Szukaj: w


recenzje

Sky Captain and the World of Tomorrow - Expanded Edition (Sky Kapitan i świat jutra)


Pamiętam jak dziś, kiedy w moje ręce, całkiem przypadkowo, wpadł album z muzyką do filmu Sky Kapitan i świat jutra. Tytuł mówił tyle co nic, a okładka sugerowała lichą fantastykę skrępowaną równie mizernym budżetem. O słuszności tych przypuszczeń przyszło się wkrótce przekonać, ale wiedziony instynktem znalezienia czegoś wartego uwagi, włożyłem płytę do odtwarzacza. No i? Od tamtej pory nie rozstaj się z nią na dłużej niż kilka miesięcy.


Ścieżka dźwiękowa Eda Shearmura zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Nie pod względem pomysłowości, a wręcz przeciwnie. Stylizowana na monumentalne oprawy muzyczne z lat 30. i 40. dotknęła tego, co w miłośniku klasycznie skonstruowanej muzyki filmowej najistotniejsze – sentyment do pierwocin gatunku. Aby zrozumieć decyzje, jakie popchnęły Edwarda Shearmura do pójścia tym śladem, warto cofnąć się do etapu powstawania samego filmu.

A jego początki sięgają jeszcze połowy lat 90. Te artystyczne, wizjonerskie kino w wykonaniu Kerry Conrana nie miało lekkiego startu. To dzięki jego determinacji i wyżebranym (dosłownie) funduszom na realizacje, udało się stworzyć kilkuminutowy krótkometraż pod tytułem Mechanical Monsters. Zawierał on fragment przygód komiksowego bohatera, kapitana Sky, ukazany w formie stylizowanego na lata 40., retro-obrazu z olbrzymią ilością animacji komputerowych. Na odzew ze strony producentów nie trzeba było długo czekać. Mając wsparcie studia Paramount przystąpiono do intensywnego procesu realizacji pełnometrażu. Budżet oscylujący wokół kwoty 70 mln $ pochłonęły w głównej mierze efekty wizualne, ale udało się pozyskać również kilka Hollywoodzkich gwiazd z Gwyneth Paltrow, Jude Law i Angeliną Jolie na czele. Recepta na sukces była na wyciągnięcie ręki… Niestety nie zrealizowano jej w takim stopniu, w jakim obiecywały zachęcające wizualizacje Conrana. Film spotkał się z ogromną falą krytyki, stając się wkrótce największym blamażem studia Paramount wśród inwestycji roku 2004. Smutne, że podobny los (odepchnięcia od mainstreamu i zapomnienia) dotknął również oprawę muzyczną, która wyrastała w tym niedoszłym dziele na jego najmocniejszy element.

O muzyce do tego filmu pisałem już przy okazji premiery oficjalnego albumu soundtrackowego wydanego nakładem Sony Music. Od tamtego czasu zasadniczo moja opinia na temat tej pracy się nie zmieniła. Dalej uważam ją za jedno z najlepszych dokonań w karierze Eda Shearmura, choć wniknięcie w kulisy jego zaangażowania do tego projektu zajęło kilka dobrych lat. Okazało się bowiem, że jego zatrudnienie nie było pokłosiem wystosowanej oferty, ale starań samego kompozytora, który dowiedziawszy się o zamiarach kręcenia tego obrazu, wychodził swoje u decydentów. Na realizację pozostawiono mu bardzo dużo czasu, bo ponad pół roku. Brytyjczyk wykorzystał go najlepiej jak tylko mógł, tworząc tylko w przeciągu miesiąca około 70 melodii aspirujących do podstawowej palety tematycznej. Kiedy udało się uchwycić heroiczno-pastiszowego ducha obrazu, przystąpiono do rozpisywania tej monumentalnej partytury – ścieżki dźwiękowej, którą z powodzenia można nazwać klasyczną ścianą dźwięku szczelnie wypełniającą filmowe przestrzenie. Ową ścianę dźwięku nie postrzegam w tym przypadku jako coś pejoratywnego. Gdy bowiem nikniemy w całą strukturę i ideologię stojącą za powstaniem tej partytury, wtedy każdy element składa się na logiczną całość – jednego wielkiego hołdu względem klasyki muzyki filmowej.

Na przysłowiową tapetę brani są dosłownie wszyscy giganci pierwocin muzyki filmowej. Od Steinera począwszy, poprzez Waxmana, a na Korngoldzie skończywszy. I nie wiem, czy właśnie ten ostatni nie odcinał największego piętna na ścieżce dźwiękowej do Kapitana Sky. Iście swashlucklerowy ton, w jakim przemawia do nas nie tylko główna tematyka, ale i cała, misternie tkana symfonika muzycznej akcji, idealnie wykłada ton, w jakim zanurzone jest dzieło Conrana. Dziarska rozrywka stawiająca przed nami aż nazbyt wyraziste postaci i ich problemy, ociera się tutaj o kicz, tak charakterystyczny dla setek swashbucklerowych filmów akcji. Drugą stroną medalu jest element fantastyczny aplikowany do tej klimatycznej wizualizacji. Shearmur nie skusił się tutaj na odejście w bardziej nowoczesne formy muzycznego wyrazu. W swoim przywiązaniu do tradycji był bardzo konsekwentny i ta konsekwencja bardzo mocno udzieliła się również motywowi dedykowanego antagoniście. Mroczna fanfara wprost idealnie wtopiła się w terror siany przez Totenkopfa. Idealną równoważnią jest heroiczna fanfara przypisana tytułowemu bohaterowi. W ścieżce dźwiękowej funkcjonuje rzecz jasna o wiele więcej muzycznych wizytówek, ale nie widzę sensu powielania tego, co zostało już napisane w recenzji sprzed lat.

Warto natomiast wspomnieć, że na godzinnym albumie soundtrackowym znalazła się tylko połowa materiału skomponowanego przez Shearmura na potrzeby Kapitana Sky. Przez wiele lat był on obiektem mokrych snów wielu zapaleńców, którzy dostrzegali w tej pracy coś więcej, aniżeli zwykłą ścianę dźwięku. I te sny pomogła w końcu zrealizować amerykańska wytwórnia La-La Land Records, która we wrześniu 2017 roku opublikowała limitowany do trzech tysięcy egzemplarzy, dwupłytowy album. Zawierał on kompletną ścieżkę dźwiękową, jaką można było usłyszeć w filmie Conrana oraz kilka bonusów dodających temu wydaniu większej pikanterii. Obok muzycznej zawartości docenić należy również stojąca na wysokim poziomie strona edytorska, pozwalająca wniknąć w proces powstawania filmu oraz partytury. Istna gratka dla fanów muzyki Shearmura.


Zanim zaczniemy wychwalać ten delikates, może spróbujmy odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie o merytoryczną wartość tego rozszerzenia. Jeżeli spodziewamy się czegoś unikatowego, co stawiałoby znany do tej pory materiał w zupełnie nowym świetle, to spieszę z informacją, że nic takiego nie nastąpi. Świetny montaż regularnego albumu wycisnął z materiału wyjściowego bardzo dużo, oddając na ręce słuchacza właściwie najbardziej wartościowy zbiór fragmentów oprawy muzycznej. Byłbym jednak daleki od deprecjonowania pozostałych, nieuwzględnionych kawałków, bo ich ilustracyjna i narracyjna wartość jest nie do przecenienia. Jeżeli bowiem podstawowy soundtrack mógł się wydawać takim pędzącym na zabój ulepem chwytliwych momentów, to rozszerzenie od La-Li daje już więcej przestrzeni na faktyczne opowiadanie jakiejś muzycznej historii.

A takową zaczynamy, jak w poprzednim wydaniu, od prezentacji motywu tytułowego bohatera. Dzieląca nas przestrzeń pomiędzy pierwszą poważniejszą akcją jest wdzięcznym polem do zapoznania się z kilkoma pomniejszymi motywami w trakcie odpowiedniego budowania napięcia. Mocne wejście w tętniącą orkiestrowym bogactwem, muzyczną akcję, wyprawia nas w podróż po klasyce muzyki filmowej. Ale w przeciwieństwie do niej, Edward Shjearmur stawia tutaj na bardziej klarowną melodykę – taką swashbucklerową, ale przepuszczoną przez „sito” współczesnej estetyki budowania linii melodycznej. Niezwykle istotne wydaje się to w kontekście relacji między dwoma głównymi tematami. Chemia panująca między tymi melodiami i sposób ich aranżowania jest swoistego rodzaju mini-arcydziełem, które na wielu płaszczyznach identyfikować się może z pracami Michalea Kamena oraz Johna Williamsa. O ile nawiązania do tego pierwszego nie powinny dziwić przez wzgląd na wieloletnią współprace Shearmura z Kamenem, o tyle wejście w buty Maestro Williamsa świadczy tutaj o wielkiej inspiracji, jaką dla Brytyjczyka jest ikona współczesnej muzyki filmowej.

Rozpisywanie się o każdym nowym utworze zawartym na tym ekskluzywnym wydaniu mija się z celem. Jest ich co niemiara, ale tylko nieliczne mają wpływ na topografię partytury. Na pierwszej płycie z pewnością będą to trzy kawałki z sześciominutowym, underscoreowym Hanger-Car / Jennings Lab na czele. Miłośnicy akcji z pewnością uradują się kolejnym łatwo wpadających w ucho fragmentem w S.C. Fights the Wigglys/Where’s Dex?. Ale najwięcej pod tym względem dzieje się na drugim krążku, który po raz pierwszy pozwala wniknąć w pełną strukturę finałowych sekwencji filmu. Począwszy od Tales of Nanjing stawiany jest przed nami prawie dwudziestominutowy ciąg utworów miotających słuchacza pomiędzy różnymi barwami dźwiękowymi i emocjami. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj dramaturgia, wyrywająca doskonale znane nam tematy z wypolerowanego, heroicznego wydźwięku. Intensywne doświadczenie zakończy doskonale znany nam fragment z powrotu na Ziemię i przepiękny cover piosenki Over the Rainbow.

W ramach bonusu otrzymujemy albumową wersję Totenkopf’s Ark oraz fragment muzyki źródłowej Chopina. Nie mają one większego wpływu na zasłyszaną wcześniej treść. Ale czy ją ubogacają? Każdy będzie musiał indywidualnie odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Mała konsternacja nie ujmuje bardzo pozytywnego wrażenia jakie pozostawia po sobie rozszerzony soundtrack do Sky Captain and the World of Tomorrow. Ta troszkę zapomniana przez czas partytura zdecydowanie zasługiwała na ukazanie jej w pełnej krasie. I takowego w końcu się doczekała dzięki wytwórni La-La Land Records. Mam świadomość, że będzie to gratka dla nielicznych entuzjastów, którzy pozostali z olbrzymim niedosytem po wysłuchaniu oryginalnego soundtracku z 2004 roku, ale myślę, że nawet statystyczny odbiorca mógłby przeprawić się przez ten dwugodzinny pastisz klasyków muzyki filmowej bez większego problemu. A to już nie lada wyczyn dla kompozycji tak szczelnie wypełniających filmowe przestrzenie. Polecam!



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
CD 1:
  • 1. The World of Tomorrow (01:09)
  • 2. The Zeppelin Arrives (01:53)
  • 3. Telegram* (01:36)
  • 4. Meet Polly* (01:33)
  • 5. The Office* (02:16)
  • 6. The Robot Army (03:02)
  • 7. Calling Sky Captain (03:23)
  • 8. After Robots*/Meet Dex* (02:58)
  • 9. Back at the Base (02:53)
  • 10. Hanger-Car*/Jennings Lab*/Dr. Jennings Is Dead* (06:05)
  • 11. The Flying Wings Attack/Wiggly Robots* (08:13)
  • 12. An Aquatic Escape** (02:32)
  • 13. S.C. Fights the Wigglys*/Where's Dex?* (02:38)
  • 14. Flight to Nepal (04:40)
  • 15. Treacherous Journey (02:23)
  • 16. Transmitter*/Tunnels* (03:44)
  • 17. Dynamite (02:26)
CD 2:
  • 1. Three in a Bed (01:06)
  • 2. Monks*/New Clothes* (02:54)
  • 3. Finding Frankie (05:05)
  • 4. What Is That?*/Under Attack* (03:00)
  • 5. Manta Squadron (06:34)
  • 6. H-770-d (01:14)
  • 7. Flying Lizard (01:08)
  • 8. Tales of Nanjing* (02:17)
  • 9. Ark**/Robot Attack**/Outside TK’s Office* (06:26)
  • 10. TK’s Office* (01:19)
  • 11. A Plan**/Fight** (03:54)
  • 12. Action* (05:06)
  • 13. Back to Earth (03:20)
  • 14. Over the Rainbow [performed by Jane Monheit] (03:58)
  • 15. End Credits Suite* (05:13)
BONUS TRACKS:
  • 16. Totenkopf's Ark (album version) (05:05)
  • 17. Gramophone Source* [Étude Op. 10, No. 3, in E major (F. Chopin)] (02:35)
Czas trwania: 113:38

* Pierwotnie nieopublikowany materiał
** Zawiera pierwotnie nieopublikowany materiał
Komentarze
Mystery 2017-12-28
10:21
Bardzo dobry przykład na wartościowe rozszerzenie, dużo nowych dobrych rzeczy, których wcześniej zabrakło i to bez zbędnych zapychaczy, no ale mamy tu do czynienia z doprawdy kapitalną muzą.

Sky Captain and the World of Tomorrow - Expanded Edition (Sky Kapitan i świat jutra)

Kompozytor:

  • Edward Shearmur

Dyrygent:

  • Edward Shearmur

Orkiestrator:

  • Robert Elhai
  • Brad Warnaar
  • Jeff Toyne
  • Edward Shearmur

Wykonawcy:

  • The London Metropolitan Orchestra

Wydawca:

  • La-La Land Records (2017)

Producent:

  • Edward Shearmur
  • Teese Gohl
  • Steve McLaughlin
  • Dan Goldwasser

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2018 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie