo zamykającym cały czas prezentacji w optymalnych 40 minutach (z bonusami!). Niemniej jednak trudno nazwać te niespełna trzy kwadranse pasjonującym doświadczeniem odsłuchowym. W całym gatunkowym bogactwie łatwo wpadających w ucho melodii i świetnie zaaranżowanych utworów odwołujących się do synthwave’owej stylistyki, proponowana przez Elfmana muzyka wydaje się tylko bladym cieniem gatunkowych highlightów. Jakimś nie do końca dopracowanym tworem cierpiącym na chroniczny brak myśli przewodniej.

Przekonujemy się o tym już na samym początku wertowania zawartości soundtracku. Pomimo obecności tematu przewodniego, odnoszącego się do głównej bohaterki i jej przygody z firmą Circle, nie można powiedzieć, że pełni on funkcję jakiegoś spoiwa ujednolicającego treść. Krótkie, bo kilkudziesięciosekundowe utwory bardziej przemawiają jako odrębne twory – swoistego rodzaju jingle punktujące wybrane sceny. Nie jest to winą samego kompozytora, ale specyfiki tego typu oszczędnych w formie ścieżek dźwiękowych. Ma to jednak swój wpływ na odbiór całości. Na znużenie, które dopada słuchacza po wysłuchaniu zaledwie kilku utworów ukierunkowanych w głównej mierze na budowanie nastrojów i dyktowanie tempa dosyć mizernie klejonej akcji. Na plus takiego postrzegania filmu zaliczyć można to, że Elfman stara się nie tracić kontaktu z szeroko pojętą melodyką. Nawet jeżeli będzie to snujący się leniwie dźwięk opatrzony równie senną rytmiką – zawsze definiowany jest przez jakiś przykuwający uwagę element. Czyni to rzecz jasna z różnym powodzeniem. W jednej chwili wchodzi w buty synthwave’owych wirtuozów, by innym razem eksperymentować z sound designerskimi teksturami. Przy wspomnianym wyżej rozdrobnieniu utworów potrafi to solidnie zmęczyć. Dlatego też z nieskrywaną ulgą witamy na horyzoncie piosenkę Simple Gifts kończącą właściwą część soundtracku. Na tym jednak nie kończą się nasze wojaże po muzycznej zawartości krążka. Wydawcy przygotowali bowiem trzy bonusowe kawałki, których treść nie odbiega zasadniczo od tego, co mogliśmy wcześniej usłyszeć.

Kończąc tę nierówną walkę z wszechogarniającym słuchacza znużeniem, naprawdę trudno wzbudzić w sobie chęć powrotu do tak skonstruowanego słuchowiska. Ścieżka dźwiękowa do Kręgu z pewnością ukontentuje słuchaczy, którzy cenią sobie kameralną, nastrojową muzykę, niekoniecznie bijącą blaskiem symfonicznego kolorytu i emocjonalnej głębi. Niemniej jednak w panoramie dotychczasowych osiągnięć Danny’ego Elfmana, Krąg wydaje się tylko kolejnym projektem zmarnowanej szansy, obok którego większość odbiorców przejdzie z obojętnością. Szkoda patrzeć, jak święcący niegdyś triumfy, bardzo utalentowany twórca, rozmienia się teraz na drobne. Absolutnie nic nie mam do gatunku z jakiego czerpie amerykański kompozytor, ale obok chęci zmierzenia się z jakimś nowym wyzwaniem potrzeba również determinacji, by nie położyć projektu. A odnoszę wrażenie, że takowej już od jakiegoś czasu brakuje Elfmanowi.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Into a Circle (1:00)
  • 2. Wonderland (2:01)
  • 3. Happy Little Robots (1:33)
  • 4. Inner Sanctum (1:26)
  • 5. Lonely Kayak (0:57)
  • 6. Aftermath (2:51)
  • 7. Upgrade (0:45)
  • 8. Panic Text (2:05)
  • 9. Conspiracy (1:18)
  • 10. Chasing Amy (0:45)
  • 11. Fog Attack (1:36)
  • 12. Stolen Kayak (2:52)
  • 13. Finding Mercer (3:02)
  • 14. Toilet Talk (1:15)
  • 15. Intake (2:06)
  • 16. Ascension (1:03)
  • 17. Mae Takes Over (4:24)
  • 18. Simple Gifts – Jónsi (4:41)
  • 19. More Happy Little Robots (Bonus Track) (2:19)
  • 20. Return to Wonderland (Bonus Track) (1:34)
  • 21. Happy Love Theme (Bonus Track) (1:11)
Czas trwania: 40:29
Komentarze
Roman 2017-06-10
19:15
Też mnie szlag trafia, że prawie do każdego filmu muzykę"tworzą"już lamy z RCP. A gdy wreszcie pojawia się score, który robi kompozytor nie związany z tym szajsem, następuje rozczarowanie, bo ścieżka jest g..no warta.
griev82 2017-06-11
20:41
Czemu to jest tak jakoś podobne do muzyki Cliffa Martineza z The Knick???? Albo mi słoń na ucho nadepnął albo np. taki czwarty utwór to jakaś kalka z Martineza...
griev82 2017-06-11
21:22
W sumie wszystkie utwory to kalka.... jakby ktoś potasował w różnej kolejności utwory z The Knick (z obu sezonów) i z The Circle to pewnie by się nie skapował kiedy jest utwór jednego a kiedy drugiego kompozytora.
Mystery 2017-07-23
18:13
Średnio, na raz, ale mija bezboleśnie i w sumie nieźle wpisuje się w obraz, może nie jako nośnik emocji, ale pasował mi do tych wszelkich cyfrowych i tekstowych wiadomości wypełniających co raz ekran.

Circle, the (Krąg)

Kompozytor:

  • Danny Elfman

Muzyka dodatkowa:

  • Jón Þór Birgisson

Orkiestrator:

  • Steve Bartek

Soliści:

  • Petra Haden (wokal)

Wydawca:

  • Sony Music (2017)

Producent:

  • Danny Elfman
  • Jason Markey

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl

 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2017 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie