Szukaj: w


recenzje

Bad Times at the El Royale (Źle się dzieje w El Royale)



Jest rok 1969. W położonym na granicy stanu Kalifornia z Nevadą, hotelu El Royale, spotyka się grupka przypadkowych ludzi. Każdy z nich skrywa pewną tajemnicę, które stopniowo wychodzą na jaw w samonapędzającej się spirali tragicznych wydarzeń. Źle się dzieje w El Royale (Bad Times at the El Royale) w reżyserii Drew Goddarda, to thriller z gatunku neo-noir, który już na wstępie kojarzyć się może z analogicznymi widowiskami Quentina Tarantino. I coś w tym jest jeżeli weźmiemy pod uwagę bezpardonowość treści oraz to, co najbardziej przykuwa uwagę – doskonałe kreacje aktorskie. To głównie na nich spoczywa cały ciężar dramaturgiczny tego dłużącego się w nieskończoność filmu. Niestety, dwuipółgodzinny czas prezentacji jest jedną z jego największych wad. Dołączając do tego wszystkiego leniwą narrację i zbyt dużą ilość pustych dialogów, można odnieść wrażenie, że twórcy usilnie starali się dotrzymać kroku wspomnianemu wcześniej Tarantino. Niestety bezskutecznie, o czym świadczyć mogą skrajne recenzje i dosyć kiepska frekwencja widzów w kinach.

Bardziej aniżeli fabuła i ciekawa sceneria filmowego El Royale uwagę przyciągnęła informacja, że do stworzenia ścieżki dźwiękowej zaangażowano Michaela Giacchino. Po serii blockbusterów i głośnych animacji, kompozytor ten w końcu podjął się projektu, który nie niósł za sobą praktycznie żadnych reperkusji. Żadnej presji ze strony dynamicznego montażu, charyzmatycznych (super)bohaterów, kosmicznych scenerii czy też nietypowych treści. Ot klasyczny thriller, dla którego jedyną wskazówką w kreowaniu stylistyki jest czas i miejsce toczącej się akcji. Ale i one nie zobowiązują kompozytora do podejmowania konkretnych rozwiązań. Jak się bowiem okazuje, muzyka ilustracyjna pełni w filmie Goddarda dosyć marginalną rolę. Wybrzmiewając tylko w najbardziej istotnych pod względem dramaturgicznym momentach, nie pozostawia większej przestrzeni na opowiadanie dramatycznych wydarzeń w El Royale. Większą moc sprawczą (w budowaniu pewnej więzi ze scenerią) mają natomiast szlagiery z kanonu muzyki popowej i rockowej tamtego okresu. To właśnie one, jako dietetyczny element rzeczywistości filmowej zabawiają filmowych bohaterów przebywających w głównym lobby hotelu. Nie zapominają również o widzu, serwując mu przy okazji nutkę nostalgii za minioną epoką.

Kiedy akcja przenosi się do poszczególnych pokoi hotelowych nostalgię zastępuje zimna, wycofana w tło ilustracja muzyczna. Takową podzielić można na dwie sfery funkcyjne. Pierwsza nadaje widowisku Goddarda pewien rytm i nieodzownie związana jest z zawiązywaniem się akcji. Gitary, perkusjonalia oraz inne elementy uszczelniające dosyć skromne aranże, nie epatują ciężkim w obyciu underscorem. Ich lekki ton pozbawiony zabarwienia, całkiem sprawnie bryluje pomiędzy luźnymi dialogami zapoznających się przybyszów. Dopiero kiedy na jaw wychodzą ich pierwsze tajemnice, ścieżka dźwiękowa zaczyna stopniowo rewidować swój nastrój. Coraz częściej do głosu dochodzi gitarowy ambient i kojarzące się z noirowymi produkcjami, jazzujące trąbki. Nie ma w tym wszystkim ni krzty wirtuozerii ani tym bardziej przebojowości do jakiej przyzwyczaił nas Michael Giacchino. Wręcz przeciwnie. Jego muzyka staje się biernym towarzyszem wydarzeń, równie niemrawo radząc sobie z kreowaniem emocji. Można odnieść wrażenie, że muzyka ilustracyjna była w El Royale totalnie zbędna. I faktycznie, opuszczając salę kinową trudno przywołać w pamięci moment, który czarował dobrą komitywą na tle muzyka-obraz. Stricte funkcjonalne podejście, z jakim Giacchino zilustrował film Goddarda każe patrzeć na tę prace, jako na jedną z najgorszych w jego dorobku z ostatnich lat.


I tutaj pojawia się rzecz nieoczekiwana, czyli odsłuch pozafilmowy przynoszący zupełnie inne spojrzenie na tę partyturę. Soundtrack wydany nakładem Milan Records, to chyba jakiś album koncepcyjny, ponieważ części opublikowanych tu utworów próżno szukać w Źle się dzieje w El Royale. Hojność wydawców i samego kompozytora stojącego za produkcją krążka ma również swoje drugie, mniej korzystne oblicze. Mianowicie monstrualny czas trwania, który jak na tego typu muzykę działa na niekorzyść produktu. Z zaprezentowanych tu kawałków można wyodrębnić tylko niektóre warte uwagi, a ich łączny czas zapewne nie przekroczyłby półgodzinnej prezentacji. Sprawdźmy o jakie kawałki chodzi...

Zaczynamy od mocnego uderzenia w postaci najbardziej okazałej prezentacji tematu przewodniego. The Suite at the El Royale to kwintesencja pracy ubrana w zdobne szaty aranżacyjne. Poza takowymi nie brakuje miłych zaskoczeń w postaci partii chóralnych, których próżno szukać w samym filmie. Ociekający refleksyjnym tonem, siedmiominutowy kawałek, będzie punktem odniesienia dla całego albumu. Szkoda tylko, że niedoścignionym. Już pierwszy filmowy kawałek, czyli A Room with an Entrez-Vous obnaża bowiem wielką powściągliwość kompozytora w epatowaniu emocjami. Wyprowadzany przy tej okazji temat poboczny zamknięty jest w sztampowych, perkusyjnych rytmizacjach, które w dalszej części słuchowiska odmieniane będą przez kolejne przypadki gitarowo-funkowego grania. Dopiero Mirror Mortals przynosi pewną zmianę w postaci jazzującej trąbki. Od tego momentu również nastrój muzyki sukcesywnie zaniżany będzie przez kolejne porcje ambientowych i elektronicznych elementów wypełniających fakturę. Niezwykle trudno wydobyć z tego zestawu garść utworów pretendujących do miana highligtów. Na pewno nie będzie to nic związanego z muzyczną akcją. Takową Michael Giacchino kwituje dysonującymi trąbkami i perkusjonaliami doskonale znanymi nam z serialu Zagubieni. Punktu zaczepienia szukałbym w emocjonalnym tonie, w jakim skąpano My Memory, My Memory lub Roulette the Chips Fall. Szkoda tylko, że po drodze potykamy się o solidne kłody beznamiętnej, underscoreowej treści. Dopiero końcówka albumu przypomina nam o potencjale drzemiącym w temacie przewodnim. Absolution Presents Itself jest drugim po suicie utworem, do którego bez większego malkontenctwa odesłałbym słuchacza.

Nikt chyba nie przypuszczał, że Michael Giacchino wiecznie tworzył będzie dobre lub bardzo dobre ilustracje muzyczne. Te absorbujące uwagę widza mierzącego się z filmem, jak i indywidualnego odbiorcę. Kiedyś musiał być ten mały, ale symboliczny upadek i takim jest w moim odczuciu Źle się dzieje w El Royale. Tytuł filmu idealnie oddaje wrażenia po odsłuchu ścieżki dźwiękowej, bo nie dość, że jest ona byle jaka w treści, to na dodatek nie ma praktycznie żadnej mocy sprawczej w starciu z obrazem. Na albumie jest troszkę lepiej i jako niezobowiązująca ciekawostka ma swoje dobre strony. Aczkolwiek i tutaj można było dołożyć większych starań w kwestii prezentacji. Trudno. Zapominamy i czekamy na kolejne, miejmy nadzieje bardziej inspirujące dla Giacchino projekty.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. The Suite at the El Royale (07:52)
  • 2. A Room with an Entrez-Vous (00:55)
  • 3. Let the Spieling Begin (01:54)
  • 4. Rough Around the Ledger (03:04)
  • 5. It's Ms. You to You (01:40)
  • 6. Mirror Mortals (02:36)
  • 7. When Push Comes to Hoover (01:46)
  • 8. Darlene-Eyed Monster (00:53)
  • 9. My Memory, My Memory (01:41)
  • 10. I Spy with My Little Fbi (02:06)
  • 11. Sea You Again Soon (01:38)
  • 12. The Doors of Deception (02:36)
  • 13. Voyeur in so Much Trouble (06:05)
  • 14. Clingin' in the Rain (06:54)
  • 15. A Bang up Robbery (03:08)
  • 16. You Can't Flynn 'em All (01:09)
  • 17. Rose and Cons (02:39)
  • 18. A Blaze of Allegory (04:41)
  • 19. Billy Lee Is Not My Lover (03:12)
  • 20. Roulette the Chips Fall (06:53)
  • 21. The Wages of Flynn (01:15)
  • 22. Absolution Presents Itself (10:06)
Czas trwania: 74:43
Komentarze
Mystery 2019-01-11
18:22
Cóż, dosyć nietypowy projekt dla Michaela. Film stał przede wszystkim piosenkami (podkładane pod obraz, lecące z szafy grającej, wykonywane na planie na żywo), można śmiało powiedzieć, że były jednym z głównych bohaterów filmu, spychając score pod robienie tła i w sumie Giacchino dostał w filmie zaledwie kilka scen, gdzie mógł bardziej dojść do głosu, jak na przykład monolog księdza i liryczne "My Memory, My Memory" czy budująca napięcie sekwencja akcji "Clingin' in the Rain"., przy okazji jedne z lepszych kawałków na soundtracku. A co do tego, to jest przede wszystkim za długo. Początek i przybycie do hotelu to takie ciepłe kluchy od Doctora Strange'a, środek jest już nieco lepszy, mamy lirykę, akcję, suspens, gorzej z końcówką, nie pamiętam tak niemrawego finału u tego kompozytora, czysty underscore i już nieobecny na płycie 10 minutowy "Absolution Presents Itself" jest ciekawszy od ostatnich kilku kompozycji, które pozostawiają słuchacza zmęczonym i obojętnym. Sama muzyczka nawet niezła, są rozpoznawalne tematy, szkoda tylko, że tak licho używane, ciekawe instrumentarium i efekty dźwiękowe, które robią konkretny klimacik (Mirror Mortals) i w sumie dobrze było usłyszeć coś nowego od Michaela, ale ogółem szału nie ma, poprawna muzyka, do namiętnego słuchania raczej się nie nadająca, no może poza urodziwą suitą, do której powracać będę często.

Bad Times at the El Royale (Źle się dzieje w El Royale)

Kompozytor:

  • Michael Giacchino

Dyrygent:

  • Marshall Bowen

Orkiestrator:

  • Jeff Kryka

Soliści:

  • Colin Stetson, Martin Tillman

Wydawca:

  • Milan Records (2018)

Producent:

  • Michael Giacchino

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie