Szukaj: w


recenzje

Glass



Niezniszczalny człowiek, który od pewnego czasu działa sekretnie jako „Strażnik”, staje do walki z mężczyzną kryjącym w sobie 25 różnych osobowości – w tym tą najstraszniejszą. W wyniku niespodziewanego splotu wydarzeń, obaj trafiają do zakładu dla obłąkanych, gdzie przebywa kolejna osobliwa postać – Mr. Glass. Bohaterowie niczym z kart komiksowych? A może banda szaleńców, którzy tak mocno uwierzyli w swoje moce, że faktycznie zaczęli przejawiać ponadludzkie zdolności? Z tym pytaniem w swoim nowym filmie mierzy się M. Night Shyamalan. To właśnie końcówka jego poprzedniego dzieła, Split, pozwoliła uwierzyć, że hinduski reżyser nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w branży filmowej. Film, który sam w sobie był świetnym thrillerem, okazał się przy okazji kontynuacją wątków z Niezniszczalnego. Zaskakująca końcówka budziła apetyty na niebanalny finał tej w gruncie rzeczy ciekawie zarysowanej historii. Czy takowy otrzymaliśmy? Chciałem w to uwierzyć, ale wycieczka do kina utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że na ciekawym pomyśle się tylko skończyło. Glass, mimo wielkiego potencjału, jest tylko kolejnym przegadanym i pustym widowiskiem, które z każdą minutą coraz bardziej od siebie odpycha. Trudno mieć pretensję do samych aktorów, którzy wydają się najjaśniejszym punktem tego przedsięwzięcia z fantastycznym McAvoyem na czele. Największą bolączką jest kiepski scenariusz z fatalnymi dialogami i porażającą ilością bezmyślnych twistów fabularnych przelewających czarę goryczy w patetycznym finale. Ot wielki zawód, który stawia pytania o sens rozwijania tego uniwersum. Bo to, że powstaną kolejne części – tutaj nie mam najmniejszych wątpliwości. Wynik finansowy filmu Glass jest dla producentów wystarczającą zachętą.

W nowych, dosyć budżetowych realiach filmowych Shyamalana już jakiś czas temu przestał odnajdywać się James Newton Howard – kompozytor, który przez długi czas nierozerwalnie związany był z twórczością znanego reżysera. Mimo wszystko zabrakło go podczas realizacji filmu Split, czego efektem jest totalnie zepchnięta w tło i miałka w treści, oprawa muzyczna, skomponowana przez dosyć anonimowego twórcę, Westa Dylana Thordsona. Rozumiem, że budżet produkcji nie pozwalał na szaleństwa, ale nawet w obrębie swojej stacji roboczej można było pokusić się o jakieś ciekawsze rozwiązania stylistyczne, czy chociażby tematykę. Niestety niczego takiego nie uświadczyliśmy w obrazie traktującym o narodzinach Bestii. Czy kontynuacja tych wydarzeń i podbicie stawki poprzez wprowadzenie innych bohaterów przyczyniło się do zmiany tego podejścia?

Przesadą byłoby twierdzenie, że ścieżka dźwiękowa do filmu Glass, to zupełnie nowe rozdanie, ale coś w tym jest. Zmiana tonacji oraz pojawienie się kolejnych, znanych nam postaci, siłą rzeczy musiało wpłynąć na ogólny nastrój i wymowę obrazu. Z trzymającego w napięciu thrillera przenosimy się więc do dramatu psychologicznego z elementami filozoficznymi. Thordson stanął przed dosyć trudnym zadaniem łączenia ze sobą dwóch skrajnych pod względem stylistycznym, muzycznych światów, bowiem odniesień do Niezniszczalnego nie można było uniknąć. Obawa tyczyła się zatem sposobu zaszczepienia tematyki Glassa na grunt surowej w treści i równie szorstkiej w brzmieniu ilustracji spowijającej postać Bestii. Thordson poszedł po linii najmniejszego oporu, budując dynamikę obrazu i działań bohaterów na prostym, ostinatowym motywie. Angażując w jego ramach różnego rodzaju eksperymenty brzmieniowe i odnosząc się do melodii Howarda, osiąga właściwie to, czego potrzebuje ten obraz. W ten oto sposób stawiany jest przed nami swego rodzaju metronom pełniący funkcję uniwersalnego spoiwa i panaceum na nieliczne sceny akcji. Reszta ilustracji jest już wypadkową indywidualnych, poruszanych w filmie wątków.

Powrót do melodii z Niezniszczalnego nie odbywa się w sposób spektakularny. Thordson dosyć niechętnie z niej korzysta i tą niechęć szczególnie mocno daje się odczuć w kontekście aranżów pozbawionych howardowskiego polotu. Skupione głównie wokół fortepianowego dźwięku, stają się idealną przestrzenią do nanoszenia nań licznych dysonansów, które całkiem dobrze odnajdują się w miejscu toczącej się akcji – szpitalu psychiatrycznym. Reszta ścieżki dźwiękowej jest pod tym względem bardzo przewidywalna. Odcinając się od zalewających film dialogów, muzyka Thordsona odzwierciedla stan psychiczny trójki bohaterów. Balansując pomiędzy składną melodyką, a chaosem, stara się uchwycić momenty ich zwątpienia lub uniesienia. Dosyć ważnym, choć celowo dyskredytowanym elementem tej muzycznej układanki, wydają się postacie poboczne napędzające dramaturgię filmu. Niemniej jednak, towarzysząca im liryka ogranicza się w palecie wykonawczej do samplowanych smyczków i elektronicznego ambientu, co nie przekłada się w znacznym stopniu na podbijanie emocjonalnego wydźwięku Glassa. Szkoda, bo muzyka Thordsona miała szansę stać się produktem o kilka klas lepszym aniżeli ta stworzona do poprzedniej odsłony serii.


Skromną poprawę w jakości można odczuć nie tylko w materiale filmowym. Również podczas odsłuchiwania soundtracku, jaki w dniu premiery obrazu pojawił się elektronicznie nakładem Back Lot Music. Ucząc się na błędach z przeszłości, tym razem zaproponowano odbiorcom tylko lekko męczące, niespełna 50-minutowe słuchowisko, w ramach którego bez większego bólu przeprawiamy się przez istotne fragmenty oprawy muzycznej do filmu Glass. Owszem, w dalszym ciągu jest to soundtrack, który trudno zestawiać z rzetelnie skonstruowaną oprawą muzyczną do Niezniszczalnego, ale jest jakiś progres w tym kierunku. Świadczy o tym możliwość wypunktowania kilku utworów, które jakkolwiek zostają w pamięci po wysłuchaniu całego albumu.

Już od pierwszych minut mamieni jesteśmy fragmentami, które zarówno w wymowie, jak i treści, sugerują napiętą atmosferę i wyścig z czasem. Pulsujące, zimmerowsko-brzmiące, Physicks, ściele grunt pod wyprowadzenie howardowskiego tematu w wypełnionym dysonansami, Brick Factory. Podejmowane tu środki są głównym wyznacznikiem kierunku, w jakim podążać będzie muzyczna akcja dalszej części albumu. W jej stylistycznych ramach odnajdą się takie utwory, jak Escape czy też Parking Lot, gdzie doświadczamy troszkę bardziej rozbudowanych aranży orkiestrowych. I mimo eksperymentatorskiego wydźwięku, wszystko wydaje się tutaj zaskakująco sterylne i… gatunkowo poprawne. Tak samo poprawne, jak i sterylne wydają się aranżacje motywu Elijah w fortepianowym David & Elijah, gdzie aż prosiło się o wprowadzenie charakterystycznego, elektronicznego bitu.

Pod względem dramaturgicznym nie zadzieje się tutaj nic wielkiego. Najlepiej sprawują się liryczne tekstury wyprowadzane w kontekście odkrywania nowych faktów z przeszłości bohaterów. Utwory takie, jak Cycles, Remember czy Ordinary Man dają chwilę oddechu przed kolejną porcją ostinat i dysonansów, ale nie zatrzymują przy sobie na dłużej. Takową moc sprawczą ma w moim przekonaniu fortepianowe Kevin & Casey, które urzeka nie tylko na albumie, ale również w zderzeniu z ujmującą sceną z finału widowiska. Skoro więc dobrnęliśmy do końcówki, to nie sposób nie wspomnieć o konkludującym film i soundtrack utworze Origin Story. Ambientowo-smyczkowy, prawie dziesięciominutowy fragment, to chyba najnudniejsze „end credits”, jakie kiedykolwiek miałem okazję wysłuchać. Melodia zbudowana w formie ostinatowego crescenda ostro przynudza, a oczekiwanie na wielki finał kończy się tylko wielkim rozczarowaniem słuchacza.

Po fatalnej ścieżce dźwiękowej do Split nie oczekiwałem, że Glass będzie przysłowiowym zwrotem o sto osiemdziesiąt stopni. Owszem, poprawa jakości jest odczuwalna, ale w dalszym ciągu daleko kompozycji Thordsona do miana dobrego rzemiosła, nadającego na zbieżnych falach, co rzetelnie skonstruowana oprawa muzyczna Jamesa Newtona Howarda do Niezniszczalnego. Różnica klas jest porażająca i daje się to odnotować nie tylko w podejściu obu kompozytorów do sposobu prowadzenia narracji. Również na tak prozaicznej przestrzeni, jak wyobraźnia muzyczna i tematyczne wyczucie. James, wróć!



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Physicks (1:21)
  • 2. Brick Factory (3:30)
  • 3. Pink Room (1:24)
  • 4. Cycles (4:57)
  • 5. Backfire (1:12)
  • 6. Remember (1:49)
  • 7. Escape (3:31)
  • 8. David & Elijah (1:45)
  • 9. Pierce (2:14)
  • 10. Belief (3:03)
  • 11. Thru the Basement (1:11)
  • 12. Parking Lot (5:13)
  • 13. Unraveling (1:56)
  • 14. Ordinary Man (2:07)
  • 15. Kevin & Casey (2:11)
  • 16. Checkmate (2:08)
  • 17. Origin Story (9:48)
Czas trwania: 49:52
Komentarze
Zibi 2019-01-24
23:10
A mnie się ta ścieżka podoba. O niebo lepsza od Splita. Nie wiem czy akurat coś w głowie pozostało po odsłuchu, ale jest wyraźny progres i słucha się jej dobrze. Może dlatego, że się nie nastawiałem na "wiekopomne dzieło" a przyjemne zaskoczenie zawsze jest lepsze od rozczarowania... ;) Trójka się należy (w moim mniemaniu).
Mystery 2019-04-12
12:05
W przeciwieństwie do "Split", jest tu przynajmniej na czym zawiesić ucho, a i specyficznego klimatu odmówić "Glass" nie można, jednak frajda ze słuchania raczej słaba.

Glass

Kompozytor:

  • West Dylan Thordson

Wykonawcy:

  • West Dylan Thordson

Wydawca:

  • Back Lot Music (2019)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie