Szukaj: w


recenzje

Hyôryu Kyôshitsu (The Drifting Classroom)


Gdy zastanowimy się nad reżyserami z którymi współpracował Joe Hisaishi pierwsi do głowy przyjdą nam oczywiście Hayao Miyazaki i Takeshi Kitano. Jednak nie byli to jedyni twórcy z którymi kompozytor nawiązał dłuższą kolaborację. Nieco na uboczu wspomnianej wyżej dwójki stoi Nobuhiko Obayashi, który zapisał się na kartach historii japońskiej kinematografii przede wszystkim niezwykłym i szalonym horrorem Hausu (Dom) z 1977 roku. Hisaishi w latach 1987-1994 napisał muzykę do pięciu z jego filmów, choć nie były to wszystkie produkcje, które w tym przedziale czasowym nakręcił Obayashi. Ich wspólne projekty były przede wszystkim dramatami i filmami familijnymi na które dziś już bardzo ciężko natrafić – wszak gro z nich nawet na lokalnym poletku nie odniosło wielkich sukcesów. Jakkolwiek sam fakt, że na liście prac figuruje Joe Hisaishi – który owym czasie dzięki współpracy z Miyazakim dopiero wypływał na szerokie wody – sprawia, że obok tych tytułów nie przechodzi się z całkowitym zobojętnieniem. Pierwszym wspólnym projektem Hisaishiego i Obayashiego było Hyôryu Kyôshitsu (The Drifting Classroom) – adaptacja mangi Kazuo Umezu o tym samym tytule.

W porównaniu do pierwowzoru film Obayashiego jest dużo łagodniejszy, albowiem oryginał cechuje wiele elementów horroru, które zostały wycofane z ekranizacji. Obraz opowiada historię grupki uczniów z międzynarodowego liceum, którzy zostają przeniesieni w czasie i przestrzeni. Aby przeżyć w świecie do którego trafili – obcym i pustynnym – będą musieli się nauczyć współpracować. Do tej dość schematycznej – ale za to niepozbawionej całkiem ciekawych efektów specjalnych – familijnej produkcji muzykę napisał Joe Hisaishi. Jednak co ciekawe nie spoczywało na nim tylko zadanie skomponowania muzyki, ale także aranżacja utworów innych twórców. Piosenki napisał Khyohei Tsutsumi, a temat miłosny sam reżyser filmu o którego zdolnościach muzycznych możemy się przekonać przy okazji kolejnego wspólnego projektu z Hisaishim Futari gdzie razem z kompozytorem wykonał piosenkę przewodnią.

Rolą Hisaishiego było zatem napisanie muzyki dramatycznej w tym oczywiście tematu głównego – jak zwykle w przypadku kompozytora bardzo udanego. Konstrukcja zwrotka-refren mogłaby być punktem wyjściowym do oparcia się o nią piosenki przewodniej. Tak się jednak nie stało i możemy go usłyszeć jedynie w aranżacjach bez akompaniamentu śpiewu – w pełnej orkiestrowej wersji z pierwszego utworu, na harmonijkę ustną w Last Game - Theme of The Drifting Classroom , czy też na standardową dla ówczesnych prac Japończyka, nieco przestarzałą elektronikę w Facing Toward Tommorrow. Abstrahując od łatwo wpadającej w ucho melodyki należy zwrócić uwagę na pewne problemy z oryginalnością – do których jeszcze nieraz nawiążę w niniejszej recenzji. O ile temat na obój nie przywodzi na myśl żadnych konkretnych melodii o tyle rozwinięcie bardzo przypomina temat z wcześniejszego o rok anime Arion (również autorstwa Hisaishiego) , a zwłaszcza highlightu tamtego soundtracka – Resphoina to Arion.

Pustynny świat do którego przenoszą się bohaterowie musiał doczekać się własnego wątku muzycznego. World of Sand całkiem nieźle wpasowałby się w klimat filmu gdyby nie to, że gdy słyszymy go w filmie przywołuje on nam na myśl krainę Nausicii. Wynika to z tego, że sample, które użył w tym utworze Hisaishi brzmią bardzo podobnie do tych z pierwszej kolaboracji z Miyazakim. Nie inaczej jest z drugą kompozycją odnoszącą się do fantastycznego świata Drifting ClassroomTime Tornado. Przypomina ona bardzo utwór minimalisty Terry’ego Rilleya A Rainbow in Curved Air, do którego Japończyk nie pierwszy raz (Information, Nausicaa z Doliny Wiatru) i nie ostatni (trylogia Universe Within, Sonatine) się odniósł. Z kolei temat małego stworka – Yeara również nie grzeszy oryginalnością. Z tychże względów stworzenie nowego muzycznego świata nie wypadło przekonująco.

Jak wspomniałem wyżej poza skomponowaniem większości materiału muzycznego rola Hisaishiego została rozszerzona także o aranżację utworów skomponowanych przez Tsutsumiego i Obayashiego. Piosenka A Reason to Be – stanowiąca tło napisów początkowych to dość typowy utwór dla ówczesnej, japońskiej muzyki rozrywkowej. Popowy, z przyzwoitą melodyką, ale także chyba nie na tyle emocjonalnie angażujący, aby występowała potrzeba powtórzenia go w środku albumu - „Wind of Wild Nature”. Zmianie ulega tam aranżacja (podkład nasuwa lekkie skojarzenia z Laputą: podniebnym zamkiem) i język – angielski w odróżnieniu od poprzedniej wersji tej kompozycji, która była śpiewana przez tę samą piosenkarkę, ale za to po japońsku. Podobnie jak piosenki Hisaishi zaaranżował temat miłosny skomponowany przez Obayashiego. Stylistyka w jakiej utrzymana jest ta ścieżka nasuwa skojarzenia z typowymi, fortepianowymi utworami japońskiego kompozytora do tego stopnia, że gdyby podpisać ją jego nazwiskiem myślę, że nikt by się zorientował że ta melodia może nie być autorstwa Hisaishiego. Jakkolwiek w filmie ten motyw jest raczej zepchnięty na drugi plan podobnie z resztą jak sam wątek, którego opisuje.

Prezentowany album zawiera przystępne prawie 40 minut muzyki. Jak możemy się przekonać podczas seansu nie jest to całość materiału jaki Hisaishi napisał na potrzeby filmu. Ba, należy wręcz stwierdzić, że obraz Obayashiego wprost obfituje w muzykę Japończyka. Po macoszemu został potraktowany temat matki głównego bohatera, a w zasadzie jej relacji z synem, który możemy usłyszeć jedynie w utworach: Distant Memory oraz w najciekawszej wariacji w Bond of Mother and Child. W filmie stanowi on jeden z najważniejszych elementów dramatycznych filmu. O ile temat przewodni to prosta, chwytliwa i całkiem efektowna melodia to przy motywie matki wydaje mi się być emocjonalnie płaska. Bond of Mother and Child nie jest co prawda szczególnie oryginalną, ani zapadającą w pamięć kompozycją – Hisaishi na tym polu napisał kilka tuzinów lepszych melodii - to niemniej z pewnością może zaoferować słuchaczowi solidną porcję emocji.

Skoro powinniśmy żałować, że temat matki nie otrzymał stosownej reprezentacji albumowej to jednak w przypadku reszty muzyki należałoby być bardzo powściągliwym w tego rodzaju opiniach. Ze względu na sporą powtarzalność materiału tematycznego wciśnięcie wszystkich wejść muzycznych nie byłoby najlepszym rozwiązaniem. W filmie można odczuć spory przesyt przede wszystkim tematem przewodnim, który co prawda jest głośno podłożony, ale pojawia się nader często i to nie zawsze tam gdzie potrzeba. Na plus należy zaliczyć, że najbardziej podniosła aranżacja (ta z Theme of The Drifting Classroom) pozostawia na sam koniec, wcześniej jedynie dawkując bardziej stonowane aranżacje. Podobnież The Sand World (i parę innych utworów) pojawia się w wielu fragmentach filmu (niezrozumiałe dla mnie użycie go na napisach początkowych) bez wyraźnie zmienionych elektronicznych faktur. Jak widać producentom przyświecała idea zaprezentowania wszystkich koncepcji muzycznych z porzuceniem filmowej chronologii i większości powtórzeń. Z jednej strony takie podejście się chwali, ale z drugiej strony bez takiego utworu jak Panic spokojnie moglibyśmy się obejść, a w zamian za niego wstawić jeden z aranży tematu matki, czy też nie występującą na soundtracku podniosłą wariację motywu miłosnego.

Tak też po przesłuchaniu muzyki z soundtracka i analizie jej oddziaływania w filmie na usta ciśnie się jedno słowo – przeciętność. Oczywiście jest to przeciętność w kontekście twórczości Hisaishiego ponieważ Japończyk poniżej pewnego poziomu nigdy nie schodzi i odbiorcy mniej zorientowani w jego dyskografii zapewne mogą tu znaleźć coś dla siebie. Tym bardziej, że nie jest to zła muzyka. Powiem nad więcej – jest to dobra muzyka, ale niestety zbyt wyraźne są tutaj wpływy poprzednich prac przez co pozbawiona jest ona tak ważnego, indywidualnego charakteru. Zastanawiającym wydaje się być fakt, że The Drifting Classroom jako kino familijne z wieloma elementami fantastycznymi mogłoby się wydawać doskonałą okazją dla muzycznego talentu Hisaishiego, który przecież znany jest z tego rodzaju ilustracji. Czyżby animowane kadry ówcześnie stanowiły dla niego większą inspirację niż aktorskie filmy? Trudno powiedzieć. Gdybym żył w tamtych czasach po takich nietuzinkowych i wizjonerskich partyturach jak Nausicaa z Doliny Wiatru, Laputa: podnieby zamek czy Arion opisywany score na pewno nazwałbym zawodem. Jednak patrząc z perspektywy czasu i mając na uwadze jak znakomitymi albumami obdarował nas na przestrzeni całej swojej kariery Joe Hisaishi, The Drifting Classroom należy potraktować jako wypadek przy pracy, który można mu wybaczyć.



Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 39:35

*- muzyka: Kyohei Tsutsumi, aranżacja: Joe Hisaishi, tekst: Masumi Kawamura, tłumaczenie tekstu: Tommy Snyder, śpiew: Miki Imai
**- muzyka: Nobuhiko Obayashi, aranżacja: Joe Hisaishi
***- muzyka: Kyohei Tsutsumi, aranżacja: Joe Hisaishi, tekst: Masumi Kawamura, śpiew: Miki Imai
Komentarze
Koper 2014-09-15
22:20
Scoru nie znam, ale już w klipie temat główny faktycznie zalatuje strasznie Arionem. :)

Hyôryu Kyôshitsu (The Drifting Classroom)

Kompozytor:

  • Joe Hisaishi

Muzyka dodatkowa:

  • Nobuhiko Obayashi

Orkiestrator:

  • Joe Hisaishi

Wydawca:

  • For Life Music Entertainment (1987)

R E K L A M A







NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie